Emilia Osewska-Mądry, dyrektor British Airways w Polsce Obecność naszego kraju w Unii Europejskiej zobowiązuje administrację lotnisk do zapewnienia pasażerom i liniom lotnicznym jak najwyższych standardów obsługi Do 2020 roku ruch lotniczy w Europie zwiększy się dwukrotnie. Polska to obecnie rynek najsilniejszej konkurencji w Unii Europejskiej. Głównie za sprawą tanich lotniczych, które dociarają nawet do najmniejszych regionalnych portów. Przewidywany roczny wzrost przewozów to 10–15 proc. dla lini niskokosztowych, a dla linii tradycyjnych 2–3 proc. Według szacunków Urzędu Lotnictwa Cywilnego (ULC) w 2030 roku nasze lotniska mogą obsłużyć ponad 63 mln pasażerów, a ich rozwój może przynieść nawet 100 tys. miejsc pracy. Ten boom na latanie wymusza rozwój niedoinwestowanych do tej pory portów lotniczych. Ich zarządy robią wszystko, aby uporać sie z wyzwaniami rynkowymi oraz zachęcić linie lotnicze do korzystania z ich usług.
Czekanie na Modlin
Dzisiaj każde miasto w Polsce chciałoby mieć własne lotnisko. Niestety budowa takiego obiektu to zadanie niełatwe, pochłaniające przede wszystkim miliardy złotych, wymagające spełnienia skomplikowanych procedur i zaangażowania wielu stron. Przyjmuje się więc kierunek rozbudowy istniejących już lotnisk oraz budowę jednego lotniska mazowieckiego w celu odciążenia ruchu z warszawskiego Okęcia. Po kilku latach rozważań, wreszcie w listopadzie tego roku Przedsiębiorstwo Polskie Porty Lotnicze (PPL), Agencja Ruchu Lotniczego i samorząd mazowiecki podpisali porozumienie o budowie lotniska w Modlinie. – Lotnisko w Modlinie może rozpocząć działalność w połowie 2008 roku. Do tego czasu powstanie nowy terminal do obsługi pasażerów i zostanie wyremontowana droga startowa. Bardzo optymistyczne terminy podawane wielokrotnie w przeszłości do wiadomości publicznej należy traktować jako nierealne – mówi Artur Burak, rzecznik Przedsiębiorstwa Polskie Porty Lotnicze. Więcej skonkretyzowanych planów na budowę nowych lotnisk w innych rejonach Polski (pomimo co jakiś czas pojawiających się wypowiedzi samorządowców) na razie nie ma! W sumie w Polsce działa 12 lotnisk pasażerskich, 11 utrzymuje regularne połączenia i obsługę pasażerów. Najwiekszym z nich jest dwuterminalowy Port Lotniczy im. Fryderyka Chopina w Warszawie (około 7 mln pasażerów rocznie), ale regionalne porty robią wszystko, aby dorównać centralnemu lotnisku Polski.
Modernizacja i komunikacja
Małe regionalne terminale lotnicze przeobrażają się w nowoczesne obiekty obsługi pasażerów. Zarządcy lotnisk wyznaczają nowe cele inwestycyjne i spełniają kolejne wymagania Unii Europejskiej. – W przyszłym roku planujemy rozpocząć rozbudowę płyty postojowej, powstanie także fragment drogi kołowania i rozpocznie się rozbudowa terminala. Jest ona konieczna ze względu na przystosowanie do wymogów układu z Schengen (oddzielenie strumieni ruchu pasażerskiego z rejsów z Unii Europejskiej i spoza UE) oraz ze względu na zwiększający się ruch pasażerski. Poprawa przepustowości i bezpieczeństwa lotniska Poznań Ławica to najważniejszy cel jego rozwoju. Koncepcja rozbudowy zakłada także znaczne zmiany wokół portu – budowę parkingów dla pasażerów i przebudowę układu komunikacyjnego – mówi Mariusz Wiatrowski, dyrektor generalny Portu Lotniczego Poznań Ławica. Obecnie najlepiej skomunikowanym portem lotniczym w kraju jest lotnisko Katowice – Pyrzowice. – W listopadzie została oddana do użytku jedna nitka drogi ekspresowej, która połączyła lotnisko z autostradą. W przyszłym roku zostanie oddana druga nitka. Trwają prace koncepcyjne nad zbudowaniem szybkiej kolei. To dobrze rokuje realizacji planów utworzenia w naszym porcie centrum cargo na Polskę południową – mówi Cezary Orzech z Górnośląskiego Towarzystwa Lotniczego, spółki zarządzającej lotniskiem w Katowicach Pyrzowicach.
Paraliżująca mgła
Klienci portów lotniczych domagają sie jednak większych inwestycji w urządzenia nawigacyjne oraz nowoczesne technologie do zarządzania ruchem lotniczym. – Zmiany infrastrukturalne zwiększające przepustowość portów lotniczych następują zbyt wolno jak na potrzeby przewoźników – mówi Eryk Kłopotowski ze SkyEurope. Nawet w najbardziej przewidywalnym pod względem pogody rejonie zdarza się kilka dni w roku, że ruch lotniczy jest ograniczony albo całkiem niemożliwy. A w kraju o położeniu takim jak Polska, o dużej częstotliwości zmiany pogody, takich dni może być wiele. Pod koniec listopada kilkudniowa mgła sparaliżowała prawie wszystkie lotniska w kraju, a najbardziej odczuwalne było to w Warszawie. Klienci portów lotniczych twierdzą, że wszystko uzależnione jest od kategorii systemu nawigacyjnego tzw. ILS (instrumental landing system). Na polskich lotniskach system ten ma kategorię drugą, która niestety nie sprosta bardzo trudnym warunkom pogodowym, jak np. lądowanie w gęstej mgle. – Nasza załoga i flota posiadają najwyższe kwalifikacje ILS CAT IIIB, ale mają trudności z lądowaniem w złych warunkach pogodowych na polskich lotniskach z powodu ich nieodpowiedniego przygotowania. Ostatnie tygodnie udowodniły, że polskie porty lotnicze wymagają znaczącego rozwoju. Jeśli chcą sobie radzić z trudnymi warunkami pogodowymi, powinny zainwestować w systemy ILS – mówi Natasa Kázmér z linii lotniczych Wizz Air. Niektóre porty lotnicze zapowiadają podniesienie poziomu urządzeń nawigacyjnych. Ale są to nakłady pochłaniające olbrzymie koszty, których zwrot może sie okazać długoterminowy. Decyzję w sprawie wprowadzenia trzeciej kategorii powinien podjęć zarządca lotniska, czyli Polskie Porty Lotnicze na podstawie analizy opłacalności przedsięwzięcia. W poprzednich latach kierownictwo PPL dochodziło do wniosku, że wprowadzenie kategorii III w Warszawie nie byłoby opłacalne. – Jako kraj unijny powinniśmy dążyć do tego, aby nasze standardy były na europejskim poziomie. Zarówno przewoźnicy, jak i porty lotnicze powinny wprowadzać nowe narzędzia, inwestować w sprzęt, dbać o zapewnienie jak najlepszych warunków pasażerom – mówi Emilia Osewska-Mądry, dyrektor British Airways w Polsce.