Moja decyzja wynika z braku możliwości dalszego faktycznego sprawowania urzędu w sposób efektywny - napisał w swoim oświadczeniu Jerzy Pruski.
Wśród czynników, które zdecydowały o jego decyzji, wymienił ograniczenie roli wiceprezesów oraz jego zdaniem niezgodne z ustawą o NBP upoważnienie przez prezesa NBP członków zarządu, a nie wiceprezesów do kierowania działami banku, ważnymi także z punktu widzenia dbania o stabilność cen.
Jerzy Pruski dodał, że sprzeciwiał się decyzjom dotyczącym m.in. przyjętej strategii zarządzania rezerwami, zasadom funkcjonowania Rady Naukowej NBP, sposobowi przyjmowania przez zarząd planu finansowego NBP oraz prognozom niedoszacowującym ryzyko inflacji.
- Moje wystąpienia były ignorowane, a pozycja stopniowo marginalizowana i w końcu przestała odpowiadać zadaniom wynikającym z ustawy o NBP - oświadczył wiceprezes banku.
Jerzy Pruski był wiceprezesem i jednocześnie pierwszym zastępcą prezesa NBP od 25 marca 2004 r., gdy na sześcioletnią kadencję na wniosek Leszka Balcerowicza powołał go na to stanowisko prezydent Aleksander Kwaśniewski.
- Rezygnacja drugiego wiceprezesa to kolejny element psujący reputację banku, pokazuje, jak duży bałagan tam panuje. Nie jest normalne, gdy jeden członek zarządu oskarża innych. Ale to także problem operacyjny i zagrożenie, że bank nie będzie dostatecznie dobrze zarządzany - mówi Andrzwj Bratkowski, były wiceprezes NBP.
- Dla rynków finansowych to też powód do niepokoju, bo to dotychczasowi wiceprezesi gwarantowali jakość banku, w sytuacji gdy prezesowi brak kompetencji - podkreśla.
Według ustawy o NBP, to wiceprezesi kierują wyznaczonymi przez prezesa działami pracy banku, a w skład zarządu wchodzą prezes jako przewodniczący oraz sześciu, ośmiu członków zarządu, w tym 2 wiceprezesów.
Członków zarządu NBP powołuje i odwołuje prezydent na wniosek prezesa NBP na sześć lat. Obecnie dwóch wiceprezesów jest w stanie dymisji i ich wnioski czekają na podpis prezydenta.
Na niedawnym spotkaniu z dziennikarzami Sławomir Skrzypek tłumaczył trudności ze znalezieniem następcy Krzysztofa Rybińskiego m.in. specyfiką tematu zarządzania rezerwami oraz lepszymi warunkami finansowymi w sektorze prywatnym.
Ale bankowcy twierdzą także coś innego.
- To fakt, że w sektorze bankowym można zarobić więcej niż na stanowisku wiceprezesa NBP. Ale nie o pieniądze chodzi. Wiemy przecież, jak często dochodzi do zmian w banku centralnym, a poza tym nie każdy chciałby pracować ze Sławomirem Skrzypkiem - mówi GP menedżer z sektora bankowego.
W zarządzie NBP pozostają jeszcze powołani tam na wniosek Leszka Balcerowicza Paweł Samecki, Jerzy Stopyra i Anna Trzecińska oraz na wniosek Sławomira Skrzypka Zbigniew Hockuba, Jakub Skiba oraz Zdzisław Sokal.
PaweŁ CzuryŁo
ikona lupy />
Jerzy Pruski, odpowiadał w banku za departamenty systemu finansowego i statystyki / DGP