Problemy związane ze sprzedażą francuskich helikopterowców Rosji elektryzowały nie tylko opinię publiczną nad Sekwaną, ale i cały demokratyczny świat. Swoje zaniepokojenie wyrażały Stany Zjednoczone i bezpośrednio zagrożone agresywną polityką Kremla państwa bałtyckie.
Reklama

Obawy były podsycane takimi wypowiedziami jak ta jednego z rosyjskich generałów, który oświadczył, że gdyby w konflikcie z Tbilisi Moskwa dysponowała Mistralami, to Gruzja już byłaby rosyjska.

Francuskie okręty należą do najnowocześniejszych na świecie. Służą nie do celów obronnych, lecz zaczepnych. Są wyposażone w najnowocześniejsze technologie, mogące zabrać do ładowni znaczną liczbę czołgów, samochodów pancernych i śmigłowców bojowych oraz wojska. Mają dwa nowoczesne szpitale, samodzielny punkt dowodzenia, pozwalający na prowadzenie niezależnych od sztabu generalnego operacji.

Kontrakt z Kremlem podpisał poprzedni prezydent Nicolas Sarkozy. Obecny - Francois Hollande - w wyniku zaangażowania się Moskwy w konflikt na Ukrainie niemal rok wahał się, czy zerwać kontrakt. Francja się podzieliła. Jedni byli zdania, że takiej broni nie można dawać do ręki Władimirowi Putinowi, prowadzącemu agresywną politykę wobec sąsiadów; inni - zarówno na lewicy, jak i na prawicy - uważali, że nie wolno psuć dobrych stosunków z Rosją. Ostatecznie kontrakt zerwano i po długich negocjacjach udało się polubownie rozwiązać sprawy finansowe. Mistrale kupił Egipt, a sprawę Ukrainy zastąpił konflikt w Syrii.