Zrodzona w bólach ustawa o odnawialnych źródłach energii może trafić do poprawki. To oznacza groźbę kolejnego wyhamowania inwestycji i kłopoty w spełnieniu wymogów polityki klimatycznej
Reklama
Inwestorzy w odnawialne źródła energii znowu muszą wstrzymać się z projektami. Wciąż nie wiadomo, z jakiego systemu wsparcia będą korzystać w przyszłym roku. Jeszcze kilka dni temu wszystko wydawało się w miarę jasne – 1 stycznia 2016 r. miała wejść w życie część przepisów ustawy o OZE regulująca system wsparcia. – Wejście w życie części ustawy o odnawialnych źródłach energii może zostać odroczone do połowy przyszłego roku – zapowiedział minister energii Krzysztof Tchórzewski.
Chodzi o przepisy dotyczące aukcji. To system, w którym wsparcie od państwa otrzymuje ten podmiot, który zaoferuje najniższą cenę za energię. Nowe zasady budziły jednak zastrzeżenia i wielu inwestorów przyspieszało swoje inwestycje, żeby załapać się na stary model wsparcia, czyli tzw. zielone certyfikaty. – Jeśli uda nam się skończyć wszystkie instalacje OZE w tym roku, pozostaniemy w starym systemie, po którym wiadomo, czego możemy się spodziewać – mówił pod koniec listopada były już prezes Energi Andrzej Tersa.
Przyspieszenie widać zwłaszcza w najpopularniejszym segmencie OZE, energetyce wiatrowej. Kilkanaście dni temu PGE oddała do użytku swoją największą farmę wiatrową o mocy 90 MW. Według szacunków Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej do końca tego roku moc wszystkich farm wiatrowych może osiągnąć 5 tys. MW. Gdyby te prognozy się potwierdziły, oznaczałoby to, że w ciągu ostatniego półrocza powstało więcej farm, niż średnio powstawało przez cały rok.
Skąd obawa przed aukcjami? – Podstawową wadą proponowanego w ustawie systemu aukcyjnego jest to, że nie jest on neutralny technologicznie. Podział na koszyki jest nieco sztuczny i preferuje jedne grupy wytwórców kosztem innych – twierdzi wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej Arkadiusz Sekściński. Zwraca też uwagę na wskazywane przez wielu ekspertów zagrożenie zjawiskiem underbiddingu, czyli znanego z przetargów autostradowych zjawiska zaniżania cen. W efekcie podmioty, które dzięki śrubowaniu ceny wygrały aukcje, dochodzą do wniosku, że inwestycja jednak jest nieopłacalna i nowe moce w OZE nie powstają.
O tym, że jest to realne zagrożenie, świadczą przykłady z Europy Zachodniej. W Holandii przez pięć lat funkcjonowania aukcji z zakontraktowanych 1800 MW wybudowano niespełna 300 MW. Zjawisko może dotyczyć również polskiego rynku, co pokazała próbna aukcja zorganizowana przez PSEW, PwC i kancelarię Domański Zakrzewski Palinka, w której wzięło udział 140 podmiotów i pojawiły się ceny – jak twierdzą eksperci – znacznie poniżej opłacalności projektu, zwłaszcza w segmencie elektrowni wiatrowych, gdzie była największa konkurencja. – W obecnej ustawie jedynymi zabezpieczeniami są gwarancja bankowa w wysokości 30 tys. zł za 1 MW i – w przypadku niezrealizowania inwestycji – zakaz startu w kolejnej aukcji. Naszym zdaniem kaucja jest za niska, a drugie zabezpieczenia łatwo obejść, gdyż inwestycje w OZE są najczęściej realizowane przez spółki celowe – podkreśla wiceprezes PSEW.
Ewentualne opóźnienie wejścia w życie regulacji OZE przedłuży okres niepewności na rynku. – To szansa, aby poprawić ustawę o OZE, ale gdyby ten stan zawieszenia miał się przedłużać, z pewnością zahamuje to proces inwestycyjny i mogą być problemy ze spełnieniem celu 15 proc. udziału energii odnawialnej w miksie energetycznym do 2020 r. – ocenia zapowiedzi ministra energetyki Arkadiusz Sekściński. Jego zdaniem na takim stanowisku szefa resortu mogła zaważyć decyzja Komisji Europejskiej z końca października, że nowy system wsparcia dla OZE powinien podlegać notyfikacji KE jako forma pomocy publicznej. – Gdyby w miarę szybko, czyli w ciągu kilku miesięcy, udało się zakończyć proces notyfikacji, opóźnienia inwestycyjne nie musiałyby być duże – twierdzi wiceprezes PSEW. – Ustawa była pisana według wytycznych UE, więc zagrożenie, że pojawią się jakieś kłopoty z notyfikacją, nie są duże – dodaje.
Opóźnienie wejścia w życie regulacji OZE przedłuży okres niepewności