Program Beaty Szydło wiąże się z radykalnym wzrostem wydatków i znacznym spadkiem wpływów budżetowych. Zapowiadane przez rząd zwiększenie deficytu budżetowego przy jednoczesnej realizacji obietnic wyborczych oznacza, że PiS szykuje niemiłe niespodzianki dla części społeczeństwa. I trudno się spodziewać, aby chodziło o najlepiej sytuowanych obywateli. Będą to raczej grupy, które sejmowa większość uzna za pozbawione siły politycznej, jak np. opiekunowie osób niepełnosprawnych, bezrobotni czy przedstawiciele kultury.
Premier obiecała obniżenie wieku emerytalnego do 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn, a prezydent już złożył konkretny projekt ustawy w tej kwestii. Większość społeczeństwa popiera to rozwiązanie, tyle że bez zmiany całego systemu emerytalnego setki tysięcy Polaków, a tym bardziej Polek, otrzymają głodowe emerytury, które zmuszą ich do o wiele dłuższej pracy. W gruncie rzeczy Andrzej Duda zgodził się ze swoim poprzednikiem, Bronisławem Komorowskim, który w kampanii wyborczej ostrzegał, że obniżenie wieku emerytalnego i tak byłoby fikcją, bo większość seniorów będzie zmuszonych do dłuższej pracy. Ponadto zróżnicowanie wieku emerytalnego grozi niekonstytucyjnością ustawy.