Tylko w wypadku potwierdzenia przez sąd belgijski stronniczości Stephena Schwebla, arbitra wyznaczonego przez Eureko, są szanse na bardziej korzystne dla Polski porozumienie w sprawie kontroli nad największą spółką ubezpieczeniową. Decyzję w tej sprawie, według prawniczych źródeł GP, sąd w Belgii powinien wydać jeszcze w tym roku. Co prawda prawnicy Eureko twierdzą, że w takim wypadku Holendrzy tylko wskażą nowego arbitra i drugi etap może się zacząć. Innego zdania są jednak inni eksperci, z którymi rozmawiała GP.
Powrót do początku
– Jeśli sąd stwierdziłby brak bezstronności arbitra Eureko, mogłoby to dać podstawy do powrotu do pierwszego etapu arbitrażu, bo orzeczenie wydane z udziałem arbitra podlegającego wyłączeniu jest wadliwe – mówi Zbigniew Kruczkowski, radca prawny z kancelarii Linklaters. Oznaczałoby to ponowne przeprowadzenie całej procedury, co może przeciągnąć spór o PZU o kolejnych parę lat. Tylko w tej sytuacji strony sporu mogłyby usiąść do stołu i wynegocjować jakiś kompromis. Przy takim scenariuszu możliwe jest też zaostrzenie konfliktu przez resort skarbu i np. zwrócenie się do polskiego sądu z wnioskiem o unieważnienie umów prywatyzacyjnych, twierdzą prawnicy. Jeśli sąd nie poprze polskiego stanowiska, nie będzie już przeszkód do rozpoczęcia drugiego etapu arbitrażu, w którym sędziowie mają określić wysokość odszkodowania dla Eureko i sposób przekazania obiecanych w umowie prywatyzacyjnej 21 proc. akcji firmy. Pierwszy zakończył się orzeczeniem sędziów (przy zdaniu odrębnym arbitra wskazanego przez nasz rząd), że nie realizując umów o prywatyzacji PZU, Polska naruszyła podpisaną z Holandią umowę o wspieraniu inwestycji. Taki obrót sprawy to problem dla polskiego rządu, bo Holendrzy mogą spokojnie czekać na wyrok drugiego etapu arbitrażu: dostaną odszkodowanie (swoje straty szacują na 6 mld zł) i kontrolę nad PZU. Mało tego, oddala się też możliwość debiutu PZU na giełdzie. Oznacza to, że Eureko za 21 proc. akcji może zapłacić w cenach z 1999 roku, czyli około 2 mld zł, jeśli tak orzeknie sąd. Jeśli doszłoby do debiutu, zgodnie z umową prywatyzacyjną Holendrzy musieliby za nie zapłacić po cenie wyznaczonej przez rynek. Obecnie taki pakiet wart jest około 5 mld zł, a przy obecnej koniunkturze na giełdzie może i więcej.
Eureko na razie wygrywa
Do tej pory Eureko wygrało wszystkie możliwe spory sądowe związane z prywatyzacją PZU, zarówno w kraju, jak i za granicą. Oprócz najważniejszego, pierwszego etapu arbitrażu w Londynie (z sierpnia 2005 r.), mieliśmy już wyrok sądu belgijskiego potwierdzającego kompetencje Trybunału do zajmowania się sprawą (z listopada 2006 roku). Polski rząd utrzymuje, że właściwy do rozpatrzenia sporu jest sąd Polski. Jednak dotąd tylko minister Andrzej Chronowski złożył w sądzie wniosek o unieważnienie umowy prywatyzacyjnej. Został on wycofany przez jego następczynię Aldonę Kamelę-Sowińską. Warto przypomnieć też, że polskie sądy orzekły (w styczniu i wrześniu 2006 roku), że były minister skarbu, Andrzej Chronowski, naruszył dobre imię Eureko mówiąc, że inwestor nie miał pieniędzy na zakup akcji PZU, i nakazał Chronowskiemu przeprosiny. Podobnie zakończyła się (w grudniu 2006 r.) sprawa w związku ze stwierdzeniem wiceministra skarbu, Pawła Szałamachy, że Eureko przeznaczy pieniądze z dywidendy z PZU na atakowanie rządu polskiego, tj. nękanie procesami, prowadzenie lobbingu i czarnego PR. Sąd uznał, że resort naruszył w ten sposób dobre imię Eureko i ma przeprosić inwestora. Ministerstwo już zapowiedziało apelację.
Nowe fronty dla prawników
Nowe fronty pracy dla prawników otwiera też resort skarbu, który zapowiedział, że zażąda zwrotu wynagrodzenia i odszkodowania od ABN Amro, firmy doradzającej przy prywatyzacji PZU. Zrobił to pod koniec listopada, ale dotąd nie podjął żadnych kroków prawnych. – Ministerstwo wraz z doradcą prawnym prowadzi analizę w tym zakresie – odpowiedział Paweł A. Kozyra, rzecznik ministra, na pytanie, czy żądanie trafi najpierw do ABN Amro czy od razu do sądu.