W Europie przyjęło się mierzyć postęp cywilizacyjny kraju liczbą budowanych autostrad. Nawet jeśli ostatnio wbiliśmy dwa gole Czechom, a Kubica walczy o mistrzostwo F1, to pod względem infrastruktury drogowej jesteśmy na szarym końcu europejskiej stawki.
Ten rok może być jednak przełomowy, jeśli rządowi uda się do grudnia zakontraktować budowę dwóch kolejnych odcinków A1 i A2. Wierzę, że docelowo liczba kilometrów autostrad w Polsce potroi się. Na przeszkodzie nie powinien stanąć kryzys finansowy, bo banki w końcu na czymś będą musiały odrobić straty. Skoro na całym świecie biznes autostradowy kręci się w najlepsze, nie wierzę, że w Polsce może być inaczej. Oby tylko za ten skok cywilizacyjny za kilka lat nie zapłacił Kowalski, uiszczając astronomiczną opłatę za jazdę po równym asfalcie.