Woś: Punkt widzenia i punkt siedzenia

03.07.2015, 13:30; Aktualizacja: 03.07.2015, 13:54
Rafał Woś

Rafał Wośźródło: Dziennik Gazeta Prawna
autor zdjęcia: Wojtek Gorski

Co gorsze: niski wzrost gospodarczy i związane z tym bezrobocie czy w miarę wysoka inflacja? Na to pytanie nie ma jednej słusznej odpowiedzi. Albo inaczej – odpowiedź zawsze będzie zależała od tego, kto ją wypowiada. I o tym trzeba pamiętać, wydając ogólne oceny na temat stanu gospodarki.

wróć do artykułu

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Redakcja gazetaprawna.pl
Źródło:Dziennik Gazeta Prawna
Polub Gazetaprawna.pl

Polecane

Komentarze (2)

  • prostuję komunały(2015-07-04 19:44) Zgłoś naruszenie 00

    Stek lewackich komunałów pozbawionych oparcia w realu!

    1) bogaci ludzie nie trzymają oszczędności w postaci rulonika banknotów schowanych w materacu czy skarpetce. Lokują w nieruchomości, dzieła sztuki, kamienie szlachetne, kruszce itp. Inflacja im tego nie zżera.

    2) inflacja jak najbardziej dotyka nisko opłacanego najemnego, bo wymusza na nim wywieranie ciągłej presji o podwyżkę, którą i tak zje inflacja. Skutkuje to niepewnością jutra, stałym konfliktem z pracodawcą i osłabieniem pozycji negocjacyjnej.

    3) Wchodziłem na rynek pracy w roku 1991, gdy inflacja była dwucyfrowa. Byłem wtedy najemnym fizycznym u pewnego nuworysza o agenturalnych korzeniach. Pamiętam doskonale, jak wnerwiała mnie wówczas inflacja. Zarabiałem dwa i pół miliona złotych jesienią 1991 roku. Dało się z tego żyć, zwłaszcza, że mieszkałem jeszcze z rodzicami. Rok później, jesienią 1992 roku pensja 2,5 miliona to już była raczej żenującą. Zarabiałem wtedy 4 miliony w innej firmie.

    Odpowiedz
  • mike(2015-07-04 12:11) Zgłoś naruszenie 00

    Panie redaktorze bezrobocie i inflacja to problem wtórny.
    Problem pierwotny to brak pieniędzy. Pracownicy zarabiający za mało, nie wytwarzają popytu. Gospodarka w Polsce - oparta jest ekwiwalentem systemu niewolniczego, bardzo podobnego do systemu rzymskiego. Biedni niewolnicy lub prekariusze pracujący na latyfundium pana. W takim systemie gospodarka się nie rozwija, bo tania siła robocza jest fajna dla tylko dla latyfundystów, ale z kolei oni nie wytwarzają popytu pozwalającego na zmniejszenie bezrobocia. W Rzymie bezrobotna warstwa zasilała miejską biedotę, karmioną przez Państwo. Pasożytniczy system, żyjący w ciągłym strachu przed buntem. Trwał tak długo, jak długo napływała niewolnicza siła robocza. Jak przestała, padł na pysk.
    Polski system ma w sobie ten sam gen. Jakiś intelitentny inaczej projektant tego systemu w latach 90-tych, sam lub za obcą kasę wymyślił, że będziemy konkurować tanią siłą roboczą. Jednocześnie nie przewidział, że w Azji siła robocza jest tańsza, bo jej koszty utrzymania są niższe. Dlatego mamy to co mamy.
    Bez pieniędzy nie opłaca się ani robic, a nie produkować. Za to wyzyskiwać się opłaca.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane