Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji (TTIP) nie jest jedyną – ani nawet największą – negocjowaną w sekrecie umową o liberalizacji rynków
Na przeciwległych krańcach Kapitolu, w skrzydłach należących do Izby Reprezentantów i Senatu USA, znajdują się dwa pomieszczenia. W każdym z nich udostępniono kopię Partnerstwa Transpacyficznego (TPP) – umowy, która ma stworzyć z państw leżących u brzegów Oceanu Spokojnego największą strefę wolnego handlu. Obamatrade, tak ją nazywają w Kongresie, jedni z nutą szacunku, inni – drwiny. Opasłe tomiszcze liczy ok. 800 stron tekstu zapełnionego szczegółowymi ustaleniami dotyczącymi przyszłego funkcjonowania kolejnych sektorów gospodarki.
Do pokojów mogą wejść wyłącznie kongresmeni, senatorzy i garstka ich współpracowników, tych z odpowiednimi certyfikatami dostępu do informacji tajnych. Na wyrywki tekst mogą zobaczyć eksperci, przedstawiciele korporacji i związków zawodowych – ci, którzy zasiedli w komisjach doradczych przy obu izbach Kongresu. Ale i oni mogą wyłącznie popatrzeć na wyłożone papiery: kopiowanie dokumentów jest zabronione, nawet odręczne notatki zostaną odebrane przy wyjściu. – Pracowałam z administracją Clintona i Busha. Jednak ta administracja wszystko utajnia – sarka Thea Lee, wiceszefowa największej centrali związkowej American Federation of Labor-Congress of Industrial Organizations (AFL-CIO).