W ciągu ostatnich 30 lat polska gospodarka rosła najszybciej spośród wszystkich w Europie. Aby kolejne trzy dekady upłynęły pod znakiem dynamicznego rozwoju, potrzeba reform i inwestycji w fundamenty dobrobytu

Zażarta konkurencja, prawo i praworządność, święte prawo własności – to trzy kluczowe elementy rozwoju Polski, na które zwrócił uwagę Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP), otwierając konferencję „1992-2022. Najlepszy czas Polski”, zorganizowaną przez ZPP.

– W moim przekonaniu w Polsce na razie wszystkie te elementy występują. Nie mówię, że jest idealnie. Zawsze może być lepiej, ale jesteśmy na dobrej drodze i mam nadzieję, że będziemy nią podążać – powiedział prezes ZPP.

Jak zauważył w swoim wystąpieniu Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju, Polska jest w gronie trzech gospodarek, które po II wojnie światowej nieprzerwanie się rozwijały. Przerwała to pandemia, jednak udało się ochronić fundamenty polskiej gospodarki.

– Za dwa lata mamy szansę wrócić na stabilną ścieżkę rozwoju – ocenił prezes PFR.

Wskazał, że w ekonomii rozwoju wymienia się kilka czynników, które decydują o tym, czy kraj się rozwija. Pierwszym i najważniejszym jest edukacja. Współczesny rynek pracy zmienia się bardzo dynamiczne, a o sile gospodarki decyduje kapitał ludzki.

– Musimy przez cały czas transformować nasz model edukacji, aby budować kompetencje, które są potrzebne w życiu społecznym i gospodarczym XXI w. – podkreślił Paweł Borys.

Drugim elementem – kontynuował – są instytucje rozumiane jako normy społeczne, wymiar sprawiedliwości, stabilne otoczenie prawne. Również one wymagają wzmacniania. Aby gospodarka nadal rosła, potrzebny jest także zdrowy, silny system finansowy.

– Mamy dobrze rozwiniętą bankowość, słabiej rynek ubezpieczeniowy i rynek kapitałowy – zwrócił uwagę szef PFR. I wskazał na konieczność rozwoju tego ostatniego, który może zagwarantować dostęp do kapitału, tak istotnego we współczesnej gospodarce.

– Otoczenie gospodarcze, w którym działają powyższe czynniki, pozwala tworzyć własne technologie i innowacje – uzupełnił Paweł Borys.

Jak podkreślił, Polska ma kompetencje, aby wziąć udział w trwającej rewolucji przemysłowej i stać się krajem, który tworzy technologie, zamiast je transferować.

– Przed nami szybki sprint do światowej czołówki najbogatszych państw świata – powiedział prof. dr hab. Grzegorz Mazurek, rektor Akademii Leona Koźmińskiego (ALK). – Eksport, edukacja i ekologia to trzy turbiny, które doładowują główny silnik, na jakim jedzie kraj – dodał.

Jak wyliczał, w 2022 r. Polska osiągnęła rekordowy eksport, prawie 350 mld euro. To połowa polskiego PKB. Przed 30 laty było to niespełna 20 mld euro.

Omawiając kwestię edukacji, rektor ALK wskazał, że potrafimy kształcić, ale jakość kształcenia musi potwierdzić zagraniczny certyfikat, budujący zaufanie do jakości edukacji. To wymaga zaś inwestycji.

Odnosząc się do ekologii, rozumianej jako zrównoważony rozwój i ESG, prof. Mazurek podkreślił, że są to zasady, które dają wszelkim stosunkom gospodarczym mocny i trwały szkielet etyczny.

Hollywoodzka historia sukcesu

Źródła sukcesu gospodarczego Polski i wizję dalszego rozwoju przedstawił dr hab. Marcin Piątkowski, prof. ALK oraz Lead Economist w Banku Światowym w Waszyngtonie. Jak podkreślił, w ciągu ostatnich 30 lat polska gospodarka najbardziej urosła na naszym kontynencie.

– Jesteśmy zdecydowanym liderem wzrostu. Od 1989 r. potroiliśmy nasze PKB na mieszkańca, uwzględniając siłę nabywczą. Nigdy nie byliśmy bliżej Zachodu, jeżeli chodzi o poziom dochodów – wskazał dr hab. Marcin Piątkowski. I zauważył, że po pandemii Polska nadal pozostaje liderem wzrostu gospodarczego, a do końca dekady możemy osiągnąć nominalny poziom dochodów taki jak we Włoszech, w Hiszpanii czy w Japonii.

Sukces gospodarczy Polski miał kilka źródeł, począwszy od reform w czasie późnej PRL, przez reformy Balcerowicza, wielki boom edukacyjny, aż po opóźnioną, masową prywatyzację, dzięki któremu to opóźnieniu nie mamy w Polsce oligarchów – wyliczał.

Jak wskazał, historia sukcesu Polski to historia hollywoodzka.

– Polska jest Lewandowskim wzrostu gospodarczego. To, że nam się udało, nie jest przypadkiem. Przeszliśmy przez kryzysy lepiej niż inni i rozpędzaliśmy gospodarkę w szybszym tempie. Sądzę, że ta konkurencyjność nie spadnie z dnia na dzień. Będzie dobrze działała co najmniej do końca dekady – ocenił wskazał dr hab. Marcin Piątkowski.

I przytoczył prognozy Międzynarodowego Funduszu Walutowego, zgodnie z którymi tempo rozwoju Polski do 2030 r. wyniesie 3–3,5 proc. PKB.

Pod znakiem zapytania stoi jednak dalsza przyszłość gospodarcza.

– Martwię się tym, co stanie się po roku 2030, bo myślę, że będziemy musieli przeprowadzić jeszcze wiele reform, żeby dołączyć do krajów, które będą rządzić światową gospodarką – powiedział dr hab. Marcin Piątkowski. – Częścią sukcesu było to, że wiedzieliśmy od początku, co chcemy osiągnąć – wejść do Unii Europejskiej, OECD, NATO. Kiedyś mieliśmy wizję, która pchała nas do przodu, tak teraz boję się, że takiej wizji nie mamy – dodał.

W ocenie ekonomisty potrzebna jest nowa wizja i nowe kierunki polityki gospodarczej, które pomogą Polsce dostać się do światowej Ligi Mistrzów. On sam proponuje wizję 30-20-10, która zakłada cele na kolejne lata rozwoju Polski.

– Po pierwsze, żeby Polska dołączyła do 30 krajów na świecie z najwyższym poziomem dochodów. Po drugie, żeby weszła do 20 krajów z najwyższym poziomem jakości życia. I po trzecie – i to będzie najtrudniejsze i mam wątpliwości, czy to się nam uda – żebyśmy weszli do wąskiej grupy krajów, które pchają globalną cywilizację do przodu. Od Ameryki, przez Niemcy, po Szwecję, Wielką Brytanię, Japonię i Koreę – tłumaczył dr hab. Marcin Piątkowski.

Zaproponował też pięć kierunków reform z myślą o realizacji wizji 30-20-10. To koncepcja 5I, czyli koncentracja na instytucjach, inwestycjach, innowacjach, imigracjach i inkluzywności.

Niespełniony scenariusz oligarchizacji

Podczas debaty „Polska okresu przełomu gospodarczego – kluczowe wyzwania czasu transformacji” uczestnicy skoncentrowali się m.in. na kwestiach związanych z tempem i intensywnością transformacji, roli państwa oraz na błędach, których udało się uniknąć.

Cezary Kaźmierczak wskazał, że przyjęta strategia prywatyzacji – oddanie całego małego i średniego biznesu w ręce Polaków oraz powolna prywatyzacja dużego (z udziałem bezpiecznego kapitału zachodniego) albo pozostawienie go przy państwie – pozwoliły nie dopuścić w Polsce do scenariusza oligarchizacji i mafizacji gospodarki. Ofiarami takiego zjawiska padły Rosja czy Ukraina. Ocenił też, że terapia szokowa była potrzebna, bo PRL zbankrutowała.

– Uniknęliśmy trzeciej drogi. Przykładem braku terapii szokowej jest Serbia, która niegdyś była bogatsza niż Polska – powiedział szef ZPP.

Piotr Koryś, główny ekonomista ZPP, wskazał, że Polska nie ma tradycji burżuazyjnych, a czasy oligarchów nad Wisłą skończyły się wraz z rozbiorami.

– Państwo, które powstało po 1989 r., jest w dużej mierze państwem stworzonym przez polskich inteligentów. To wyraźnie różni Polskę od wielu państw Europy Środkowo-Wschodniej. W krajach post-ZSRR-owskich elity technokratyczno-inżynierskie odgrywały dużą rolę. W Polsce się nie ukształtowały – tłumaczył. I wskazał, że takie elity w innych krajach wykazywały się dużą skutecznością w przejmowaniu kapitału.

Piotr Koryś zauważył też, że wielkie firmy surowcowe, które stały się podstawą oligarchicznych majątków w Rosji czy Ukrainie, w Polsce zostały sprywatyzowane późno albo wcale. Polsce udało się też uniknąć kolejnej fali procesów oligarchizacji, która nastąpiła w XXI w., a której doświadczyły Węgry.

– Mamy ogromną korzyść z tego, że Polska nie stała się gospodarką oligarchiczną, ale jednocześnie nie do końca ukształtowała się wielka burżuazja – wielcy przedsiębiorcy – którzy mogą być istotni w następnych etapach rozwoju. To jest pewna strata – ocenił.

Kwestię umiędzynarodowienia polskiej gospodarki w okresie transformacji komentował Krzysztof Michalski, wiceprezes Agencji Rozwoju Przemysłu S.A. (ARP). Odpowiadając na pytanie o alternatywę wobec ścisłego związania się gospodarki polskiej z gospodarką niemiecką, wskazał, że w ciągu ostatnich 30 lat Polska urosła z pozycji mniej istotnego partnera handlowego do roli piątego największego eksportera na rynek niemiecki. – Jest to zrównoważona wymiana handlowa. Przeszliśmy długą drogę, by znaleźć się w tym miejscu, w którym jesteśmy. Na początku byliśmy zależni od gospodarki niemieckiej. Dziś możemy mówić o współzależności, która czyni z obydwu stron równoprawnych partnerów – ocenił wiceprezes ARP.

Unijny kaftan bezpieczeństwa

O tym, jak zmieniała się Polska po dołączeniu do Unii Europejskiej, dyskutowali uczestnicy debaty moderowanej przez Sebastiana Stodolaka, wiceprezesa Warsaw Enterprise Institute (WEI) i publicystę DGP.

Tomasz Wróblewski, prezes WEI, wskazał na aspekt techniczny i psychologiczny członkostwa Polski w UE.

– Można w przybliżeniu policzyć, gdzie bylibyśmy bez członkostwa w Unii Europejskiej. PKB per capita w latach 1960–1990 w Polsce rosło w tempie 1,6 proc. PKB. Od 2004 do 2020 r., czyli przez 16 lat członkostwa Polski w Unii, to wzrost PKB per capita o 500 proc. – wyliczał. Przytoczył też dane dotyczące wielkości wymiany handlowej. Od 1985 do 1990 r. eksport rósł w tempie 39,2 proc. W latach 1990–2005 jego wzrost wyniósł 524 proc., a w okresie 2005–2020 kolejne 200 proc.

Omawiając aspekt psychologiczny akcesji Polski do UE, prezes WEI zwrócił uwagę, że przez ostatnie 30 lat Polacy realizowali się w rozwoju osobistym, wzroście bogactwa, kupowaniu nowych mieszkań, samochodów, podróżowaniu czy nawet podejmowaniu pracy za granicą.

– W momencie kiedy pozostalibyśmy krajem na poły odizolowanym, musielibyśmy znaleźć sobie inną opowieść. Trochę jak Serbia – stalibyśmy się wielkim problemem Europy. Prawdopodobnie rząd musiałby szukać nowych pomysłów, żeby społeczeństwo mogło się realizować – tłumaczył Tomasz Wróblewski.

Dodał też, że Polacy zaczęli myśleć o sobie jako o Zachodzie.

Jak zauważył dr hab. Marcin Piątkowski, gdybyśmy nie przystąpili do UE, bylibyśmy dzisiejszą gospodarczą Białorusią.

– Nie byłoby katastrofy. To nie jest tak, że nasza gospodarka by się cofała, ale rozwijalibyśmy się wolniej. Byłaby to gorsza Polska, jeżeli chodzi o jakość życia, perspektywy i rolę, jaką może odgrywać na arenie międzynarodowej – komentował.

– Poza otwartymi rynkami i funduszami, dla mnie Unia Europejska jest kaftanem bezpieczeństwa, który ogranicza ryzyko popełniania katastrofalnych błędów w polityce gospodarczej – dodał.

I wskazał, że przykładami krajów, które popełniły takie katastrofalne błędy, są Filipiny i Brazylia.

Ekonomista odniósł się też do scenariusza, w którym Polska nie przystępuje do UE i buduje silną gospodarkę o zasięgu globalnym, tak jak stało się w Korei Południowej. Jak podkreślił, ten przykład jest nie do replikacji.

– Korea rozwinęła się dlatego, że na początkowym etapie miała, po pierwsze, dobrego dyktatora, a po drugie, z jakiś nieznanych, kulturowych powodów był on w stanie zmusić koreańskich biznesmenów, żeby w zamian za subsydia państwowe rozwijali się na globalnych rynkach, a nie na krajowym. We wszystkich krajach, kiedy daje się subsydia przedsiębiorcom, kończy się to tym, że przejmują władzę i dochodzi do oligarchizacji. Wydaje mi się jednak, że globalnie przykład Polski i tego, jak stawać się bogatym, jest o wiele bardziej realny niż koreański – powiedział dr hab. Marcin Piątkowski.

Wskazał też, że Korea Południowa jest o jedną trzecią bogatsza od Polski, jeśli chodzi o dochód na mieszkańca, ale jakość życia jest tam niższa.

– Pracują od nas więcej, mają najniższy w historii ludzkości wskaźnik dzietności (0,8), najwyższy w dziejach ludzkości wskaźnik samobójstw, więc pod wieloma względami rozwój Korei pozostawia wiele do życzenia – ocenił dr hab. Piątkowski.

Uczestnicy debaty poruszyli również wątek unijnych regulacji. Jak zauważył Tomasz Wróblewski, zbyt ścisły kaftan przepisów może powodować przeregulowanie, to zaś spowalnia rozwój. Maciej Bukowski, prezes think tanku WiseEuropa, ocenił zaś, że legislacja brukselska jest dużo lepszej jakości niż prawo stanowione w Polsce. Wywieranie wpływu na kształt unijnych przepisów, tak aby były one korzystne dla kraju, wymaga jednak dojrzałej i efektywnej biurokracji, która będzie zdolna do wywierania realnego wpływu w Brukseli. Taka zaś w Polsce jeszcze się nie wytworzyła.

– Trzeba w to inwestować. Nie staniemy się krajem w pełni rozwiniętym, dopóki się tego nie nauczymy, bo państwo wysoko rozwinięte to nie tylko PKB – ocenił.

Branże – czempioni

Trudno wyobrazić sobie sukces gospodarczy Polski po 89. r. bez przedsiębiorców, którzy wykazywali się dużą „inteligencją operacyjną”, jak określił to Cezary Kaźmierczak.

Jednym z najważniejszych polskich graczy biznesowych na światowych rynkach stał się ORLEN.

– Ostatnie 30 lat to była trudna, ale w efekcie satysfakcjonująca droga do kształtu, jaki obecnie prezentuje Grupa ORLEN. Możemy nie tylko śmiało patrzeć w przyszłość, ale także równać się z dużymi europejskimi firmami paliwowymi – powiedział Armen Konrad Artwich, Członek Zarządu ds. korporacyjnych w ORLEN, i podkreślił, że koncern działa na większości rynków światowych, a zdecydowaną część jego przychodów przynosi działalność za granicą.

Dodał, że budowa koncernu multienergetycznego, zajmującego się nie tylko działalnością rafineryjną, petrochemiczną, wydobyciem, ale też sektorem gazu, zielonej energii elektrycznej etc., powoduje, że firma weszła do zupełnie innej ligi.

– Naszą ambicją, a jednocześnie koniecznością, jest dywersyfikacja źródeł energii, żeby nie tylko zapewnić stabilność firmie i przeprowadzić rynek Europy Środkowej przez transformację energetyczną, ale także dotrzymać zobowiązania neutralności klimatycznej do 2050 r. – wskazał Armen Artwich.

Przykładem sukcesu polskich przedsiębiorców i podboju rynku europejskiego jest branża transportu drogowego.

– Jesteśmy liderem w Europie. To wszystko zostało osiągnięte pracą ludzi – podkreślił Andrzej Bogdanowicz, dyrektor generalny Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Transportu Drogowego.

Jak dodał, transport międzynarodowy realizuje obecnie około 350 tys. samochodów ciężarowych z Polski. To największa taka flota w Europie.

W ostatnich latach branża borykała się jednak z problemami, które wiązały się z wprowadzeniem nowych unijnych regulacji. Jak ocenił Andrzej Bogdanowicz, rozwój polskiego transportu drogowego był tak dotkliwy dla innych państw, że zaczęto tworzyć bariery.

– Ten rynek został ograniczony prawnie, ale on się na nas nie zamknął. Polscy przedsiębiorcy znaleźli sposób, żeby pomnożyć swoje firmy, otworzyć spółki w innych krajach i pozostać liderem na rynku europejskim – stwierdził.

Podczas debaty o polskich branżach na europejskich rynkach dr inż. Anna Oborska, dyrektor generalna i wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Przemysłu Kosmetycznego i Detergentowego, wskazała, że w chwili rozpoczęcia transformacji gospodarczej branża kosmetyczna dysponowała już pewnym know-how, a pod koniec PRL w kraju funkcjonowało wiele zakładów kosmetycznych.

– Na tej bazie udało się zbudować taką liczbę firm kosmetycznych, że możemy być z tego dumni. Polska branża kosmetyczna jest piąta w Europie. Wartość tego rynku jest bliska 5 mld euro. To duży rynek i ogromny eksport – podkreśliła.

Odwołując się do przykładu polskiej branży transportu drogowego, Anna Oborska przywołała obawy biznesu kosmetycznego związane z unijnymi regulacjami, a dokładniej z tym, jak za sprawą przepisów można ograniczyć konkurencyjność dobrze prosperującej branży.

O obawach i wyzwaniach związanych z przyszłością mówili również przedstawiciele branży farmaceutycznej oraz części motoryzacyjnych. Grzegorz Rychwalski, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego, zwrócił uwagę, że Europa boryka się z problemem uzależnienia od Azji, w szczególności Chin, jeżeli chodzi o substancje czynne (API), czyli kluczowe składniki leków. 80 proc. API niezbędnych do wytwarzania leków w Europie pochodzi właśnie z tego kraju. W związku z tym potrzebne jest jak najszybsze działanie Komisji Europejskiej i utworzenie funduszu wsparcia dla tworzenia substancji czynnych w Europie.

Na wyzwania, które rysują się przed rynkiem części motoryzacyjnych zwrócił uwagę Tomasz Bęben, prezes Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych. Polska jest dziewiątym na świecie eksporterem części motoryzacyjnych. W kraju działa około 1 tys. ich producentów, a sama motoryzacja to 8 proc. polskiego PKB. Dobrze prosperująca branża może się jednak skurczyć za sprawą rozwoju elektromobilności.

– W samochodzie z napędem elektrycznym będzie o jedną trzecią części mniej niż w samochodzie spalinowym – przypomniał Tomasz Bęben. I wskazał, że to jasny sygnał dla branży: „albo dywersyfikujemy działalność, albo rynek będzie się nieuchronnie kurczył”.

Jak ocenił, Unia Europejska jest bardzo dobra w stawianiu celów regulacyjnych, jednak często bez oceny skutków regulacji.

– Trzeba wziąć pod uwagę, że podcinamy sobie jedną z bardzo ważnych gałęzi europejskiej gospodarki i na tym korzysta konkurencja – powiedział.

Jego zdaniem regulator powinien wyznaczać cel, a wybór ścieżki pozostawiać przemysłowi. – Tutaj wyznaczono wąską ścieżkę realizacji celu – podsumował Tomasz Bęben.

Swoje obawy związane z elektryfikacją transportu wyraził również Andrzej Bogdanowicz. Przytoczył badania naukowców, które pokazują, że samochody elektryczne niszczą drogi bardziej niż auta spalinowe. Powodem jest o około 300 kg większa waga elektryków.

Inny kłopot to ładowanie samochodów ciężarowych.

– Trzykrotnie droższy od spalinowego elektryczny ciągnik siodłowy ma pięciokrotnie mniejszy zasięg. Przerwa na ładowanie trwa dłużej niż przewidziana w czasie pracy kierowców. Poza tym ograniczony jest dostęp do ładowarek – nakreślił Andrzej Bogdanowicz.

30 lat sukcesów – i co dalej?

Kolejne 30 lat sukcesów gospodarczych jest obwarowane szeregiem warunków, które wymagają spełnienia.

Żeby rozwijać się w sposób, który oznacza konkurencję na rynku globalnym i europejskim, trzeba mieć długofalową, strategiczną politykę rozwoju, co podkreślił Mateusz Walewski, główny ekonomista Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK). Jak wskazał, taką politykę buduje się, tworząc, w sensie pozytywnym, nieformalną sieć powiązań.

W ocenie Mateusza Walewskiego w Polsce istnieje już na tyle silny biznes prywatny, że – jeżeli się zjednoczy – będzie w stanie stworzyć wspólny front, żeby oddziaływać na państwo tak, by prowadziło stabilną politykę rozwojową, a także skuteczną działalność lobbingową w Brukseli. Jak zauważył główny ekonomista BGK, właśnie w taki sposób środowisko gospodarcze działa w największych krajach – i dlatego te kraje mogą wywierać większy wpływ na prawodawstwo unijne.

Łukasz Gałczyński, wiceprezes Agencji Rozwoju Przemysłu S.A., odniósł się do kwestii udziału polskiego biznesu w procesie odbudowy Ukrainy.

– Jeśli chodzi o obecność polskich firm na Ukrainie, wydaje się, że jest jeszcze wiele szans, które mogą być wykorzystane. Nawet jeśli je wykorzystamy, to może się okazać, że nie powinniśmy – chociażby ze względu na niedobory kapitału – aspirować do roli głównego rozgrywającego, ale raczej znaleźć pewne nisze rynkowe i wygodne obszary, w których skuteczniej i efektywniej moglibyśmy się ulokować, tzn. branże, które mają potencjał eksportowy i jest na nie zapotrzebowanie na Ukrainie – ocenił.

O marce „Polska” i o tym, jak budować wizerunek kraju, mówiła Iwona Jacaszek-Pruś, dyrektorka ds. korporacyjnych w Kompanii Piwowarskiej. Jak podkreśliła, jako Polska musimy wiedzieć, czego chcemy.

– Nie da się mówić o wszystkich atutach kraju jednocześnie i o rzeczach, które są ze sobą sprzeczne. Czy my chcemy być postrzegani jako kraj nowoczesny, jako kraj ludzi przedsiębiorczych (…), czy chcemy być krajem, który jest tradycyjny, konserwatywny, stoi na straży wartości katolickich? Ja nie mówię, że któryś przekaz jest zły albo dobry, ja mówię tylko o tym, że musimy się zdecydować, jak postrzegana ma być marka „Polska” – wyjaśniała.

Jak dodała, zarządem „firmy Polska” jest rząd i politycy. To oni kreują markę. Dlatego tak istotna jest odpowiedzialność za wizerunek kraju.

Do budowy marki kraju potrzebne są też pieniądze. Dlatego należy się zastanowić, jak wykorzystywane są zasoby i czy konkretne działanie promocyjne faktycznie przyczynia się do wzmacniania marki.

– Możemy mieć silną markę, tylko musimy mieć wizję, plan, strategię i ludzi odpowiedzialnych za ich wdrożenie – podkreśliła.

– Mam na to pomysł. Hasłem do budowania wizerunku możemy być: „Polska jest kobietą”. Wykorzystajmy postacie wielkich naukowczyń, artystek, noblistek, działaczek społecznych a także matki Polki. Przecież kobiety są lepiej wykształcone niż mężczyźni, bardzo kreatywne, przedsiębiorcze, prowadzą mnóstwo biznesów. Może na tym warto budować – podsumowała Iwona Jacaszek-Pruś.

DZR

REKLAMA

Materiały prasowe