Tak zwana ustawa ocenowa pozwoli realizować niektóre inwestycje m.in. bez decyzji środowiskowej.

Rząd chce znacznie uprościć przygotowania do realizacji niektórych inwestycji. Te, które zostaną uznane za strategiczne, będą korzystały z uproszczonej ścieżki przygotowań. Zamiast decyzji środowiskowej Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska ma wydawać postanowienie o zakresie ochrony środowiska, którego nie będzie można nigdzie zaskarżyć. Nie będzie też konsultacji społecznych i konieczności wykonania raportu środowiskowego.

Ekolodzy: to bubel

Na projekcie nowelizacji przepisów, które w piątek przeszły w Sejmie I czytanie, suchej nitki we wspólnym stanowisku nie zostawiło osiem organizacji pozarządowych, m.in. WWF, Greenpeace, Frank Bold, ClientEarth czy Fundacja Dla Biebrzy. Piszą m.in., że ustawa w sposób ogólny określa przesłanki, jakimi Rada Ministrów ma się kierować, uznając inwestycję za „strategiczną”. Jest ryzyko, że rząd będzie się kierował np. kryteriami politycznymi. Organizacje wskazują też, że kontrolę nad lokalizacją inwestycji na swoim terenie stracą mieszkańcy i gminy. Rząd proponuje bowiem, by przedsięwzięcia strategiczne można było realizować na danym obszarze nawet wtedy, gdy jest to sprzeczne z przyjętym przez samorząd planem zagospodarowania przestrzennego. Organizacje zwracają uwagę, że rządowe propozycje pozwalają również na realizację przedsięwzięć z naruszeniem zasad obowiązujących na obszarach Natura 2000. Przepis ma znosić unijny zakaz realizacji na tych terenach przedsięwzięć znacząco szkodliwych dla lokalnych ekosystemów. Ekolodzy twierdzą, że projektowane przepisy łamią unijną dyrektywę siedliskową.

Według proponowanych przepisów jako inwestycja strategiczna może być uznana budowa drogi, linii kolejowej, lotniska, zapory wodnej, elektrowni jądrowej czy związana z budową Centralnego Portu Komunikacyjnego. To mogą być też przedsięwzięcia związane z obronnością kraju.

Norbert Maliszewski, szef Rządowego Centrum Analiz, zapowiedział niedawno, że w tym trybie powstanie trasa S16 z Mrągowa do Ełku. Przeciw przecinaniu Mazur szeroką trasą ekspresową protestują organizacje ekologiczne oraz część samorządów. Rafał Weber, wiceminister infrastruktury, przyznał, że S16 może być uznana za drogę rokadową, czyli taką, którą w razie wojny będą przemieszczać się wojska.

W czasie piątkowego I czytania ustawy przepisy ostro krytykowała też opozycja. – Ta ustawa depcze prawa obywateli i idzie na skróty. Dowolną inwestycję będzie można nazwać strategiczną – mówiła posłanka KO Gabriela Lenartowicz. Według posłanki Anity Sowińskiej z Lewicy propozycja jest niezgodna z prawem UE.

Unia pozwala

Czy mogą spełnić się obawy dotyczące kolejnego konfliktu prawnego z Unią? Podczas sejmowej dyskusji reprezentująca resort klimatu wiceminister Małgorzata Golińska podkreślała, że wyłączenie stosowania przepisów dotyczących oceny oddziaływania na środowisko dopuszcza dyrektywa unijna. Mówi ona o wyłączeniu spod przepisów przez państwa członkowskie, w całości lub w części, „w wyjątkowych przypadkach” i po poinformowaniu zainteresowanej społeczności oraz Komisji Europejskiej o przyczynach. Według MKiŚ wyłączenia na podstawie dyrektywy zastosowano m.in. w Niemczech przy przepisach dotyczących inwestycji w terminale LNG.

Uproszczenie procedur i skrócenie czasu realizacji niektórych kluczowych inwestycji było też jednym z elementów unijnej strategii REPowerEU, stanowiącej odpowiedź Wspólnoty na kryzys energetyczny.

Najprawdopodobniej na stałe usankcjonuje je procedowany projekt nowelizacji dyrektywy OZE. Przewiduje on, że inwestycje w zieloną energię uznawane będą za projekty reprezentujące „nadrzędny interes publiczny”. Regulacja ma też pozwolić m.in. na wyznaczanie specjalnych stref przeznaczonych pod przedsięwzięcia OZE. Ich tworzenie będzie musiało zostać poprzedzone uzyskaniem decyzji środowiskowej, ale dla konkretnych projektów realizowanych na ich terenie obowiązywałyby już uproszczone procedury i – za wyjątkiem bloków energetycznych opalanych biomasą – nie podlegałyby one już standardowej ocenie wpływu na środowisko. Maksymalny czas uzyskiwania pozwolenia na budowę na takim terenie nie przekraczałby jednego roku (z wyjątkiem projektów offshore, z dopuszczeniem jego wydłużenia o sześć miesięcy w uzasadnionych przypadkach. Jeszcze krótsze, półroczne terminy stosowane miałyby być m.in. w przypadku mikroinstalacji. W sytuacji przekroczenia czasu przez urzędników miałoby obowiązywać „domniemanie zgody” na inwestycję. Podobne ułatwienia zaproponowano także dla rozbudowy infrastruktury sieciowej czy magazynów energii, które służą zwiększeniu możliwości przyłączeniowych OZE.

Nie kosztem środowiska

We wszystkich rekomendacjach i propozycjach z Brukseli podkreśla się jednak, że przyspieszanie inwestycji nie powinno odbywać się kosztem znacznych szkód dla środowiska. W komunikacie REPowerEU wskazano, że „minimalizowanie potencjalnego ryzyka i negatywnego wpływu na środowisko” ma być celem równorzędnym do usprawnienia realizacji inwestycji. Zalecenia KE w tej sprawie mówią też o stosowaniu „podejścia partycypacyjnego polegającego na angażowaniu organów lokalnych i regionalnych”.

Według Daniela Radomskiego, eksperta ds. budownictwa i energetyki związanego m.in. z Klubem Jagiellońskim, w zaproponowanym kształcie – bez określenia katalogu inwestycji bądź szczegółowych kryteriów przyznawania wyłączeń – proponowane przepisy pozostawiają rządowi zbyt duże pole do arbitralności. – Zabrakło wyciągnięcia wniosków z przypadku Turowa, gdzie m.in. brak solidnie przeprowadzonej oceny oddziaływania na środowisko przyczynił się do przegranej sprawy z Czechami, a w konsekwencji – wielomilionowych strat – mówi DGP ekspert.

Rzecznik MKiŚ Aleksander Brzózka zapewnia nas, że przepisy mają być stosowane w wyjątkowych przypadkach – pilnych inwestycji o znaczeniu strategicznym, zwłaszcza z punktu widzenia bezpieczeństwa (np. energetycznego) państwa.

W ocenie Daniela Radomskiego zbyt daleko idące poluzowanie rygorów dla ważnych inwestycji może w praktyce przynieść skutki odwrotne od zamierzonych. – Celem obowiązujących przepisów jest uporządkowanie komunikacji pomiędzy inwestorem a społecznością, danie szansy na przedstawienie z wyprzedzeniem celów inwestycji i wypracowanie najlepszego wariantu jej realizacji, który weźmie pod uwagę różne interesy. Wyłączenie tej ścieżki oznaczać będzie znacznie silniejsze konflikty społeczne. Może się też okazać, że – tak jak w przypadku Turowa – instytucje europejskie zakwestionują inwestycję, utrudniając jej funkcjonowanie na dalszym etapie – tłumaczy ekspert. ©℗