*Tomasz Zdzikot prezes KGHM Polska Miedź od listopada 2022 r., wcześniej prezes Poczty Polskiej, wiceminister obrony narodowej oraz spraw wewnętrznych i administracji

Przy okazji ostatniej publikacji wyników spółki wydobywczej jaką jest KGHM tematem numer jeden pytań dziennikarzy były ceny energii, a nie surowców. To kolejny dowód, że KGHM stał się jedną z ofiar kryzysu energetycznego?

KGHM jest drugim największym w Polsce odbiorcą energii, więc jej koszty mają wpływ na funkcjonowanie grupy. To jest oczywiste. Natomiast mają one różny wpływ w różnych aktywach. Mają istotny wpływ w Polsce, ale chociażby w Chile - w Sierra Gorda - te wzrosty nie są tak duże. Zarząd KGHM podjął zresztą działania zmierzające do tego, żeby w przyszłym roku całe zapotrzebowanie na energię w Sierra Gorda było pokryte z odnawialnych źródeł energii.

Reklama

- To jest ryzyko, które nie powstało dziś. W momencie rozpoczęcia wojny na Ukrainie już było chyba dla wszystkich oczywiste, że możemy się spotkać z różnymi zawirowaniami na rynku energii i KGHM ze swoją strategią wpisał się w to bardzo dobrze. Wiemy, że jesteśmy drugim największym konsumentem energii w Polsce i wiemy, że są z tym związane ryzyka. Dlatego chcemy, ażeby do 2030 r. co najmniej połowa naszego zapotrzebowania pochodziła ze źródeł własnych. Ważne jakie to będą źródła, bo bloki gazowe to pewnie nie jest dziś odpowiedź na to wyzwanie, ale atom czy źródła odnawialne już z całą pewnością tak.

Na konferencji wynikowej padło też takie zdanie, że cena energii, która była wam oferowana, była na poziomach nieakceptowalnych. Jakie z punktu widzenia bezpieczeństwa finansowego spółki są poziomy akceptowalne?

Reklama

Trudno dziś odpowiedzieć na takie pytanie wprost, bo te ceny są bardzo różne, są inne na spocie, a inne w kontraktach długoterminowych. My zabezpieczamy nasze zapotrzebowanie w takim zakresie, jaki uznajemy za korzystny. Już dziś mamy zabezpieczenie na przyszły rok na poziomie ok. 30 proc. Ale nie podchodzimy do tego dogmatycznie, a elastycznie, biorąc pod uwagę to, jakie są zawirowania. Wytrzymaliśmy pewną presję i myślę, że jesteśmy bezpieczni. Będziemy w stanie zachować stabilność działania mimo tych rosnących kosztów.

Ważnym projektem dla KGHM jest atom i małe modułowe reaktory (SMR). Jak szybko mogą się one pojawić?

Projekt SMR nie jest dziś projektem inwestycyjnym, bo jest to projekt badawczo-rozwojowy. Jest technologia, którą poddajemy ocenie. Złożyliśmy jako pierwsi w Polsce wniosek o ocenę technologii do Państwowej Agencji Atomistyki. Jeżeli projekt B+R zakończy się pozytywnie, to będziemy dokonywali oceny jego efektywności. Bardzo ważne są dla nas także OZE, natomiast musimy mieć „na już” energię na okres, kiedy nie wieje wiatr ani nie świeci słońce, w stopniu optymalnym do pracy instalacji OZE. Więc atom jest dla nas projektem ważnym, mamy partnera, ale to jest projekt wieloletni.

Patrząc z perspektywy nie tylko prezesa KGHM, ale też osoby, która ma za sobą długi staż w służbie publicznej - uważa pan, że jest sens, żeby w Polsce były dwa duże projekty dotyczące małych, modułowych, reaktorów? Wasz i Orlenu.

Obserwujemy wszystkie projekty, kibicujemy wszystkim, bo nie traktujemy tego procesu jak wyścig, tylko bardziej jako sztafetę czy nawet peleton, który zmierza do tej samej mety.

Może KGHM przydałaby się firma energetyczna? Może np. Tauron?

A jest do sprzedania? Nie słyszałem, żeby się sprzedawała.

Ale w strukturach KGHM-u przydałaby się firma energetyczna?

Mamy już firmę energetyczną, nazywa się Energetyka. W jaki sposób będziemy prowadzić projekty, które są w tej chwili jednym z filarów naszej strategii energetycznej, to się zastanowimy. Na pewno nie będą to projekty oparte na bilansie, czyli będziemy te projekty chcieli prowadzić w formule Project Finance. Ale nie mamy planów akwizycji żadnych spółek energetycznych. Jesteśmy firmą górniczą, która wydobywa miedź, produkuje srebro, złoto – na tym chcemy się koncentrować. Natomiast mamy oczywiście swoje potrzeby energetyczne, które są bardzo duże. Dlatego też zabezpieczamy się, żeby wyzwania energetyczne nie wywróciły nam działalności podstawowej i dlatego będziemy kontynuować nasze zaangażowanie w energetykę.

Drugim elementem tej układanki jest jakość złóż i to gdzie należy inwestować. To strategiczny problem, z którym KGHM zmaga się od lat. Według części ekspertów lokalne złoża są potencjalnie mniej konkurencyjne niż łatwiej dostępne złoża za oceanem.

Nasze pokłady w Polsce są naprawdę niezwykle atrakcyjne. Są bardzo perspektywiczne, mamy wiele projektów w tym obszarze. Nie bez powodu bardzo mocno stawiamy na program udostępnienia złoża, który jest jedną z osi strategii KGHM. Stawiamy na wydobycie i produkcję własną w Polsce, choć oczywiście przyglądamy się także projektom zagranicznym. Gdyby się okazało, że są jakieś złoża, które są blisko naszych, to możemy być nimi zainteresowani.

A jak wygląda sprawa aktywów KGHM w Chile? Tam pojawiały się głosy dotyczące ewentualnej nacjonalizacji, ale także nowych podatków. Business Insider pisał o tym, że być może wicepremier Sasin się tam wybierze aby wesprzeć interesy KGHM…

KGHM jest dużym inwestorem w Chile i są to dla nas ważne sprawy, dlatego obserwujemy cały czas z dużą uwagą tamtejszą dynamikę sytuacji politycznej i nowe projekty, które się pojawiają. Ten dotyczący nacjonalizacji nie uzyskał większości w społeczeństwie chilijskim i to nawet dosyć dużą większością. Teraz, we wrześniu i październiku, trwały wysłuchania w Senacie dotyczące nowych propozycji Royalty Minero (podatek od wydobycia). Byli tam przedstawiciele naszej spółki z Sierra Gorda. Warto podkreślić, że do 2029 r. mamy gwarancje dotyczące stabilności podatkowej naszego biznesu zawarte w dekrecie numer 600. No ale w związku z tym, że wszystkie inwestycje górnicze mają charakter wieloletni, to już teraz należy dbać o to, żeby przedstawiać argumenty za tym, żeby nie obniżać konkurencyjności tego przedsięwzięcia.

Pan się wybiera do Chile?

Jeżeli będzie organizowany taki poważny wyjazd jak ten, o który panowie pytacie, to oczywiście chciałbym wziąć w nim udział. Czekamy w tej chwili na wybór wiceprezesa do spraw aktywów zagranicznych. Bardzo bym chciał usłyszeć jego rekomendacje. Teraz trwa jeszcze konkurs, mam nadzieję, że wkrótce się rozstrzygnie i będziemy mieli koleżankę lub kolegę, kogoś kto bezpośrednio będzie odpowiadał za ten obszar.

Nie chcę pytać o cenę miedzi, bo to byłoby wróżenie z fusów, ale to jest kluczowy element w układance finansowej KGHM. Jaka jest pańska perspektywa?

Teraz (17 listopada – red.) mamy miedź po 8,3 tys. dol. za tonę, a jeszcze na początku listopada to było 7,5 tys. dol. Widać więc jak dynamiczne mogą być te zmiany i stąd trudno cokolwiek prognozować. Tym się zajmują analitycy z globalnych firm doradczych i analitycy finansowi i te projekcje też są bardzo różne. Oczywiście będziemy musieli przyjąć do naszego budżetu jakiś poziom i nad tym w tej chwili pracujemy.

Jak na plany produkcji może ewentualnie wpłynąć spowolnienie gospodarcze czy wręcz recesja w niektórych krajach? Jaki to będzie miało wpływ na strategię?

To nie wpłynie na naszą produkcję. Nawet w czasach covidowych produkcja nie spadła, choć spowolnienie gospodarki może mieć wpływ na sprzedaż i na kierunek tej sprzedaży. Zawsze myślimy o rynku chińskim i to akurat w Chinach COVID-19 wraca. Więc zadajemy sobie pytania o popyt w tym kraju.

Ważnym wyzwaniem dla bardzo wielu polskich firm są rosnące koszty pracy. Wspominał pan, że macie bardzo lojalną załogę, ale też silne związki zawodowe. Jak wygląda ta presja i rozmowy ze związkami?

Koszty pracy rzeczywiście rosną i to wszędzie. W ostatnich latach dzięki wzrostowi wynagrodzeń podnosimy ogólny poziom zasobności polskiego społeczeństwa, a w sytuacji wysokiej inflacji jest też oczekiwanie społeczne wzrostu wynagrodzeń. W przypadku KGHM to stosunkowo proste, bo mamy układ zbiorowy, który przewiduje, że podwyżki następują nieco automatycznie. Mamy określony parametr, który powoduje, że te negocjacje są stosunkowo krótkie i efektywne, a zmiana płac wynika z podpisanego wiele lat temu układu zbiorowego. I my tych zobowiązań będziemy dotrzymywać. A poza tym jeszcze pracownicy partycypują w zyskach koncernu i już mogliśmy poinformować pracowników, że otrzymają kolejną transzę – zaliczkę na nagrodę z zysku.

Pracownicy to często też akcjonariusze. Co będzie z dywidendą?

Nie chcemy zmieniać niczego w polityce dywidendowej. Będziemy składać w tym zakresie stosowne wnioski i nie planujemy tutaj jakichś daleko idących zmian.

Zapowiada pan przegląd strategii KGHM.

Jak się ukonstytuuje zarząd, to zacznie się przegląd strategii.

A kiedy się ukonstytuuje zarząd?

To bardzo dobre pytanie. Trwa w tej chwili konkurs na wiceprezesa do spraw aktywów zagranicznych i liczę na szybkie rozstrzygnięcie. Przed nami pewnie konkurs na wiceprezesa ds. rozwoju. W tym przypadku także chciałbym, by wydarzyło się to jak najszybciej, ale to oczywiście decyzje Rady Nadzorczej. I jak nowy zarząd się ukonstytuuje to dobrze byłoby, żebyśmy wspólnie przyjrzeli się strategii.

Pana poprzednicy mieli doświadczenie w instytucjach wspierających przemysł, w międzynarodowym biznesie i w samej spółce. Co były prezes Poczty Polskiej wnosi do zarządzania takim koncernem jak KGHM Polska Miedź?

Wbrew pozorom jest bardzo wiele podobieństw z moją pracą w MSWiA, a potem w resorcie obrony narodowej czy w Poczcie Polskiej. Współkierowałem podmiotami w gruncie rzeczy większymi niż KGHM, dlatego że pod wieloma względami Poczta Polska jest firmą większą, jest największym polskim pracodawcą, a Ministerstwo Obrony Narodowej – gdzie byłem wiceministrem - to 2,5 proc. polskiego PKB. Armia jest także niezwykle liczna, podobnie jak MSWiA i służby mu podległe, więc mam bardzo bogate doświadczenie w zarządzaniu bardzo dużymi strukturami. To na pewno pomaga. Te instytucje, co do zasady, przyciągają pracowników na całe życie. Pracownicy KGHM są patriotami KGHM-u i są z nim związani bardzo długo. Firma ma także bardzo stabilne fundamenty działania, niezależnie od zmian w otoczeniu makroekonomicznym. Na wszystkie przypadki odmieniane jest słowo stabilność. Myślę, że słusznie i trafnie, bo KGHM działa stabilnie w sytuacji gdy miedź kosztuje raz poniżej 5 tys. dol. za tonę, a innym razem 10,5 tys. dol. za tonę. To jest ogromna wartość. Chciałbym, żebyśmy to utrzymywali, i żeby zawirowania makroekonomiczne, czy też te związane z otoczeniem dotyczącym bezpieczeństwa, nie wpływały na naszą aktywność.

Cały czas jestem mocno zaangażowany w kwestie związane z bezpieczeństwem, przede wszystkim z cyberbezpieczeństwem. Jestem w tym obszarze bardzo od lat aktywny też jako wykładowca akademicki, ale jestem także członkiem Rady Bezpieczeństwa przy Prezydencie RP czy doradcą ministra obrony narodowej.

Kwestie cyberbezpieczeństwa są jak mantra raczej dla prezesów instytucji finansowych, bo kiedy się z nimi rozmawia to wskazują je jako najważniejsze wyzwanie.

Przykłady z Ukrainy pokazują jak bardzo to ważna sprawa - bezpieczeństwo musi dotyczyć wszystkich obszarów, nie tylko sektora militarnego czy sektora bezpieczeństwa, a także podmiotów zarządzających infrastrukturą krytyczną. KGHM jest jednym z kluczowych podmiotów gospodarczych w Polsce i musi być odporny na działania ukierunkowane np. na automatykę przemysłową, pozyskiwanie informacji wywiadowczych. Dlatego rozbudowujemy swoje zasoby w zakresie cyberbezpieczeństwa.

Czy KGHM może być aktywny na rynku fuzji i przejęć?

Jesteśmy zawsze otwarci na dobre projekty, które muszą pasować do naszego modelu biznesu i ważna jest ich lokalizacja. W Polsce nie ma z tym problemu. Natomiast globalnie chcielibyśmy koncentrować się na tych lokalizacjach, które znamy, bezpiecznych gospodarczo czy politycznie, więc jeżeli byłyby atrakcyjne projekty, które będą pasowały - po pierwsze do naszego modelu biznesu, po drugie lokalizacyjnie, to czemu nie?

A co pan odpowiedziałby tym, którzy po przejęciach Orlenu rysują nowy scenariusz, w którym kolejny będzie KGHM?

Nie słyszałem o takich projektach. Kiedy się spotkam z Danielem (Obajtkiem – red.) to go zapytam. Nic mi nie mówił do tej pory. (śmiech)

Rozmawiali Paweł Czuryło i Marek Tejchman
Współpraca Maria Lipińska