Uri Gneezy (Uniwersytet Kalifornijski w San Diego) przeprowadził eksperymenty dotyczące awersji do kłamstwa na podstawie skali kłamstw, ich rezultatów i szansy przyłapania. Uczestnicy testu byli skłonni mijać się z prawdą tym bardziej, im więcej mogli na tym zyskać, zaś mniej, gdy prawdopodobieństwo przyłapania było większe. Ten mechanizm winien być podstawą naszej strategii sprawdzania faktów i obalania nieprawdziwych tez: oczekujemy, że politycy będą mniej kłamać, gdyż są świadomi, że opinia publiczna dowie się o ich matactwach. Jednak ta strategia opiera się na racjonalnym założeniu zachowania ludzi wobec kłamstwa, a zatem jest wysoce prawdopodobne, że jest obarczona błędami poznawczymi.
Dostęp do stron internetowych zajmujących się sprawdzaniem faktów nie gwarantuje, że społeczeństwo skłoni się ku prawdomówności. Mamy tendencję do wybierania tych informacji, które wzmacniają nasze przekonania, zaś celowego przeoczania tych, które zagrażają naszej wizji świata. Na dodatek zbyt duża ilość danych przytłacza, a jednocześnie zwiększa poczucie zagrożenia, co skłania wiele osób do zamykania się w znanym sobie kręgu ludzi i przekonań. Dodatkowo czytelnicy, którzy poszukują tylko potwierdzenia własnych przekonań, postrzegają serwisy internetowe zajmujące się sprawdzaniem faktów jako stronnicze. Fact-checking paradoksalnie staje się zagrożeniem dla własnych przekonań, więc część z nas unika zaglądania do takich serwisów. Czy więc możemy sprawić, by ludzie byli bardziej świadomi kłamstw i odpowiednio na nie reagowali?