W połowie czerwca został pan powołany na kolejną kadencję na stanowisko prezesa Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Jakie będą pana priorytety?
Marek Dietl, prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie / foto: materiały prasowe
Pracujemy obecnie z międzynarodową firmą doradczą nad przygotowaniem strategii na kolejne lata i wyznaczeniem dla niej horyzontu czasowego. Konkretne priorytety ustalimy pod koniec tego albo na początku przyszłego roku, natomiast pewien ich obraz już się wyłania ze wstępnych prac, a także z podsumowania strategii na lata 2018-2022, które przedstawiliśmy 20 czerwca.
Reklama
Pierwszym priorytetem będzie dalsze wspieranie biznesów podstawowych, czyli poszerzanie oraz pogłębianie naszej oferty produktowej na rynku towarowym i kapitałowym. Sprzyja temu ofensywa legislacyjna, otwiera ona przed nami możliwości wchodzenia w nowe obszary. I to nas bardzo cieszy. Drugim priorytetem będzie przyciąganie nowych spółek - zarówno na Główny Rynek, jak i NewConnect. Trzecim - dodawanie wartości do naszych produktów informacyjnych, opartych na danych. Chodzi o rozwiązania analityczne. Wreszcie czwartym priorytetem jest dokończenie bądź uzupełnienie naszych planów dywersyfikacyjnych, po zakończeniu realizacji obecnej strategii.
Jak na tej mapie celów plasują się inwestorzy indywidualni?

Reklama
Inwestorzy indywidualni reaktywowali giełdę 31 lat temu. Ważne są dla nich szczególnie dwie rzeczy. Pierwsza, aby na naszym parkiecie pojawiały się ciekawe spółki. Sprzyjają temu takie inicjatywy jak na przykład GPW Growth, program szkoleniowy dla małych i średnich firm, które rozważają obecność na giełdzie. Nie chodzi tylko o przyciągnięcie określonej liczby firm, ale też o jakość IPO, i temu służy ten program. Drugą kwestią są możliwości dywersyfikacyjne. Giełda daje możliwość taniej dywersyfikacji, rozłożenia ryzyka. Przykładem jest nasz projekt GlobalConnect - rynek ten będzie miejscem, gdzie inwestorzy mogą handlować akcjami najbardziej znanych blue chipów z Europy (w pierwszej fazie) i z USA (w drugiej fazie). Handel na GlobalConnect będzie się odbywał podczas sesji giełdowej na GPW, a notowania będą w polskim złotym. W związku z tym, że będą to prawdziwe akcje, inwestorom będą przysługiwać pożytki z papierów wartościowych, np. dywidendy. Uruchomienie tego rynku planujemy w ciągu 2-3 miesięcy.
Co takiego może dać giełda inwestorowi, który z użyciem smartfona może inwestować właściwie w co tylko zechce?
Zasady inwestowania są niezmienne, podstawową kwestią jest wybór produktów. Tak jak już wspomniałem, rozwijamy i będziemy rozwijać naszą ofertę w tym zakresie. Dobrym przykładem jest tutaj nasz projekt Private Market, w którym jesteśmy na etapie tworzenia ram biznesowych umożliwiających tokenizację dzieł sztuki. Widzimy, że coraz więcej inwestorów buduje swój portfel, inwestując w sztukę. Wierzymy w to, że różne klasy aktywów są trudno dostępne dla inwestorów indywidualnych i innych, dlatego że nie ma transparentnego rynku. Naszą rolą jest to, aby tę transparencję zapewnić.
Jakie są plany związane ze środowiskiem międzynarodowym? W czerwcu GPW zyskała pełne członkostwo w Światowej Federacji Giełd.
To jest pewien powrót na łono tej organizacji. Coraz więcej inwestorów, m.in. z Azji, sygnalizowało nam, że inwestują na tych giełdach, które zyskały uznanie Światowej Federacji Giełd. Uzyskanie członkostwa nie było proste. Przeszliśmy dość rygorystyczne due diligence, które jak każdy taki proces oceny było niezwykle pouczające. Zwrócono nam uwagę na mocne strony naszego rynku, jak również na pewne słabości. Na przykład na to, że moglibyśmy szybciej, lepiej, bardziej koherentnie stworzyć ofertę produktową, gdyby była pełna pionowa integracja. Czyli trading i post-trading były zintegrowane, tak jak na zdecydowanej większości rynków. Zwrócono nam również uwagę, że powinniśmy odgrywać większą rolę w regionie. Zważywszy na proporcje między poszczególnymi giełdami, jesteśmy naturalnym liderem i powinniśmy z tej pozycji mocniej korzystać.
Jak bardzo istotna dla GPW jest inicjatywa Trójmorza?
Dla nas to jest bardzo ważne, żeby inicjatywę Trójmorza wspierać w obszarze rynku kapitałowego, i tak się dzieje w kontekście produktowym, mam na myśli na przykład indeks Trójmorza (CEEplus), który tworzymy z giełdami regionu. Podam też ważny przykład współpracy: list 13 giełd naszego regionu - 12 z Trójmorza oraz Grecji - zwracający uwagę, że pewne regulacje Unii Europejskiej nie są dostosowane do mniejszych rynków kapitałowych. Było to dla europosłów, z którymi rozmawiałem, ale też przedstawicieli Komisji Europejskiej absolutnie szokujące, bo myśleli, że właśnie te regulacje pomogą małym rynkom. Uświadomiliśmy im, że jest inaczej. Czymś innym jest sytuacja, gdy każda z 13 giełd napisze do przedstawiciela administracji europejskiej, niż gdy pojawia się reprezentant połowy państw członkowskich. Do tej pory za mało korzystaliśmy z tej możliwości, nie koordynowaliśmy naszych działań w wystarczającym stopniu, nie było widać tej wspólnoty interesów. I to się zmienia.
Ważny jest także wspólny marketing wobec inwestorów. Inne jest ich nastawienie, kiedy przedstawia się możliwości inwestowania w całym regionie. Ponadto takie podejście obniża koszty promocji.
Jeśli mowa o inwestorach zagranicznych: jakie są perspektywy ich przyciągnięcia na polski rynek? Na pierwszy plan wysuwa się tu kwestia wojny w Ukrainie.
Cóż, z jednej strony, wszyscy moi rozmówcy z grona światowych inwestorów przyznają, że Polska i region wyglądają doskonale - mamy niewielkie bezrobocie, bardzo niskie ryzyko stagflacji, perspektywa gospodarcza jest bardzo dobra. Z drugiej strony dodają: podjęliśmy jednak strategiczną decyzję, że dopóki się nie wyjaśni sytuacja w Ukrainie, to nie chcemy mieć aktywów złotowych. Perspektywy są dobre, ale zawierucha wojenna sprawia, że część inwestorów odkłada decyzję o inwestycji. Funduszom, które się specjalizowały w naszej części Europy, trudno jest pozyskiwać nowe środki, raczej notują odpływy. To jest echo tego, że inwestorzy bardzo dużo potracili na inwestycjach w Rosji. Musimy w takich warunkach obniżonej atrakcyjności naszego regionu jeszcze trochę funkcjonować.

Mam takie marzenie, aby Polska stała się eksperckim zapleczem przy odbudowie Ukrainy- mówi Marek Dietl, prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie

Te ograniczenia zewnętrzne są do przełamania?
W tej całej sytuacji jest ukryty bardzo duży potencjał wzrostu. Giełdy naszego regionu przeceniły się o wiele bardziej niż cały świat, a jednocześnie świat przecenił się głównie poprzez spółki technologiczne, u nas nieco mniej reprezentowane. Mamy taki paradoks, że podwyżka stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych szczególnie odbija się czkawką spółkom technologicznym, z kolei agresja rosyjska wpływa na nasz region. Jeśli Ukraina zwycięży w swojej wojnie obronnej, to pewnie powstanie dla niej jakiś nowy plan Marshalla. Może być on dla polskich przedsiębiorstw przepustką do ekspansji i uczestnictwa w odbudowie Ukrainy. Mamy olbrzymi potencjał do wzrostu, na naszych giełdach mocno reprezentowane są tradycyjne branże. Niemniej jednak, z punktu widzenia inwestorów mówimy tu o przysłowiowej sztuce łapania spadających noży. Nigdy nie wiadomo, kiedy się je złapie za rękojeść, a kiedy dojdzie do skaleczenia.
Trudno dzisiaj wyrokować, jaką rolę będzie pełnić Polska przy odbudowie Ukrainy. Do tej pory byliśmy odbiorcą różnych form pomocy. Wraz z naszym rozwojem gospodarczym możemy aspirować do wyższej roli w łańcuchu pomagania, co wpłynęłoby też na nasz wizerunek jako kraju.
Jaka może być rola GPW w procesie odbudowy Ukrainy?
Jak się spojrzy na indeks MSCI Ukraine, to przed agresją rosyjską 75 proc. jego wartości stanowiły spółki notowane na warszawskiej giełdzie. Nasza współpraca może się jeszcze bardziej pogłębiać. Bardzo chciałbym, jeśli byłaby taka szansa, pomóc założyć mocną giełdę w Ukrainie. Jest tam olbrzymi potencjał, również jeśli chodzi o rynek towarowy.
Generalnie, wiele się mówi o twardym wsparciu Ukrainy po wojnie, np. w odbudowie infrastruktury. Ale najciekawsza jest moim zdaniem możliwość eksportu polskich instytucji rynku kapitałowego i szerzej - w ogóle instytucji życia gospodarczego. My przyjmowaliśmy kasy chorych na modłę niemiecką, OFE na modłę amerykańską, teraz nasze doświadczenia transformacyjne mogłyby być produktem eksportowym na Ukrainę. Tylko silna instytucjonalnie Ukraina ma jakiekolwiek szanse na szybki rozwój. Mam takie marzenie, abyśmy stali się również eksperckim zapleczem przy odbudowie Ukrainy. U nas wciąż są ludzie, którzy bardzo dobrze pamiętają zarówno sukcesy transformacji, jak i błędy. Mamy doświadczenie z pierwszej ręki, również jak zbudować giełdę w kraju, w którym do tej pory jej nie było bądź była bardzo słaba. Jesteśmy pewnie jedyni na świecie z takim doświadczeniem, gdzie to się udało. Oficjalne ogłoszenie w ubiegłym tygodniu kandydatury Ukrainy do Unii Europejskiej potwierdza realność takiego zaangażowania Polski.
JPO
PARTNER
foto: materiały prasowe