Reklama
Producenci piwa szacują, że w tym roku Polacy wydadzą na piwa bezalkoholowe ponad 1,3 mld zł, wobec 1,17 mld zł w 2021 r. Od stycznia do marca z browarów wyjechało go 557 606 hl, o 14,8 proc. więcej niż przed rokiem – wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego. – Produkcja odzwierciedla popyt. Możemy mówić o dwucyfrowym wzrośnie sprzedaży – mówi Bartłomiej Morzycki, dyrektor generalny Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego – Browary Polskie.
W ubiegłym roku sprzedaż bezalkoholowych lagerów, które odpowiadają za zdecydowaną część tego rynku, zwiększyła się o 7 proc. do ok. 1,40 mln hl. W tym segmencie producenci upatrują szans na poprawę swojej kiepskiej sytuacji. Od czterech lat sprzedaż piwa w Polsce sukcesywnie maleje. W 2021 r. cały rynek skurczył się o 4 proc., do 30,1 mln hl. – Gdyby nie piwo bezalkoholowe, spadek przekroczyłby 5 proc. – mówi Bartłomiej Morzycki. Przedstawiciele branży podkreślają, że wartość całego rynku obniżyła się w ubiegłym roku o 0,9 proc. do 17,8 mld zł. To pierwszy spadek od 2017 r. Początek tego roku przyniósł kontynuację trendu. Grupa Żywiec mówi o ilościowym spadku sprzedaży w I kw. o 4 proc.
Coraz trudniej też spadki sprzedaży w kraju rekompensować eksportem. Sprzedaż zagraniczna rosnąca w ostatnich latach (od 7 proc. do nawet ponad 20 proc.) w ubiegłym roku zwiększyła się zaledwie o 0,6 proc. W I kw. tego roku nastąpił natomiast jej spadek o ponad 6 proc.
Browary szukają więc alternatywy, a piwo bezalkoholowe okazało się celnym strzałem. Dziś to najszybciej rosnąca część rynku napojów pod względem sprzedaży. Jeśli chodzi o produkcję dorównują mu tylko wody mineralne i gazowane. Główny Urząd Statystyczny piwa bezalkoholowe zaczął nawet raportować osobno od alkoholowych.
– To już nie segment, a osobna kategoria. Udział piw bezalkoholowych na koniec 2021 r. wyniósł 6,6 proc. rynku piwa. Przed rokiem było to 5,7 proc. – zauważa Beata Ptaszyńska-Jedynak z Carlsberg Polska. Branża liczy, że już za kilka lat będzie to poziom 10 proc., podobny jak w krajach zachodnich.
– Ten trend przyszedł do nas z zagranicy. W Europie są kraje, gdzie udział piw bezalkoholowych w rynku sięga już kilkunastu procent. Mowa m.in. o Hiszpanii i Niemczech – tłumaczy Bartłomiej Morzycki. Specjaliści mówią o kilku powodach popularności piw bez alkoholu – to zmiana nawyków konsumentów, którzy stawiają na zdrowszy styl życia, a nawet zmiany klimatyczne. Częstsze stają się spotkania towarzyskie, również na świeżym powietrzu i to nie tylko w weekendy, ale także w tygodniu, kiedy chcemy poczuć smak trunku, ale nie odczuć działania procentów. Piwo bezalkoholowe nie tylko nie zawiera alkoholu – nowe technologie produkcji sprawiają, że dziś w napoju są jego śladowe ilości, a nie jak przed laty do 0,5 proc. – ale też jest o połowę mniej kaloryczne od alkoholowego.
Z punktu widzenia producentów to dobry interes, bo piwo bez alkoholu jest droższe od zwykłego przynajmniej o kilka procent. Dlatego coraz chętniej stawiają na tę kategorię. – Mamy w ofercie już 14 piw bezalkoholowych. Tych z procentami jest 40. Na sezon wiosenny wprowadziliśmy natomiast 14 nowości, z czego cztery to piwa bezalkoholowe – wyjaśnia Beata Ptaszyńska-Jedynak.
Żywiec tworzy nowy segment piw lekkich i orzeźwiających, smakowych lagerów z konceptem wariantów LimonŻ, wśród których jest piwo 0,0 proc.
Branża przyznaje, że generalnie „odchudza” wszystkie swoje trunki z zawartości alkoholu. Jeszcze w 2019 r. średnia zawartość w piwie wynosiła 5,5 proc. W ubiegłym roku było to już 5,3 proc.
– To dobre zjawisko dla zdrowia publicznego, podobnie jak rozwój kategorii bezalkoholowej, choć powinno postępować szybciej, by przynosiło pożądane efekty. Byłoby idealnie, gdyby poziom alkoholu w piwie spadło z obecnych 5–6 proc. do 2,5–3 proc. – ocenia Krzysztof Brzózka, były szef Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, i dodaje, że ten trend zostałby wzmocniony, gdyby cena rosła wraz z zawartością alkoholu. Nie brakuje też głosów, że jednak piwo to piwo i nawet bez procentów oswaja z piciem i uczy złych nawyków. ©℗