Reklama
Władze rosyjskie przestały ujawniać niektóre dane statystyczne pozwalające na ocenę realnego stanu gospodarki – zauważył „The Wall Street Journal”. Chodzi o informacje dotyczące wysokości długu publicznego, wymiany handlowej czy poziomu wydobycia ropy naftowej. Dodatkowo Bank Rosji ograniczył zakres danych, które muszą publikować instytucje finansowe. Kreml nie ukrywa, że chodzi o ograniczenie „rozpowszechniania informacji, które mogą zostać wykorzystane do wywierania dodatkowej presji na rosyjski rynek i jego uczestników”, jak napisała państwowa agencja TASS.
W praktyce ma to też wzmocnić oficjalne argumenty lekceważące wpływ zachodnich sankcji gospodarczych. W charakterze naczelnego dowodu podaje się zwykle kursy walut. Wczoraj za dolara płaciło się 73,46 rubla, o 7 rubli mniej niż 23 lutego, czyli w przeddzień inwazji, choć w pierwszej reakcji waluta osłabła nawet do 111,76 rubla (4 marca). W praktyce oficjalny kurs ma niewiele wspólnego z realnym. W dodatku waluta została sztucznie wzmocniona poprzez wprowadzenie drastycznych ograniczeń na zakup walut obcych i ich wywóz za granicę, a także poprawę bilansu handlowego, co jest przy okazji jednym ze skutków sankcji, przynajmniej dopóki nie zostanie wprowadzone unijne embargo energetyczne, które wciąż stoi pod znakiem zapytania.
Międzynarodowy Fundusz Walutowy oczekuje, że tegoroczna recesja w Rosji osiągnie 8,5 proc., choć do tych prognoz należy podchodzić z ostrożnością ze względu na dużą niepewność co do tego, jak długo potrwa wojna z Ukrainą, czy dojdzie do dalszej eskalacji przemocy i – co za tym idzie – znaczącego poszerzenia zachodnich sankcji gospodarczych, które już są bezprecedensowe. Gdyby jednak ta prognoza się sprawdziła, kryzys wywołany napaścią na sąsiada byłby wprawdzie głębszy niż te z lat 1998 i 2009 (spadek o odpowiednio 5,3 proc. i 7,8 proc.), ale znacznie płytszy niż na początku lat 90. (rekordowe -14,5 proc. w 1992 r.).

Reklama
Rosja raczej nie uniknie przy tym bankructwa. Może to nastąpić już 4 maja, jeśli kraj nie będzie w stanie wypłacić odsetek posiadaczom denominowanych w dolarach obligacji. Według analityków agencji Moody’s sam fakt, że 6 kwietnia Rosja wypłaciła posiadaczom takich papierów odsetki w rublach, można ocenić jako techniczne bankructwo. Minister finansów Anton Siłuanow ostrzegł w rozmowie z dziennikiem „Izwiestija”, że jeśli państwa trzecie rzeczywiście uznają ten fakt za bankructwo, Moskwa zwróci się do sądu, choć nie sprecyzował, jaki konkretnie sąd wchodzi w grę. Trudno w tej kwestii bazować na ocenie agencji ratingowych, ponieważ 15 marca Komisja Europejska zakazała im ogłaszania ratingów Rosji i tamtejszych firm.
Narastające problemy zwiastują zmieniające się plany firm. Z sondażu przeprowadzonego wśród przedsiębiorstw przez rosyjskie wydanie „Forbesa”, którego wyniki wczoraj opublikowano, wynika, że 45 proc. z nich planuje w tym roku zwolnienia lub wstrzymanie naboru pracowników. Kłopoty ponadprzeciętnie dotkną najbogatsze metropolie – Moskwę (71 proc. firm przyznało się do takich planów) i Petersburg (51 proc.) – oraz Nadwołżański Okręg Federalny (47 proc.), w którego skład wchodzą takie miasta jak Kazań i Niżny Nowogród. Na razie nie ma danych dotyczących poziomu bezrobocia z okresu po rozpoczęciu inwazji; w lutym wynosiło ono 4,3 proc. Ludzie jednak już tracą pracę, także ze względu na exodus zachodnich firm.
Szybko rośnie inflacja. W marcu wyniosła 16,7 proc. r/r, gdy w styczniu była dwukrotnie niższa. Świadoma dramatu jest szefowa banku centralnego Elwira Nabiullina, która nie ukrywa, że państwo nie jest w stanie walczyć z jej wzrostem. – Nie będzie próbować obniżać jej dowolnymi metodami. To przeszkodziłoby biznesowi w adapcji – przekonywała. Według Bloomberga tuż po rozpoczęciu inwazji nieostrzeżona przed nią przez prezydenta i struktury siłowe ekonomistka chciała się podać do dymisji, ale prośba została zablokowana przez Władimira Putina. Według źródeł agencji odejście ze stanowiska zostałoby uznane za zdradę.
Zamiast tego Nabiullina, która w międzyczasie została powołana na kolejną kadencję, nie ukrywa skali zagrożeń. – Skończył się okres, w którym gospodarka może żyć dzięki zapasom. Już w II kw. i na początku III kw. wejdziemy w okres strukturalnej transformacji i poszukiwania nowych modeli biznesu – powiedziała 18 kwietnia podczas dorocznego wystąpienia w parlamencie. – Nasza gospodarka zetknęła się z ekstremalną, zupełnie niestandardową sytuacją. Oczywiście wszyscy byśmy chcieli, by to się nie wydarzyło – wskazywała 2 marca na naradzie w Banku Rosji.
Według agencji ratingowej Standard & Poor’s Rosja będzie potrzebowała dekady, by wrocić do poziomu sprzed wprowadzenia sankcji zachodnich na ten kraj.