Nowe porozumienie nuklearne (JCPOA) z Iranem może być kwestią dni. Do odrodzenia umowy potrzebne są już tylko decyzje polityczne – sugerują unijni dyplomaci. O rosnących szansach na rychłe zawarcie umowy mówi też Teheran. Zdaniem rzecznika prasowego MSZ Saida Chatibzadeha między Zachodem a Iranem pozostało niewiele różnic. Ostrożniej wypowiada się wciąż Waszyngton. Rzeczniczka Białego Domu Jen Psaki oświadczyła w poniedziałek, że ustalenia wymagają jeszcze istotne elementy porozumienia.
Komentatorzy mówią jednak o dyplomatycznym przyspieszeniu, które jest elementem dążeń USA do uspokojenia sytuacji na rynku naftowym. W tle są najwyższe od kilkunastu lat ceny surowca na światowych rynkach i coraz głośniejsze postulaty embarga wobec Rosji, trzeciego co do wielkości producenta ropy na świecie (eksportuje ok. 5 mln baryłek ropy dziennie – z czego połowę do Europy). Jej sprzedaż stanowi jedno z największych źródeł dochodów Kremla. Tylko w 2020 r., kiedy ceny surowca były niskie w związku z gospodarczymi lockdownami, wartość importu do Europy sięgnęła niemal 32 mld euro. To więcej niż połowa ubiegłorocznego budżetu wojskowego Rosji. Do tej pory nałożone przez świat zachodni sankcje omijały jednak surowce energetyczne w obawie przed skutkami ekonomicznymi dla Europejczyków.
Reklama
Zakończenie trwających od kwietnia ub.r. negocjacji z Iranem i uchylenie sankcji miałoby – według S&P – już w najbliższych miesiącach zwiększyć podaż ropy na światowych rynkach o 500 tys. baryłek dziennie – niewiele mniej niż wynoszą dostawy do Europy rurociągiem Przyjaźń – a w perspektywie końcówki roku nawet o 1,5 mln. Z kolei analitycy think tanku Atlantic Council zwracają uwagę, że Iran dysponuje ponad 85 mln baryłek ropy przechowywanymi na tankowcach, które – w razie dojścia do skutku porozumienia z Zachodem – mogą szybko trafić na rynek. Powrót tego kraju może też mieć istotny wpływ psychologiczny na rynki i odegrać znaczącą rolę w zastępowaniu dostaw rosyjskich – ocenia Atlantic Council.
A Iran to tylko jeden z elementów amerykańskiej ofensywy. Z informacji „New York Timesa” i „Wall Street Journal” wynika, że administracja Joego Bidena szuka możliwości złagodzenia sankcji w stosunku do surowca z Wenezueli. W poniedziałek prezydent Nicolás Maduro zasygnalizował gotowość zwiększenia produkcji, żeby zastąpić surowiec z Rosji. Nie krył też zadowolenia z przebiegu rozmów z Amerykanami, określając je jako „pełne szacunku, serdeczne i bardzo dyplomatyczne”. Jeśli te rozmowy zakończyłyby się sukcesem, południowoamerykańscy nafciarze mogliby wprowadzić na światowy rynek nawet kilkaset tysięcy baryłek dziennie. W grę wchodzi także uwolnienie wenezuelskich zapasów ropy, które sięgają 23 mln baryłek.

Reklama
O tym, że toczy się „bardzo intensywna” dyskusja z europejskimi partnerami nad wprowadzeniem embarga na rosyjską ropę, poinformował w niedzielę sekretarz stanu USA Antony Blinken. Przeciwko objęciu ropy sankcjami jest Berlin, który obok Holandii i Polski jest największym w UE importerem rosyjskiej ropy. W poniedziałek kanclerz Olaf Scholz powtórzył, że Niemcy w dalszym ciągu zaopatrywać się będą w ropę, gaz i węgiel ze Wschodu, a podobne stanowisko wyrazili jego koalicjanci z Zielonych i probiznesowej FDP. – Jeśli jutro w Niemczech czy w Europie zgasną światła, nie zatrzyma to czołgów – mówiła szefowa MSZ Annalena Baerbock. Według nieoficjalnych doniesień w razie braku porozumienia z UE Amerykanie rozważają jednostronne nałożenie embarga. Niemiecki rząd blokuje je mimo tego, że objęcie surowców sankcjami cieszy się rosnącym poparciem opinii publicznej w kraju. Według jednego z ostatnich sondaży, przeprowadzonego dla grupy medialnej ARD, dwie trzecie Niemców jest gotowych poprzeć zaostrzenie restrykcji nawet za cenę wyższych kosztów życia.
Od wybuchu wojny z rosyjskiego surowca i tak rezygnują stopniowo najwięksi gracze na rynku paliwowym, obawiając się m.in. o wizerunek, rosnące ryzyko dla dostaw morskich czy koszty ubezpieczeń. Wyliczenia firmy konsultingowej Energy Aspects mówią, że ze znalezieniem nabywców problemy ma nawet 70 proc. rosyjskiej ropy na rynku. W obliczu ograniczonego zainteresowania i wyczerpania się przestrzeni magazynowej eksporterzy ze Wschodu zmuszeni są sprzedawać surowiec poniżej wartości rynkowej. Shell, który w zeszłym tygodniu kupił ponad 700 tys. baryłek przecenionej po 28,5 dol. na baryłce rosyjskiej ropy, spotkał się ze zmasowaną krytyką i wczoraj zapowiedział, że całkowicie odejdzie od rosyjskiej ropy i gazu. Na razie na podobny ruch nie zdecydował się polski Orlen, który – jak informowała pod koniec lutego agencja Bloomberga – także zakupił po rozpoczęciu inwazji ok. 700 tys. baryłek rosyjskiej ropy.
Sygnały dotyczące wciąż możliwych obostrzeń wywołują nerwowe reakcje na Kremlu. W poniedziałek wicepremier Aleksander Nowak stwierdził w telewizyjnym wystąpieniu, że embargo spowodowałoby katastrofalne konsekwencje na światowych rynkach i może wywindować ceny ropy nawet do 300 dol. za baryłkę. Zagroził też zatrzymaniem przesyłu gazociągiem Nord Stream 1, którą to trasą płynie obecnie większość rosyjskich dostaw błękitnego paliwa do Europy.
Oprócz problemów gospodarczych, jakie wiązałyby się z odcięciem Moskwy od pieniędzy ze sprzedaży ropy, Rosji coraz bardziej daje się we znaki osamotnienie na arenie międzynarodowej. Warunkowe wsparcie Pekinu należy tu do wyjątków. Perspektywa wyjścia Iranu z politycznej i gospodarczej izolacji w czasie, gdy w coraz większe kłopoty popada Moskwa, już spowodowała ujawnienie się narastających napięć między niedawnymi sojusznikami. W sobotę szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow zasygnalizował możliwość zablokowania atomowego dealu, jeśli Moskwa nie otrzyma „pisemnych gwarancji”, że współpraca rosyjsko-irańska będzie wolna od sankcji związanych z inwazją na Ukrainę. Słowa te – interpretowane jako sugestia, że Rosja chce korzystać z pomocy Teheranu, aby omijać sankcje Zachodu – ostro skwitował szef dyplomacji Iranu Hosejn Amir Abdollahijan, który podkreślił, że Teheran nie pozwoli na to, by interesy innych krajów uderzały w jego własne i zażądał od Rosji wyjaśnień.