Reklama
Londynowi zależy na podtrzymaniu stosunków z Europą Środkową. W zeszłym tygodniu w Polsce z dwudniową wizytą gościł komisarz ds. handlu Chris Barton, który zachęcał polskie firmy do robienia interesów na Wyspach i inwestowania. Wśród jego rozmówców znaleźli się m.in. przedstawiciele firm InPost i Wielton. W przyszłym miesiącu premier Boris Johnson zamierza zaprosić liderów czwórki wyszehradzkiej.
Mimo rozwodu z Unią Wielka Brytania chce utrzymać z nią dobre relacje handlowe. Barton w rozmowie z DGP przypomina o umowie handlowej, która obowiązuje pomiędzy Brukselą a Londynem od 1 stycznia tego roku, kiedy zakończył się okres przejściowy i Zjednoczone Królestwo wyszło ze wspólnego rynku i unii celnej. – Ani Unia Europejska, ani Wielka Brytania nie mają takiej umowy z żadnym innym krajem na świecie. Nie jest to więc to samo, co jednolity rynek czy unia celna, ale jest to umowa, która daje naprawdę mocną podstawę dla handlu – mówi.
Wielka Brytania pozostaje ważnym partnerem Polski w eksporcie, ale jej znaczenie słabnie. Od stycznia do października w tym roku Zjednoczone Królestwo było czwartym największym rynkiem zbytu towarów znad Wisły, podczas gdy przed brexitem zajmowało pozycję drugą lub trzecią (wymiennie z Czechami). Udział UK w polskim eksporcie w pierwszych dziesięciu miesiącach 2019 r. według danych GUS wynosił 6 proc., w analogicznym okresie w 2020 r. – 5,7 proc. Od stycznia do października w tym roku spadł o kolejne 0,6 pkt proc. – do poziomu 5,1 proc. W efekcie Wielka Brytania w polskim eksporcie jest na czwartym miejscu. Z kolei na pozycję trzecią wskoczyła Francja, która jako rynek zbytu nabiera od kilku lat znaczenia. Import z Wysp zarówno przed brexitem, jak i po nim znajduje się poza pierwszą dziesiątką.
Jak szacuje londyński think tank Centre for European Reform, obroty towarowe Wielkiej Brytanii co miesiąc notują stratę od 11 do 16 proc. w związku z wyjściem z unii celnej i wspólnego rynku. Tylko w październiku ten kraj miał stracić na brexicie 12,6 miliardów funtów.

Reklama
Barton zwraca jednak uwagę na pandemię, która w ciągu ostatnich dwóch lat miała bardzo negatywny wpływ na handel nie tylko pomiędzy Unią a Królestwem, ale na całym świecie.
– Jeśli porównamy wykresy nasze i reszty świata, przez większość pandemii wyglądają one podobnie. Jeśli chodzi o brytyjski eksport, to na początku 2021 r., a więc tuż po zakończeniu okresu przejściowego, był wyraźny spadek, ale potem zaczął dość szybko się podnosić i od mniej więcej kwietnia tego roku znowu krzywe przebiegają bardzo podobnie. Mieliśmy więc kilka miesięcy, w czasie których nastąpił spadek w obrocie towarowym, ale teraz wracamy do trendu, którego oczekiwano – podkreśla.
Wielka Brytania szuka teraz nowych partnerów handlowych poza Unią w ramach rządowej strategii „Global Britain”, nadal jednak połowa importu pochodzi z krajów Wspólnoty, a udział UE w brytyjskim eksporcie stanowi 42 proc. (Wedle raportu brytyjskiego parlamentu Polska jest dziewiątym największym eksporterem z UE w UK).
Podobnie jest z łańcuchami dostaw – w ocenie Bartona ich zaburzenia wywołała pandemia i Wielka Brytania nie była jedynym krajem, który został tym dotknięty. Brak kierowców ciężarówek, który spowodował poważne opóźnienia w dostawach na Wyspach (szacunki wskazywały na brak nawet 100 tys. kierowców ciężarówek), wywołał problemy także na Wschodnim Wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. – Kiedy uświadomimy sobie, jak bardzo w związku z pandemią zostały obciążone łańcuchy dostaw, to okaże się, że znakomita większość z nich dobrze sobie poradziła. To świadectwo ich solidności i odporności. Poszukiwanie interwencji rządowych może być kuszące, ale moim zdaniem powinniśmy się kierować zasadą: „pozwól działać rynkowi” – mówi.
Problemy z łańcuchami dostaw na Wyspach jeszcze się nie skończyły. Zrzeszenie brytyjskich rolników alarmowało, że już 60 proc. mięsa sprzedawanego w Wielkiej Brytanii pochodzi z krajów unijnych. Nadal brakuje kierowców ciężarówek i pracowników sezonowych, co rodzi również obawy o zbiory w przyszłym roku. ©℗