Reklama
Stany Zjednoczone postanowiły umieścić na rynku dodatkowo 50 mln baryłek ropy w ciągu najbliższych kilku miesięcy. Według analityków taka ilość zaspokaja zapotrzebowanie kraju na dwa i pół dnia. By zwiększyć szanse na kształtowanie globalnej ceny, udział w inicjatywie amerykańskiej administracji wezmą też Indie, Chiny, Japonia, Korea Południowa oraz Wielka Brytania. Wzbudzające zainteresowanie porozumienie na linii Pekin–Waszyngton jest jednak iluzoryczne. Sojusznicy USA wpuszczą na rynek ok. 18 mln baryłek. Wielka Brytania już poinformowała, że przekaże 1,5 mln, a Indie 5 mln. Pozostałe kraje jeszcze opracowują swoje harmonogramy i dokładną skalę zaangażowania.
– Decyzja nie tylko nie przyniosła oczekiwanego rezultatu, ale dała wręcz skutek odwrotny od zamierzonego. Do poniedziałku mieliśmy do czynienia ze spadkami. Po decyzji o uwolnieniu rezerw strategicznych ceny ropy naftowej Brent wzrosły o ok. 3 dol. za baryłkę, do poziomu 82 dol. Rynek stwierdził, że skala uwolnienia jest zbyt mała, a dodatkowo może wpłynąć negatywnie na politykę OPEC+ – mówi Rafał Zywert, analityk rynku ropy naftowej i paliw w BM Reflex. – Spodziewano się uwolnienia ok. 120 mln baryłek – wskazuje ekspert Rafał Zywert. Udało się zdecydować o uwolnieniu niewiele ponad połowy zakładanego poziomu.
Niepowodzenie inicjatywy Białego Domu to duży sukces organizacji zrzeszającej kraje eksportujące ropę. OPEC+ to grupa powiększona o Rosję. Przedstawiciele organizacji już zasugerowali, że wymierzone w nią działania mogą spotkać się z reakcją w postaci ograniczania produkcji ropy.
– Zdaniem OPEC+ sytuacja rynkowa nie uzasadniała uwolnienia rezerw strategicznych. Taka decyzja może wpłynąć na kierunek dalszej polityki podażowej grupy. Innymi słowy, rynek obawia się, że OPEC+ na najbliższym spotkaniu zaplanowanym na 2 grudnia może zweryfikować plany dalszego zwiększania produkcji o 400 tys. baryłek dziennie. Zwłaszcza że decyzji o rewizji polityki podażowej będzie sprzyjać narastająca w Europie fala COVID-19. Ewentualne ograniczenia mobilności wpłyną ujemnie na globalne zapotrzebowanie – twierdzi ekspert BM Reflex.
Biały Dom jest zdeterminowany, by obniżyć ceny paliw. W październiku benzyna w USA była droższa o 36 proc. niż rok temu. Amerykańskie media informują, że tamtejsza administracja rozważa zakaz eksportu krajowej ropy. Obecnie to ok. 3 mln baryłek dziennie.
Analitycy wątpią jednak, że to przełożyłoby się na tańsze paliwo na amerykańskich stacjach. „Zakaz eksportu ropy naftowej w USA pogorszyłby sytuację zarówno Stanów Zjednoczonych, jak i świata. I to w czasie, gdy globalne łańcuchy dostaw są już wyjątkowo obciążone” – stwierdził w swoim komentarzu Jim Burk hard, wiceprezes i szef ds. rynków ropy naftowej w firmie analitycznej IHS Markit.
„Taki zakaz byłby sprzeczny z dekadami polityki USA promującej swobodny przepływ ropy i gazu, doprowadziłby do nieefektywnej i kosztownej realokacji krajowej produkcji ropy naftowej, zakłóciłby dostawy dla sojuszników i zniechęcił do produkcji krajowej. Wywarłoby to dodatkową presję na wzrost cen benzyny w USA i oznaczałoby niepokojący sygnał o wiarygodności Stanów Zjednoczonych” – dodał.
W interesie OPEC+ jest dalsze utrzymywanie wysokich cen surowców, co pokazuje przykład działań uczestniczącej w spotkaniach grupy Rosji. Pomimo deklaracji Gazpromu nie zwiększa on przesyłu swojego gazu do Europy. W tym tygodniu ceny znów podskoczyły, m.in. za sprawą ryzyka zablokowania dostaw do Mołdawii. Rosyjska spółka zagroziła, że w przypadku nieuregulowania płatności w ciągu 48 godzin (do środy) zakręci kurek. Wczoraj mołdawska premier Natalia Gavrilița wezwała parlament do pilnej nowelizacji budżetu pozwalającej państwowemu Moldovagazowi na spłatę zaległości. ©℗
78,2 dol. kosztowała wczoraj po południu baryłka amerykańskiej ropy WTI
61,3 proc. wzrost cen WTI od początku roku