Volkswagen, od którego rozpoczęła się afera z przekłamaniami w raportach o emisji spalin, zrobił kolejny duży krok w celu ostatecznego zażegnania kryzysu. W ubiegłym tygodniu spółka zawarła ugodę z oskarżanymi o nieprawidłowości byłymi menedżerami. Byli szefowie, przystając na żądania firmy, w praktyce przyznali, że winni są jej rekompensatę. Zgodnie z założeniami porozumienia firma otrzyma łącznie 288 mln euro. Większość tej kwoty, bo ok. 270 mln euro, wypłacą ubezpieczyciele w związku z odpowiedzialnością cywilną. Na kwotę zrzuci się kilka firm ubezpieczeniowych.
Na tym jednak nie kończyły się roszczenia VW. Grupa stwierdziła, że indywidualne uchybienia osób z kierownictwa były na tyle rażące, że wykraczały poza zakres ubezpieczenia. Choć żaden z menedżerów nie był czynnie zaangażowany w proceder – bezpośrednio odpowiedzialni inżynierowie odbywają już karę więzienia – to szefostwo miało wiedzieć o uchybieniach jeszcze przed wykryciem afery, a po jej nagłośnieniu nie przedstawili kompleksowych wyjaśnień organom nadzorczym, narażając koncern na straty. VW chciało sięgnąć im do portfela. W efekcie były dyrektor generalny Martin Winterkorn zapłaci dodatkowe 11,2 mln euro, a były prezes Audi Rupert Stadler – 4,1 mln euro. Do odpowiedzialności pociągnięto też byłego członka zarządu Audi Stefana Knirscha (1 mln euro) i Porsche Wolfganga Hatza (1,2 mln euro).