Jak powinniśmy układać swoje relacje z Chinami?

Radosław Pyffel kierownik studiów Biznes chiński, Akademia Leona Koźmińskiego / Materiały prasowe
Radosław Pyffel: Warto pamiętać o strategicznym znaczeniu Polski, która jest pierwszym krajem na chińskiej drodze do Europy Zachodniej i jest uznawana za gospodarkę mającą spore rezerwy wzrostu
Od kilkunastu lat biorę udział w różnych debatach dotyczących Chin w Polsce, ale ta po raz pierwszy gromadzi reprezentantów wszystkich głównych sił politycznych w naszym kraju. To zatem wydarzenie historyczne, za którego zorganizowanie bardzo dziękuję DGP.
Chiny i ich globalna agenda to dla nas duże wyzwanie. Zwłaszcza że ten kraj, cywilizację nadal słabo w Polsce znamy i rozumiemy. Jednocześnie trudno cokolwiek prognozować w czasach zjawiska, które możemy nazwać „pandemiczną mgłą”. Dopiero rysują się kontury nowego postpandemicznego świata. Zazwyczaj uspokajały nas przeróżne dane i wskaźniki, ale dziś bywają moim zdaniem złudne i nie do końca pokazują jasny obraz.
Pewne trendy zaczynają być jednak widoczne. Na przykład jeszcze szybszy wzrost znaczenia nowego światowego centrum, czyli Pacyfiku. I nie chodzi tylko o Chiny, które poradziły sobie z pandemią jeszcze w czerwcu, ale także o Wietnam, który również utrzymał wzrost PKB na poziomie powyżej 2 proc., czy również świetnie walczące z pandemią Koreę, Australię czy Nową Zelandię. Pacyfik wychodzi wzmocniony, a do tego chce utworzyć wspólny 2-mld rynek RCEP z Chinami, Japonią, Koreą, dziesięcioma krajami ASEAN, Australią i Nową Zelandią. Pacyfik i jego klasa średnia to przyszłość. Dlatego patrząc na relacje polsko-chińskie, powinniśmy zrezygnować z anachronicznych już narzędzi, takich jak patrzenie na wszystko przez pryzmat bilansu handlowego czy próby sprowadzania wszystkiego do realiów zimnej wojny, podczas gdy świat i relacje pomiędzy krajami, nawet wewnątrz samego Zachodu, wyglądają dziś zupełnie inaczej. Trzeba nowych idei i nowych narzędzi. Warto też pamiętać o strategicznym znaczeniu Polski, która jest pierwszym krajem na chińskiej drodze do Europy Zachodniej i jest uznawana w Chinach za gospodarkę rozwijającą się, wciąż mającą spore rezerwy wzrostu. Dlatego istnieje w globalnej agendzie Pekinu. I trzeba przyznać, że Chiny ją w Polsce realizują. Jedwabny szlak przebiegający przez nasz kraj i łączący Pacyfik z Europą Zachodnią pracuje bez zakłóceń. Chińskie firmy wygrywają w Polsce przetargi na rozbudowę infrastruktury drogowej, kolejowej czy energetycznej, a RP uczestniczy w formatach współpracy zainicjowanych przez Pekin, często na najwyższym szczeblu. Do tego współpracowaliśmy w zakresie sprowadzania sprzętu medycznego, a ostatnio rozmawialiśmy też o ewentualnym sprowadzeniu chińskich szczepionek. Nie można zatem powiedzieć, że jesteśmy krajem, który nie współpracuje z Chinami. Pytanie tylko, jak tę współpracę uczynić bardziej efektywną dla Polski.

Jak powinniśmy jako państwo reagować na zmieniające się relacje chińsko-europejskie? Wspierać je czy wręcz odwrotnie?

Krzysztof Szczerski sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP / Materiały prasowe
Krzysztof Szczerski: Chiny nie są dla Polski zagrożeniem w zakresie bezpieczeństwa i nie mamy żadnego obciążenia, by budować z nimi relacje. Nie jesteśmy w żadnej mierze konkurentami
Chiny nie są dla Polski zagrożeniem w zakresie bezpieczeństwa i nie mamy żadnego obciążenia, by budować z nimi relacje. Nie jesteśmy w żadnej mierze konkurentami. Wspólne manewry rosyjsko-chińskie były raczej incydentem, który potem już się nie powtórzył. Dlatego nie mamy tu obciążenia. Chiny nie mają też sprzecznych z Polską interesów w różnych częściach świata – nie konkurujemy, nie ma między nami żadnego egzystencjalnego konfliktu prowadzącego do napięć.
Ewentualna ostrożność może wynikać z wyzwań takich jak bezpieczeństwo informacyjne czy gospodarcze. Musimy to brać pod uwagę. Inną kwestią jest to, czy możemy prowadzić w pełni samodzielną politykę wobec Chin. W tym przypadku nie uważam, żebyśmy musieli prowadzić politykę chińską tylko w ramach UE – zwłaszcza że tu nie ma zgody. Polityka unijna względem Pekinu jest bardzo zróżnicowana. Są kraje zainteresowane ochroną inwestycji w Chinach i wrogimi przejęciami w swoich krajach. Inne nie mają takich problemów. Nie ma więc jednej polityki, do której możemy się dopisać. Dlatego powinniśmy, i mamy do tego potencjał, tworzyć własny typ relacji, bazujący na rozwoju handlu i połączeń infrastrukturalnych.

Polska jest bliskim sojusznikiem Stanów Zjednoczonych. To może zmieniać także relacje polsko-chińskie. Na ile możemy kreować swoje relacje niezależnie od tych porozumień, w ramach których działamy obecnie?

Paweł Kowal poseł na Sejm RP, zastępca przewodniczącego sejmowej komisji spraw zagranicznych / Materiały prasowe
Paweł Kowal: Przedsiębiorcy potrzebują, by władze zbudowały fundament pod ich działania i oferowały swoją pomoc w poznaniu tamtego rynku
Polska w Chinach nie jest postrzegana jako państwo, które może prowadzić samodzielną politykę. Jest traktowana jako część szerszego regionu, czego wyrazem był format 17+1. Jesteśmy też traktowani jako bliski regionalny sojusznik USA. Z tego wynika, że nasza droga do Chin może być skomplikowana. Nie oznacza to jednak, że nie należy jej szukać. Być może potrzebujemy nowego pomysłu na budowanie relacji Polska–Chiny, nowego otwarcia kulturalnego i gospodarczego. Widzimy też, że format 17+1 nie funkcjonuje, może nasza droga do współpracy powinna iść innym szlakiem, jednocześnie dbając o suwerenność. Budując relacje z Chinami, trzeba brać pod uwagę, że Polska jest częścią świata zachodniego i amerykańskiego sojuszu. Potrzebujemy wsparcia politycznego – przedsiębiorcy potrzebują, by władze zbudowały fundament pod ich działania i oferowały swoją pomoc w poznaniu tamtego rynku. Powinniśmy szukać nieoczywistych dziedzin. Musimy też spojrzeć na chłodno na to, co nas czeka – prognoza, że Chiny czeka już tylko wzrost i brak jakichkolwiek problemów, wydaje się nieprawdziwa.

Może dla biznesu lepszą sytuacją jest właśnie taka, w której polski handel może cicho się rozwijać, a dyplomacja nie powinna wychodzić przed szereg?

Janusz Piechociński prezes Izby Przemysłowo-Handlowej Polska – Azja, wicepremier, minister gospodarki w latach 2012–2015 / Materiały prasowe
Janusz Piechociński: Mamy potencjał, by wziąć na siebie logistykę na linii Chiny–Europa. To szansa na to, by nie patrzeć tylko, jak o rynek walczy Amazon z Alibabą
Nie możemy ignorować roli, jaką może odegrać dialog. A Polska powinna jak najbardziej wykorzystać ten potencjał, który ma – rozumiany jako tradycyjnie już dobre relacje z Chinami, niezależnie od otoczenia wokół i swojego bardzo dobrego położenia geograficznego. Jeśli pandemia zwiększyła ruch kolejowy, bo liczba pociągów towarowych w relacji Europa–Azja się podwoiła, to koniecznie trzeba wykorzystać ten trend. Rozszerzanie znaczenia terminala w Małaszewiczach to potencjalne kilka miliardów złotych do budżetu. Do tego kluczowa jest infrastruktura portowa – Gdańsk DCT wyprzedził już Sankt-Petersburg pod względem obsługiwanych kontenerów na Bałtyku. W czasie pandemii mieliśmy nadzieję na to, że przemysł wróci do Europy. To okazało się złudne; zostanie w Azji. Nie oznacza to jednak, że nic nie możemy zrobić. Europa i Polska może obsługiwać połączenia, logistykę i e-commerce – mamy dobre, sprawne firmy InPost, Allegro, rozbudowaną infrastrukturę Poczty Polskiej. Mamy potencjał, by wziąć na siebie logistykę na linii Chiny–Europa. To szansa na to, by nie patrzeć tylko, jak o rynek walczy Amazon z Alibabą.
Cieszę się, że prezydent Andrzej Duda nie lekceważy europejsko-chińskich formatów. Powinniśmy iść tą drogą i rozwijać współpracę tam, gdzie się zgadzamy i gdzie to możliwe. Powinniśmy zapewnić polskiej gospodarce impuls do rozwoju.

Pragmatyzm prowadzi do otwarcia?

Janusz Piechociński: Nie można patrzeć w kategoriach otwarcia czy zamknięcia. Po prostu przechodzimy do kolejnych etapów relacji. Tak jak lata temu jako Polska uczyliśmy się Europy, dziś uczymy się Azji. Zaliczyliśmy już etap importu produktów z Chin, rozwijamy eksport, a niebawem wejdziemy na kolejny poziom, czyli inwestycje w komponenty biotechnologiczne.

Czy zatem powinniśmy znosić bariery w przepływie towarów, kapitału i pracy?

mec. Andrzej Szejna poseł na Sejm RP / Materiały prasowe
Andrzej Szejna: Nie da się zmienić świata bez zaangażowania USA i Chin. Nasze relacje z Chinami powinniśmy budować spokojnie i długotrwale
Nie da się zmienić świata bez zaangażowania USA i Chin. Nasze relacje z Chinami powinniśmy budować spokojnie i długotrwale. Skoro jesteśmy dużo mniejsi niż Chiny, to powinniśmy umieć z tego skorzystać. Przykładowo, zakotwiczyć się w jednej konkretnej prowincji i uczynić ją priorytetową. Tam powinniśmy współpracować z biznesem, instytucjami kulturalnymi, lokalnymi społecznościami. Potem w oparciu o nią prowadzić ekspansję dalej. Nie musimy od razu podbijać Szanghaju czy Pekinu. Drugim filarem musi być rozwój centrum logistycznego Europa–Azja w Małaszewiczach czy w przyszłości Centralny Port Komunikacyjny. Polska może być bramą do Europy. W tym celu należy wykorzystać kapitał chiński w ramach rozwoju nowego jedwabnego szlaku. Powinniśmy otwierać się na Chiny w różnych aspektach, ale ze wzajemnością. Relacje polsko-chińskie definiować musi wzajemność, równe warunki działania i uczciwa konkurencja we wszystkich obszarach współpracy. Innym bardzo ważnym obszarem współpracy może być rozwój zielonej energii. Relacje polsko-chińskie powinny być podniesione do bardzo wysokiej rangi. Skoro mamy ministra ds. europejskich, warto zastanowić się nad powołaniem osoby odpowiedzialnej za budowanie gospodarczych relacji z Chinami.

Oparcie współpracy na jednej prowincji może być ciekawe, ale czy będzie wystarczające?

Radosław Pyffel: Świat się zmienił, trzeba tworzyć nowe narzędzia i naśladować, na ile to możliwe, naszych partnerów z Unii, na przykład Niemcy czy Francję, które tworzą własne agendy relacji z Chinami w duchu przyjętej w UE zasady: tam gdzie możliwe współpracować, tam gdzie potrzebne konkurować, tam gdzie konieczne krytykować.
Jeśli ktoś uważa, że to nie nasza liga, to warto też przyglądać się Węgrom, które powoli zaczynają osiągać coraz bardziej widoczne efekty – coraz więcej regionalnych centrali chińskich firm lokuje się w Budapeszcie, a w 2024 r. powstanie tam Uniwersytet Środkowoeuropejski, którego siedzibę zbudują lokalne firmy za chińskie kredyty.
Kluczowe będzie prowadzenie tej współpracy w taki sposób, aby Polska pozostała lojalnym członkiem NATO i UE. Rządzący Polską powinni określić jasne zasady, na jakich powinno się to odbywać i określić jasne granice. Inaczej trudno będzie o sukces.
A warto pamiętać o tym, iż Chiny będą realizowały swoją globalną agendę z nami lub bez nas. Najważniejsze, byśmy mogli i potrafili na tym skorzystać.

Które z przytoczonych pomysłów mogłyby wdrożyć polskie władze?

Krzysztof Szczerski: Rozumiem koncepcję szukania partnerów przedmiotowo bądź terytorialnie. Pamiętajmy jednak, że w Chinach nie da się załatwić biznesu bez dobrych relacji dyplomatycznych. Dlatego staraliśmy się utrzymać jak najbliższe relacje z USA, a jednocześnie podtrzymać relacje z Chinami na najwyższym szczeblu. Wszystko po to, by wszystkie nasze działania były postrzegane w Pekinie jako autonomiczne i to się udało. Mamy dobre relacje, co potwierdzają rozmowy obu prezydentów i możliwa wizyta prezydenta Andrzeja Dudy w stolicy Chin. Może do niej dojść jeszcze w tym roku. Pamiętajmy jednak, że to nie państwo powinno wytyczać drogę rozwoju gospodarczych relacji z Chinami, tylko sami przedsiębiorcy. W polityce i biznesie liczy się dostrzegalność. Ważne jest, by władze stworzyły obraz Polski atrakcyjnej dla Chin. Do tego dążymy, Pekin musi dostrzegać Warszawę i to się udaje. Z drugiej strony chcemy pełnić autonomiczną rolę w ramach Trójmorza. Potrzebujemy poczucia partnerstwa – nie interesuje nas model oparty na wykupywaniu infrastruktury.

Na co powinniśmy stawiać?

Janusz Piechociński: Polska jest krajem małych i średnich przedsiębiorców i to oni muszą być ambasadorami swojego kraju w Chinach. Dzięki e-commerce polskie firmy mogą zbudować silną pozycję rynkową w Chinach, nie czekając tylko na inicjatywy prezydenta, rządu czy PAIH. Polscy przedsiębiorcy muszą stawiać na nowatorskie produkty. Dużym atutem dla polskich przedsiębiorców jest 12–14 tys. chińskich przedsiębiorców w Polsce. Wykorzystajmy ich wiedzę i potrzeby, by lepiej docierać do Azji.
Debatę moderował Sebastian Stodolak
Opr. GRK