Odsetek osób deklarujących posiadanie jakichkolwiek oszczędności zmalał od listopada ubiegłego roku o 17 pkt proc. Dziś jest to 61 proc. – wynika z najnowszego badania Corona Mood, mierzącego dynamikę zachowań konsumenckich oraz monitorującego styl życia i nastroje polskich gospodarstw domowych w obliczu pandemii COVID-19. GfK przeprowadzało je kilkukrotnie od czerwca ubiegłego roku. Wtedy posiadanie zaplecza finansowego deklarowało 69 proc. badanych. W kolejnych trzech sondażach notowano wzrost, aż do 78 proc., teraz gwałtowny spadek. Czy to oznacza, że pandemia zaczyna uderzać w finansowe rezerwy Polaków?
– Ubiegły rok sprzyjał gromadzeniu oszczędności, nie tylko w Polsce, ale w całej Europie. Przez liczne lockdowny konsumpcja była ograniczona. Nic więc dziwnego, że z każdym miesiącem poduszka finansowa rosła – tłumaczy Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium. Wymienia też kilka czynników, z powodu których oszczędności Polaków mogły się wyczerpać. Jednym z nich jest pogarszająca się sytuacja na rynku pracy. Na koniec lutego bezrobocie sięgało 6,6 proc., podczas gdy w listopadzie było to 6,1 proc. – Tym samym strumień dochodów spadł, a wydatki rosną, co skłania do korzystania z zaskórniaków – tłumaczy Grzegorz Maliszewski.
Widać to też w wynikach przywoływanego badania: spadł odsetek osób deklarujących oszczędzanie. Dziś według GfK jest ich 56 proc. W listopadzie było 70 proc.
Reklama
Ci, którzy wciąż odkładają pieniądze, najczęściej robią to, zaciskając pasa w obawie przed nadejściem trudniejszych czasów. To cel, na który wskazuje 47 proc. respondentów. Jak zauważa Katarzyna Żakowska z GfK, pandemia koronawirusa to czas, który w naturalny sposób wymusił na Polakach jeszcze większą potrzebę zabezpieczenia finansów gospodarstwa domowego.
– Wciąż działa czynnik niepewności co do jutra. Szczególnie że weszliśmy w kolejną falę, która nie wiadomo, ile potrwa i jakie przyniesie skutki. W połowie roku będą też wygasały tarcze ochronne. Pytanie, ile firm utrzyma zatrudnienie, a ile zdecyduje się na redukcję – dodaje Grzegorz Maliszewski.
– Coraz większa grupa Polaków, mimo chęci zabezpieczenia finansowego, po prostu nie ma z czego odkładać pieniędzy. Należy również podkreślić, że według badań GfK odsetek Polaków oceniających swoją sytuację finansową gorzej niż 12 miesięcy wcześniej jest największy od początku pandemii – mówi Katarzyna Żakowska. Do tej grupy należą przedsiębiorcy i pracownicy z branż takich jak gastronomia, hotelarstwo czy turystyka, których dochody gwałtownie spadły i muszą konsumować oszczędności. Jak wynika z najnowszego raportu InfoDług przygotowanego na podstawie danych z baz Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor oraz Biura Informacji Kredytowej – nasze długi rosną. Na koniec 2020 r. przekroczyły 81 mld zł, co w skali roku oznacza przyrost o 3,69 mld zł.
Ci, którzy pieniądze mają, coraz chętniej robią z nich użytek. Eksperci mówią o odłożonej konsumpcji, którą np. można było zauważyć po odmrożeniu galerii handlowych. Wskaźniki ufności konsumenckiej też pokazują, że skłonność do wydawania rośnie. Dla 24 proc. ankietowanych celem odkładania pieniędzy jest chęć zakupu domu, mieszkania lub samochodu. Dla kolejnych 19 proc. chęć wyjechania na wakacje, a 14 proc. gromadzi kapitał na większe zakupy np. sprzętu AGD czy mebli.
Coraz częściej szukamy też celów inwestycyjnych. – Z jednej strony oszczędności zjada inflacja, z drugiej maleją zyski z lokat i kont oszczędnościowych – mówi Katarzyna Żakowska. Dlatego na koniec stycznia tego roku na lokatach mieliśmy 202 mld zł, o ponad 93 mld zł mniej niż przed rokiem, co jest naturalne przy niskim oprocentowaniu w bankach. Rosną za to zasoby na rachunkach bieżących i kontach oszczędnościowych, gdzie w ciągu roku przybyło niemal 200 mld zł. – To świadczy o rosnącej wartości oszczędności, a nie liczbie osób, które je posiadają – mówi Grzegorz Maliszewski. Jego zdaniem posiadacze większych zasobów szukają alternatywy dla lokat. Bardzo często są to nieruchomości.