Wraz z przejęciem przez PGE polskich aktywów EdF rodzimy koncern wyrasta na lidera rynku ciepłowniczego w Polsce. To do niedawna rynek bardzo niedoceniany, za to o sporym potencjale rozwojowym
Polski rynek ciepła
/
Dziennik Gazeta Prawna
Przejęcie aktywów EdF to największa transakcja w branży elektroenergetycznej ostatnich lat. Podpisana w maju warunkowa umowa
sprzedaży (jeżeli uda się uzyskać wszystkie wymagane zgody, transakcja zostanie sfinalizowana do 2 stycznia 2018 r.) przewiduje, że za 4,5 mld zł PGE stanie się właścicielem elektrowni w Rybniku, ośmiu elektrociepłowni, które zlokalizowane są w Gdyni, Gdańsku, Krakowie, we Wrocławiu („EC Wrocław”, „EC Zawidawie” i „EC Czechnica”), w Toruniu i Zielonej Górze oraz sieci dystrybucji ciepła w Toruniu, Zielonej Górze, we Wrocławiu (Zawidawie) i w Siechnicach. Transakcja objęła więc w zdecydowanej większości aktywa ciepłownicze. Dla PGE nie jest to wprawdzie nowa dziedzina, jednak dzięki tej transakcji koncern podwoił stan posiadania w tym segmencie. Skąd tak mocne wejście w ciepłownictwo? Ano stąd, że to trochę zapomniany, ale bardzo perspektywiczny segment.
Ciepłownictwo rzadko trafia na czołówki gazet, trudno tam o spektakularne wielomiliardowe
transakcje (chyba że chodzi o sprzedaż wielu zakładów w pakiecie, jak w tym przypadku) czy wielkie inwestycje. Wynika to z uwarunkowań technologicznych branży – ciepła, w przeciwieństwie do energii elektrycznej, nie da się przesyłać na wielkie odległości bez większych strat, stąd na rynku dominują niewielkie lokalne ciepłownie. Rynek jest zatem bardzo rozproszony, a mimo to cieszy się coraz większym zainteresowaniem wielkich koncernów energetycznych. Zawarta przez PGE transakcja jest tylko jednym z wielu dowodów na takie zainteresowanie.
Dla koncernu rozszerzenie obecności w tym obszarze to przede wszystkim sposób na zwiększenie swoich przychodów w oparciu o biznes regulowany.
– Pozwoli to nam na pełną kontrolę operacyjną tych aktywów i kształtowanie ich rozwoju zgodnie ze strategią PGE. Dzięki temu będziemy mieli możliwość zwiększenia udziału regulowanej działalności ciepłowniczej w EBITDA grupy. Chcemy zdecydowanie stawiać na ten obszar działalności, również mając na względzie fakt, iż jego rozwój przyczynia się do walki z zanieczyszczeniem powietrza poprzez ograniczanie niskiej emisji w zurbanizowanych obszarach – mówił prezes PGE Henryk Baranowski w maju, uzasadniając złożenie samodzielnej oferty na aktywa EdF.
Transakcja, chociaż jest najbardziej spektakularnym przejawem wchodzenia w ten segment, jest tylko jednym z etapów na tej drodze.
Tego typu działania są już podejmowane – PGE (podobnie jak inne koncerny energetyczne) prowadzi rozmowy z samorządami, spółdzielniami mieszkaniowymi i przemysłem w sprawie przejęcia w zarządzanie obiektów ciepłowniczych. Efektem zakończonych powodzeniem negocjacji będzie obsługa instalacji
klienta połączona z niezbędną modernizacją. Ostatnio koncern podpisał dwa listy intencyjne (z Pionkami i Wolbromiem) dotyczące możliwości współpracy przy projekcie budowy i eksploatacji źródła ciepła.
Życzliwość dla kogeneracji
Dla koncernów energetycznych ciepłownictwo to atrakcyjny kąsek. Po pierwsze jest to rynek regulowany, co oznacza pewną stabilizację przychodów. To skarb w dzisiejszych niepewnych czasach. Po drugie, mocniejsze wejście energetyki w ciepłownictwo pomoże zmodernizować ten segment. A zmiany są konieczne – z jednej strony wymuszane przez regulacje klimatyczne Unii Europejskiej (przy czym należy zaznaczyć, że
UE znacznie życzliwszym okiem patrzy na kogenerację, czyli wytwarzanie energii elektrycznej i ciepła jednocześnie jako najefektywniejszą formę energetyki), z drugiej zaś strony przez realia.
Zgodnie z danymi prezentowanymi przez URE stopień dekapitalizacji
majątku przeznaczonego do wytwarzania i przesyłu ciepła wśród przedsiębiorstw koncesjonowanych jest większy niż w energetyce i wynosi ponad 50 proc. Większość energii wytwarzanej jest z węgla, niejednokrotnie w starych systemach o małej wydajności. Modernizacja miejskiej ciepłowni komunalnej to dla lokalnego samorządu najczęściej wydatek ponad siły, dla dużego koncernu energetycznego to już mniejsze obciążenie budżetu, jeśli porównać je z wielomiliardowymi projektami nowych bloków energetycznych w Opolu czy Kozienicach.
Warto również zauważyć, że wokół ciepłownictwa wytwarza się dość korzystna atmosfera polityczna. Alarmy smogowe z początku roku postawiły na porządku dziennym kwestie jakości powietrza. Wprawdzie polskie ciepłownictwo w trzech czwartych oparte jest na węglu, jednak zanieczyszczenia emitowane przez elektrociepłownie są – w przeliczeniu na wytworzoną energię – nieporównywalnie mniejsze niż w przypadku spalania w indywidualnych paleniskach. Głównym źródłem niskiej emisji są właśnie indywidualne instalacje grzewcze – przestarzałe piece i złej jakości paliwa (śmieci, opony etc.). Niska emisja jest z kolei główną przyczyną smogu dręczącego polskie miasta. Rozwój ciepłownictwa sieciowego może być głównym narzędziem walki ze smogiem w Polsce. Podłączenie do sieci odbiorców używających przestarzałego indywidualnego ogrzewania węglowego skutkuje, w opinii przedstawicieli ciepłownictwa, nawet 10-krotnym obniżeniem emisji pyłów. Oczywiste, że nie wszędzie przestawienie się z indywidualnego ogrzewania na sieć miejską będzie możliwe – chociażby z powodu konieczności budowy takiej sieci ciepłowniczej, jednak ze wsparciem energetyki zawodowej takie przekształcenie będzie łatwiejsze. Rozbudowa miejskich sieci byłaby też czynnikiem wzrostu dla ciepłownictwa, bo w istniejących instalacjach zużycie ciepła systematycznie spada. Termomodernizacja budynków, zmniejszenie strat ciepła w sieci ciepłowniczej czy wreszcie oszczędzanie energii przez jej odbiorców spowodowały, że produkcja ciepła przez przedsiębiorstwa koncesjonowane spadła w ciągu 10 lat o ponad 15 proc.
Prognozy dla kogeneracji nie są jednak złe. Według pochodzącego z 2011 r. dokumentu Komisji Europejskiej Energy Roadmap 2050 w scenariuszu referencyjnym zakłada się wzrost zapotrzebowania na ciepło o niemal 20 proc. do 2030 r. oraz o 40 proc. do 2050 r. Jest on jednak podzielony nierównomiernie między dwa sektory – przemysłowy, w którym prognozowany wzrost sięgnie 48 proc. do 2030 r. i aż 87 proc. do 2050 r., oraz sektor mieszkalnictwa i usług, gdzie zakładany jest spadek zapotrzebowania o 13 proc. do 2030 r. i 22 proc. do 2050 r.
Dotychczas inwestycje w kogenerację były w Polsce wstrzymywane za sprawą niepewności co do modelu wsparcia dla elektrociepłowni. Obecny – system żółtych i czerwonych certyfikatów wygasa bowiem w 2018 r. Po wielu miesiącach bezruchu prace nad nowym systemem wsparcia nabrały tempa i Ministerstwo Energii zapowiada, że do końca roku powstanie stosowny projekt ustawy.
Dla energetyki zawodowej oznaczałoby to zielone światło do mocniejszego zaangażowania się w ten segment z możliwością przekształcania kotłów ciepłowniczych w źródła kogeneracyjne. Na razie w oczekiwaniu na ten dokument koncerny zajmują miejsca w blokach startowych. PGE dzięki transakcji z EdF trafiła na pole position.