Sklep zacznie działalność w nowym segmencie od ponad 100 tys. książek w najbardziej popularnych kategoriach. Potem dołączy do oferty także e-booki. Rozpoczął także współpracę z InPostem, dzięki czemu klienci będą mogli odbierać przesyłki w paczkomatach. – Zmieniamy się. Odpowiadamy na potrzeby klientów poszukujących produktów z nowych kategorii. Ze sklepu kojarzonego niegdyś z elektroniką chcemy stać się miejscem oferującym dużo szerszy wachlarz produktów. Książki to kolejny segment produktów po zabawkach, wyposażeniu domu czy kosmetykach, którym chcemy zachęcić klientów do częstszego odwiedzania naszego sklepu – zapewnia Joanna Kuzdak, prezes Agito.pl.

Ma się to przełożyć na wzrost przychodów i zmianę ich struktury. Obecnie znaczący udział we wpływach ma sprzedaż elektroniki. W tej kategorii są ogromna konkurencja i jedne z najniższych marż. W przeciwieństwie do kosmetyków, odzieży, zabawek czy wyposażenia domu, gdzie przekraczają one 20 proc.

Spółka nie ujawnia danych finansowych za ubiegły rok. W 2011 r. – jak wynika z ostatnich dostępnych informacji w Monitorze Polskim B – miała 86,4 mln z przychodów, o 32 proc. więcej niż rok wcześniej. Rok zakończyła jednak stratą w wysokości 4,6 mln zł. Dla porównania – w 2010 r. miała 1,9 mln zł straty. Mimo to w 2011 r. Grupa Allegro zdecydowała się przejąć sklep. Dało to Agito zastrzyk gotówki i lepszą pozycję w negocjacjach z dostawcami.

– Przez najbliższe trzy lata chcemy rosnąć pod względem przychodów szybciej niż rynek – zapowiada Joanna Kuzdak. Piotr Jarosz, szef branżowego serwisu Sklepy24.pl i ekspert rynku, zwraca uwagę, że zmiany w Agito to element strategii nowego właściciela. – Agito nie jest jedynym sklepem w grupie Allegro. W ten sposób konsekwentnie zwiększa ona skalę działania, stosując strategię podobną do Amazona czy eBaya, polegającą na dywersyfikacji wpływów i poszerzaniu asortymentu – tłumaczy Piotr Jarosz.

Wejście na rynek z książkami może uderzyć w Empik czy Merlina, ale – jak podkreśla Piotr Jarosz – te sklepy też od dawna nie opierają swojego modelu biznesowego tylko na sprzedaży książek. Zarówno w Empiku, jak i przejętym przez Czerwoną Torebkę Merlinie klienci kupić mogą też zabawki, elektronikę, perfumy, a nawet wycieczki zagraniczne.

Takie kroki to także efekt pojawiania się w sieci większej liczby podmiotów tradycyjnych, które dotychczas nie handlowały za pośrednictwem internetu. – Wciąż widoczny jest także trend powstawania małych sklepów, oferujących znacznie węższy asortyment. Niezależnie od wielkości wyzwaniem dla wszystkich podmiotów będzie przystosowanie oferty do odbiorców, jakimi są użytkownicy urządzeń mobilnych – mówi Joanna Kuzdak.