Polska nie powinna wchodzić do pogrążonej w kryzysie strefy euro - uważają ekonomiści, z którymi w piątek rozmawiała PAP. Podkreślają jednak, że przystąpienie do unii walutowej będzie dla Polski korzystne, jeśli strefa upora się z problemami.

W czwartek premier Donald Tusk powiedział, że Polska musi podjąć decyzję, czy chce przystąpić do strefy euro. Zapowiedział, że będzie przekonywał do tego wszystkich partnerów w kraju. Premier zastrzegł jednak, że decyzja o przyjęciu wspólnej waluty nie jest kwestią miesięcy, a raczej lat.

Główny ekonomista PwC prof. Witold Orłowski powiedział PAP, że decyzja o ewentualnym przystąpieniu Polski do strefy euro zależy od tego, w jakiej kondycji ona będzie. "Jeżeli strefa euro ma działać tak, jak obecnie, czyli generować kryzysy i powodować, że kraje albo zadłużają się nadmiernie, albo muszą spłacać długi innych, to oczywiście w takiej strefie euro nie ma sensu uczestniczyć" - ocenił ekonomista. "Co więcej, taka strefa euro rozpadnie się, więc Polska nie będzie mieć problemu z dokonywaniem (...) wyboru" - dodał.

Orłowski dodał, że jeżeli w strefie euro zostaną przeprowadzone reformy, to Polska powinna do niej przystąpić. "Pozostanie poza strefą euro, która zastanie uporządkowana, oznaczałoby wyłączenie Polski z głównych procesów integracji europejskiej. To wiązałoby się ze stratami politycznymi" - powiedział.

Reklama

Zaznaczył, że korzyści z członkostwa Polski w dobrze działającej strefie euro, to posiadanie stabilnej waluty, mniejsze problemy związane z inflacją i wahaniami kursowymi walut, co przekłada się na wyższy wzrost gospodarczy.

Także były wiceprezes Narodowego Banku Polskiego Krzysztof Rybiński uważa, że teraz Polska nie powinna przystępować do strefy euro, bo - jego zdaniem - nie należy się wprowadzać do domu, który może się zawalić. "Dopóki strefa euro nie poradzi sobie z kryzysem, który dopiero się zaczyna, to w ogóle nie ma o czym mówić. W naszym interesie narodowym jest pozostanie poza strefą euro" - powiedział.

Reklama

Według niego ktoś, kto podjąłby obecnie decyzję o przystąpieniu Polski do strefy euro naraziłby nasz kraj na olbrzymie koszty kryzysu finansowego. "Jeżeli warunki przystąpienia do strefy euro się nie zmienią, to Polska i tak do niej nie wejdzie. Recesja lub stagnacja, która nas czeka w przyszłym roku i potrwa dłużej niż rok, spowoduje, że dług publiczny Polski liczony według kryteriów unijnych przekroczy 60 proc. PKB i będzie dalej rósł" - dodał.

Zgodnie z tzw. kryterium fiskalnym, dług publiczny kraju, który chce przystąpić do strefy euro nie może m.in. przekroczyć 60 proc. PKB. "Począwszy do przyszłego roku Polska tego kryterium spełniać nie będzie, w związku z tym nie będzie mogła wejść do strefy euro" - powiedział. Rybiński uważa, że obniżenie długu, który przekroczy 60 proc. PKB będzie bardzo trudne, nasz kraj czekają bowiem problemy wynikające z dużych wydatków publicznych.

W jego ocenie, gdyby strefa euro się zreformowała i stała się bardzo dobrze funkcjonującym wspólnym rynkiem, a Polska na skutek mądrej strategii rozwoju stałaby się krajem innowacyjnym i spełniła kryteria konwergencji, to bylibyśmy mile widziani w strefie euro i w naszym interesie byłoby do niej wejść.

"To scenariusz bardzo optymistyczny, niestety bardzo mało prawdopodobny. Najbardziej prawdopodobna jest dekada kryzysu w strefie euro (...), a w Polsce, przy bardzo złej strukturze wydatków publicznych, dług będzie musiał rosnąć" - zaznaczył Rybiński.

Robert Gwiazdowski z Centrum im. Adama Smitha przypomniał, że już w 2004 r. był zdania, iż do strefy euro nie należy się spieszyć, gdyż jej schemat miał od samego początku "wady genetyczne", które kazały z niepokojem patrzeć na jej przyszłość. Jego zdaniem zastrzeżenia te okazały się słuszne.

"Na dziś absolutnie nie powinniśmy przystępować do strefy euro. A co za np. dziesięć lat? Zobaczymy (...), może strefy euro nie być i okaże się, że problem ten mamy z głowy" - powiedział. Według niego "bogactwo narodów nie zależy od koloru farby, jaką jest zadrukowany papier będący w danym kraju oficjalnym środkiem płatniczym".

"Skoro nie wiemy, jaka jest sytuacja instytucji finansowych w strefie euro, to dziś podejmowanie decyzji o tym, czy my tam musimy wejść przypominałoby skakanie na główkę do jakiejś sadzawki, kiedy nie wiemy, ile w niej jest wody i co jest na dnie" - powiedział.

Zaznaczył, że przystąpienie do strefy euro mogłoby być korzystne dla Polski, jeżeli wspólnota ta będzie miała charakter ekonomiczny, a nie polityczno-ekonomiczny - jak obecnie.