Alfred Kahn, który w 1977 r. objął stanowisko prezesa amerykańskiej agencji lotnictwa cywilnego (Civil Aeronautics Board – CAB), zaraz po nominacji zwołał konferencję prasową. Ogłosił na niej, że podległa mu instytucja powinna zostać jak najszybciej zlikwidowana. Ten zmarły przed niespełna dwoma laty polityk powinien być wzorem dla szefów agencji rządowych, zwłaszcza tych związanych z Ministerstwem Rolnictwa.
Niestety postulat likwidacji agencji, choć społecznie popularny, napotyka od lat liczne przeszkody. Jedną z nich jest to, co ekonomiczny noblista James Buchanan nazywa koncentracją korzyści przy rozproszeniu kosztów. Instytucja przynosi korzyści wąskiej grupie działaczy oraz części rolników, zaś koszty jej działania pokrywają podatnicy. Ciężar dla tych ostatnich jest jednak na tyle mały, że indywidualnie nie opłaca im się interesować sprawą, nie wspominając nawet o organizowaniu jakiegoś lobbingu.
W ten schemat wpisuje się część polityków, niektórzy szczerze wierzą, że stabilizacja cen płodów rolnych oraz szczegółowa regulacja, co i w jakich ilościach ma być produkowane, jest konieczna dla dobrego funkcjonowania branży spożywczej. Także amerykańska CAB miała pilnować nie tylko interesów linii lotniczych, lecz także pasażerów. Z jednej strony dbała o to, by ceny odzwierciedlały koszty ponoszone przez przewoźników. Z drugiej starano się, by przeloty były możliwie tanie, zwłaszcza na krótkich odcinkach, dzięki czemu samolot mógł konkurować z innymi środkami transportu. Z założenia wyższe marże na długodystansowych lotach miały być rekompensowane klientom w postaci tańszych połączeń z mniejszych miejscowości, a samolot miał stać się dobrem powszechnie dostępnym.