Od dziś obowiązuje rozporządzenie ministra gospodarki w sprawie zasad obliczania taryf gazowych, które pozwoli spółkom gazowym znów zwrócić się do prezesa Urzędu Regulacji Energetyki o zgodę na podwyżki taryf. W rezultacie, jak szacują eksperci, ceny gazu mogą wzrosnąć od kwietnia o 10 proc.

Jednak rachunki indywidualnych odbiorców gazu używających go do gotowania czy podgrzewania wody nie powinny zwiększyć się o więcej niż kilkanaście złotych w skali roku. Jak wynika z obliczeń GP, przy założeniu, że ceny gazu wzrosną o 10 proc. rachunki klientów używających gazu do podgrzewania posiłków będą wyższe tylko o nieco ponad 1 zł miesięcznie. Nawet wzrost cen o 25 proc. nie byłby zagrożeniem dla domowych budżetów, bo przełożyłby się na zwiększenie rocznych opłat za gaz nieco o ponad 30 zł. Więcej powodów do zmartwienia mają ci, którzy gazem ogrzewają mieszkania i domy jednorodzinne. Ich rachunki mogą wzrosnąć - miesięcznie - odpowiednio o ponad 41 bądź prawie 100 zł. Dobrą informacją dla nich jest to, że ceny będą prawdopodobnie płacić pod koniec okresu grzewczego, czyli dopiero od kwietnia.

Jednych i drugich ucieszy zapewne opinia analityków, według których nie ma szans na wyższy niż kilkunastoprocentowy wzrost cen gazu.

- Ostatecznie hurtowe ceny gazu mogą wzrosnąć o kilkanaście procent. Raczej nie więcej niż 14 proc., bo większa podwyżka stanowiłaby istotny czynnik inflacjogenny. Z drugiej strony znacząco obniżyłoby to zyski spółek nawozowych, co wydaje się mało realne w kontekście zapowiadanej prywatyzacji Tarnowskich Azotów i Zakładów Azotowych Kędzierzyn - mówi Paweł Burzyński z BZ WBK.

Producenci nawozów to firmy najbardziej wrażliwe na wzrost cen gazu. Dla największego pojedynczego klienta Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa - Zakładów Azotowych Puławy zakupy gazu stanowi ok. 40 proc. kosztów ogółem. Wzrost cen tego surowca o 10 proc. oznacza dla Puław koszty wyższe o 75 mln zł rocznie. Ewentualna podwyżka cen o 25 proc. zmniejszyłaby wynik spółki o 190 mln zł.