Dotychczasowy 5-proc. limit inwestycji w zagraniczne akcje jest niewystarczający, by dywersyfikować ryzyko, a w dobie globalizacji ograniczenie do 5 proc. aktywów nie jest niczym uzasadnione - takie są argumenty zwolenników rozszerzenia możliwości inwestycyjnych firm odpowiedzialnych za nasze emerytury. Żadnych liczb, żadnych innych argumentów. Tylko okrągłe zdania: muszą, bo muszą, a wtedy będą na pewno lepsze wyniki.

Zacytujmy stanowisko Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych z 6 lutego 2008 r.: Wprowadzenie wyższych limitów dla inwestycji zagranicznych powinno odbywać się stopniowo dla bezpieczeństwa efektów działalności inwestycyjnej otwartych funduszy. Wprowadzenie szerszych limitów dla lokat zagranicznych podyktowane jest troską o zapewnienie niezbędnej dywersyfikacji lokat otwartych funduszy dla ich bezpieczeństwa. Większy udział inwestycji zagranicznych umożliwi wypracowanie korzystnych dla członków funduszy wyższych stóp zwrotu.

Takie wypowiedzi można odczytać jeszcze w jeden sposób: limit inwestycji zagranicznych na poziomie 5 proc. jest dla nas już niewystarczający, więc pozwólcie nam na więcej, bo dusimy się w rodzimym sosie. Pojawiają się argumenty, że owo niskie zaangażowanie jest wynikiem niekorzystnych zapisów o kosztach takich transakcji - obciążane są nimi towarzystwa emerytalne, a nie fundusze (czyli płacą nie klienci, tylko firmy do których OFE należą). Ale wciąż brak jakichkolwiek liczb. Fundusze emerytalne są dość pasywnym inwestorem i nie dokonują wielu transakcji. Łączny zysk netto towarzystw emerytalnych w 2007 roku wyniósł 670 mln zł. Zakładając, że fundusze mogłyby zainwestować w 2007 roku średnio 5 proc. swoich aktywów w akcje zagraniczne, od których zapłaciłyby prowizje w wysokości 1 proc., to koszty wyniosłyby 66 mln zł. O 10 proc. obniżyłyby zysk netto. Naturalnie to duże uproszczenie, bo nie wiadomo, jak często obrót byłby dokonywany, ale też prawdopodobne prowizje byłyby znacznie niższe.

Przyjrzyjmy się, jak do tej pory wyglądały zagraniczne inwestycje otwartych funduszy emerytalnych. Od początku istnienia nowego systemu emerytalnego maksymalne zaangażowanie według danych miesięcznych wynosiło 1,44 proc., zaś średnio było to 0,53 proc. Dziesięciokrotnie mniej niż pozwalają na to dotychczasowe limity. Od początku 2006 r. zaangażowanie to nie przekraczało 1 proc. aktywów.

Limity inwestycyjne dotyczące zagranicznych papierów wartościowych nie dotyczą wyłącznie akcji, ale również instrumentów dłużnych (skarbowych oraz nieskarbowych), ale nawet uwzględniając te inne rodzaje, maksymalne zaangażowanie wynosiło 2,28 proc., zaś średnio było to 1,01 proc.

Chciałbym zaznaczyć, że ten tekst nie jest głosem przeciw zwiększeniu limitów inwestycyjnych. Ma na celu wyłącznie pokazanie tego, że do tej pory OFE nie były skłonne wykorzystywać nawet tych możliwości, którymi dysponują.

Grzegorz Zalewski

ekspert DM Banku Ochrony Środowiska i twórca portalu futures.pl