Bardzo aktywnie na polskim rynku działają zagraniczne instytucje finansowe, głównie na kontrakcie na indeks WIG 20. Jest to obecnie w naszym regionie instrument finansowy o największej płynności i atrakcyjności dla agresywnych graczy finansowych. Horyzont tych inwestycji jest na ogół krótkoterminowy i czysto spekulacyjny. W takim otoczeniu inwestorzy indywidualni mają trudny okres dopasowania się do trendu. Częste zmiany strategii na tak niepewnym rynku przeważnie prowadzą do strat. Styczniowe odpływy z funduszy inwestycyjnych na poziomie ponad 10 mld złotych świadczą o dużym rozczarowaniu rynkiem kapitałowym posiadaczy jednostek funduszy. Prawdopodobnie duża część tych aktywów została wycofana ze stratą i raczej nieprędko środki te powrócą na giełdę. Z drugiej strony nawet chwilowa poprawa koniunktury może zahamować odpływ środków z TFI i mimo bardzo agresywnej kampanii reklamowej banków, pozyskanie depozytów nie będzie takie łatwe. Na rynku długu sytuacja również nie jest klarowna. Styczeń posiadacze obligacji mogą uznać za bardzo korzystny, jednak pozytywny klimat dla tych papierów mocno pogorszył się po doniesieniach z Budapesztu. Pogłoski o dymisji premiera spowodowały bardzo dużą przecenę węgierskiego długu i to niestety rykoszetem odbiło się na naszym rynku stopy procentowej.

W dłuższej perspektywie koniunktura na rynkach finansowych będzie pochodną dostępu do gotówki, a co z tym związane, inwestycji w realną gospodarkę. Jednym z barometrów przyszłej koniunktury jest zachowanie się dolara. Przełamanie trendu spadkowego do euro może pogorszyć klimat na rynkach wschodzących. Konsekwencją może być również przecena na rynkach surowcowych.

W tle zawirowań na rynkach finansowych rozgrywa się bardzo interesująca i mająca istotny wpływ na przyszłe ceny podstawowych metali przemysłowych rozgrywka między największymi kopalniami aluminium, miedzi i rud żelaza. Chilijski Rio Tinto jest na celowniku zarówno BHP Billiton, jak i Aluminium Corp of China (Chinalco), który połączył siły z Alcoa. Doradcami wszystkich stron są czołowe amerykańskie banki inwestycyjne, dla których jest to po ostatnich wpadkach prestiżowe przedsięwzięcie. W oczekiwaniu na globalne spowolnienie gospodarki ewentualna fuzja nie ekscytuje za bardzo rynków finansowych. Jednak jeśli gospodarka powróci na ścieżkę szybkiego wzrostu gospodarczego, implikacje takiej fuzji będą bardzo poważne. Trudno oczekiwać, że ewentualny gigant, który powstałby po fuzji, pozwoli sobie na niskie ceny miedzi czy innych metali przemysłowych. Być może ograniczy to ekspansję KGHM na rynkach zagranicznych, ale niewątpliwie pozytywnie wpłynie na zyski i wycenę polskiej spółki. Dlatego warto śledzić poczynania miedziowych gigantów i efekty ich negocjacji.

Leszek Milczarek

zarządzający aktywami w IDMSA