Inwestorzy i spekulanci działający na giełdzie są przesądni i nieracjonalni. Owa nieracjonalność wiąże się często z wyszukiwaniem zjawisk, które pozornie występują na giełdzie, i które pozornie dają się logicznie wytłumaczyć. Bo mimo własnej nieracjonalności inwestorzy uwielbiają logiczne wytłumaczenia różnego rodzaju zdarzeń. Jednym z takich zjawisk jest efekt stycznia.
Wśród uczestników rynku utarło się przeświadczenie, że ceny akcji na giełdach w styczniu zwykle rosną. Na poparcie tej tezy przytacza się wytłumaczenia związane z napływem nowych pieniędzy na rynek, zmianami strategii inwestycyjnych przez fundusze inwestycyjne, nowymi strategiami realizowanymi przez instytucje finansowe i tego rodzaju rzeczy. Styczeń jest o tyle charakterystycznym miesiącem, że wówczas dokonuje się różnego rodzaju zestawień poprzedniego roku, podsumowań oraz planów na przyszły rok. Dzięki temu inwestorzy bardziej pamiętają zdarzenia właśnie ze stycznia niż z innych miesięcy roku. Dlatego bardzo często już w grudniu pojawiają się komentarze wielu analityków, mówiące o oczekiwaniu na wzrost cen akcji, właśnie ze względu na efekt stycznia.
Wśród innych podobnych zjawisk występuje również tzw. Rajd św. Mikołaja, czyli wzrost cen akcji w grudniu. Wszyscy, którzy piszą, że spodziewają się wzrostu cen w grudniu, uzasadniają to faktem, iż zarządzający w wielkich instytucjach kupują akcje, by móc wypłacić sobie większe premie. Gdy grudniowy wzrost nie nastąpi (jak miało to miejsce w 2007 roku), pojawiają się wytłumaczenia, że inwestorzy specjalnie zaniżają ceny, by odnieść korzyści podatkowe (strata z akcji pozwala obniżyć podatek). Mamy więc logiczne wytłumaczenie sprzeczne z innym logicznym wytłumaczeniem. Nie przeszkadza to jednak co roku próbować wierzyć we wzrosty, które na pewno wystąpią. Jeśli nie w grudniu, to w styczniu.
Na podstawie danych z naszego rynku można powiedzieć, że od początku istnienia GPW efekt stycznia wystąpił w 68 proc. przypadków. Brzmi nieźle. Niestety, w lutym też wzrosty występowały historycznie w 68 proc. przypadków. Jeszcze lepiej wyglądał grudzień i listopad (70,6 proc. wzrostów). Tylko nieco gorzej kwiecień oraz październik (64 proc.). Mamy więc efekt grudnia, stycznia, listopada, października i kwietnia. Niestety pozostałe miesiące nie zapadają tak dobrze w pamięci, jak właśnie styczeń oraz grudzień. No może z wyjątkiem października, który utarło się nazywać miesiącem krachów.
Grzegorz Zalewski
Futures.pl, ekspert DM BOŚ
Grzegorz Zalewski Futures.pl, ekspert DM BOŚ / DGP