Choć indeksy prawdopodobnie zanotują dodatnie stopy zwrotu, to osiąganie zysków na warszawskiej giełdzie, poza drugim kwartałem, wcale nie było łatwe. Dzisiaj inwestorzy i analitycy zastanawiają się, co przyniesie rok 2008. Czy będzie to kolejny rok hossy, czy też czeka nas trwałe pogorszenie koniunktury i kontynuacja korekty rozpoczętej latem? Patrząc na sytuację makroekonomiczną naszego kraju, znajdziemy argumenty za wzrostem cen akcji. Wszystko wskazuje na to, że przyszły rok będzie kolejnym okresem wzrostu PKB w tempie przekraczającym co najmniej 5 proc. Wprawdzie nie będzie pomagać giełdzie rosnąca inflacja, a co za tym idzie kolejne podwyżki stóp procentowych, ale można oczekiwać, że Rada Polityki Pieniężnej nie zostanie zmuszona do podniesienia podstawowej stopy istotnie powyżej 6 proc.
Spadki kursów akcji w ostatnich miesiącach sprowadziły wyceny części spółek do poziomów akceptowalnych, a czasem wręcz atrakcyjnych w dłuższym horyzoncie inwestycyjnym. Patrząc więc przez pryzmat sytuacji lokalnej można być ostrożnym optymistą. Klucz do przyszłorocznej koniunktury nie leży jednak na parkiecie w Warszawie, lecz przy Wall Street. To amerykańscy inwestorzy zadecydują o kierunku indeksów giełdowych na całym świecie. Najważniejszą więc kwestią, której nie sposób dzisiaj rozstrzygnąć, jest zagrożenie recesją w największej gospodarce świata. Wprawdzie uzależnienie globalnej makroekonomii od sytuacji w Stanach Zjednoczonych jest znacznie mniejsze niż w przeszłości, ale trudno sobie wyobrazić rosnące indeksy w Azji przy spadających cenach akcji w USA. Wydaje się więc, że do kontynuacji hossy na rynkach wschodzących niezbędne jest miękkie lądowanie gospodarki amerykańskiej, polegające na spowolnieniu tempa wzrostu gospodarczego. Mają w tym pomóc decyzje o obniżaniu stóp procentowych, podejmowane w ostatnich miesiącach przez zarząd Rezerwy Federalnej. Można więc zakładać, że są spore szanse na uchronienie gospodarki USA przed recesją. Jeżeli do tego doszłoby zakończenie kryzysu na rynku hipotecznym, realizacja pozytywnych scenariuszy dla inwestorów stałaby się całkiem realna. Faworytem zarządzających funduszami na rynkach wschodzących zapewne nadal pozostanie Azja i, w mniejszym stopniu, Ameryka Południowa. Pozostaje mieć nadzieję, że strumień zagranicznego kapitału nie będzie omijał Europy Środkowej, a co za tym idzie parkietu warszawskiego. Jedno jest pewne, w obliczu wielu niewiadomych czeka nas niełatwy rok, w którym inwestorzy nie będą mogli narzekać na brak emocji.
Marek Mikuć
wiceprezes zarządu i dyrektor inwestycyjny TFI Allianz Polska
ikona lupy />
Marek Mikuć, wiceprezes zarządu i dyrektor inwestycyjny TFI Allianz Polska / DGP