Inflacja, czyli wzrost cen albo inaczej spadek siły nabywczej pieniądza, jest jednym z najistotniejszych wskaźników analizowanych przez inwestorów. Jest tak dlatego, że inflacja określa, jaką część zysku nominalnego (podawanego zwykle w większości publikacji) tracimy, gdybyśmy chcieli coś rzeczywiście kupić (z powodu wzrostu cen tego, co chcemy kupić). Inflacja ma dwojakie znaczenia dla inwestorów. Z jednej strony informuje o sile nabywczej ich pieniędzy. Po wtóre, jest wskaźnikiem pokazującym stan gospodarki, a zwłaszcza jej zbilansowanie - popyt wyższy od potencjalnego wywołuje wzrost cen (inflację). Obserwowany obecnie wzrost cen wskazuje, że w gospodarce narasta presja popytowa, generowana przez ceny żywności, wzrost płac, szybki wzrost zatrudnienia i wysoką dynamikę kredytu konsumpcyjnego. Przykładowo, 3 grudnia, po ogłoszeniu prognozy inflacji (indeks CPI, w ujęciu rok do roku) na poziomie 3,5 proc. w listopadzie (poziom najwyższy od lutego 2005 r.) przez Ministerstwo Finansów, rynek zareagował tak nerwowo, że stawki FRA (kontrakty pokazujące oczekiwania zmian rynkowych stóp procentowych) zaczęły dyskontować kolejne cztery podwyżki stóp w horyzoncie sześciu miesięcy, a najbliższą podwyżkę już w grudniu. Wydaje się, że reakcja była przesadna, jednak pokazuje ona, jak bardzo inwestorzy instytucjonalni obawiają się inflacji. Szczególną awersję wykazują posiadacze obligacji o stałych płatnościach odsetkowych, a tych jest większość. Wzrost inflacji wymusza podwyższanie stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej, a wyższe stopy oznaczają efekt dostosowawczy cen obligacji (ich spadek). Spadek cen wcześniej drożej kupionych obligacji to strata w przypadku konieczności wcześniejszego ich sprzedania. Ostatnio także inwestujący w akcje wykazują szczególne zainteresowanie inflacją. Poza skalą makro, czyli negatywnym wpływem rosnących stóp procentowych na gospodarkę, szczególnie zajmuje ich komponent inflacji, jakim jest wzrost wynagrodzeń. Rosnące płace to negatywny sygnał dla spółek. Szczególnie trudna sytuacja dotyczy firm, których marża jest silnie uzależniona od płac i tych z dużym udziałem płac w całości kosztów. Ponadto od dłuższego czasu obserwujemy podbieranie pracowników przez podmioty zagraniczne, oferujące lepsze wynagrodzenia. Dochodzi do sytuacji, że brakuje kadry, a żeby zatrzymać pracowników, firmy muszą płacić im więcej. Z problemem tym boryka się budownictwo, handel i wyspecjalizowane usługi, a wpływ tych sektorów na indeksy jest niebagatelny. Presja płacowa cały czas narasta i wpływa na inflację. Procesy inflacyjne, jakie ostatnio obserwujemy, słusznie niepokoją inwestorów. Rosnącą inflacja nie zawsze jest przewidywalna.
ADAM WIŚNIEWSKI
ekspert ds. inwestycji w AXA Życie
Adam Wiśniewski, ekspert ds. inwestycji w AXA Życie / DGP