Inwestorzy giełdowi liczą się z tym, że już w przyszłym tygodniu Stany Zjednoczone mogą – po raz pierwszy w historii – okazać się niewypłacalne. Ale sytuacja jest tak bezprecedensowa, że nikt nie wie, jak zabezpieczyć się na wypadek spadku wartości amerykańskich obligacji.

– Ludzie do tej pory uważali Amerykę za pewną wartość, za kraj AAA. Teraz na tym obrazie pojawiła się poważna rysa. Ale jeszcze nie wiadomo, co to w praktyce oznacza – przyznaje Mark Zandi, główny ekonomista agencji ratingowej Moody’s.

W ciągu ostatnich dni gwałtownie wzrosły koszty ubezpieczenia, na wypadek gdyby skarb państwa USA nie był w stanie obsłużyć swojego długu. Za roczną polisę na obligacje warte 10 milionów dolarów trzeba już zapłacić 47 tys. dol., niewiele mniej niż u szczytu kryzysu finansowego na początku 2009 r. (ponad 60 tys. dol.). Jeszcze dwa miesiące temu takie ubezpieczenie kosztowało tylko nieco ponad 20 tys. dol.

Jednak jak tłumaczy Alan De Rose, dyrektor agencji maklerskiej Oppenheimer & Co., taka stawka grubo przejaskrawia ryzyko związane z posiadaniem amerykańskich obligacji. Rynek polis na ich ubezpieczenie jest bardzo mały (nieco ponad 4 mld dol. przy długu USA przekraczającym 14 bln) i wystarcza jedna transakcja, aby stawki gwałtownie poszły do góry. Co ciekawe, polisy są sprzedawane w euro, bo zakłada się, że w razie ogłoszenia niewypłacalności USA kurs dolara gwałtownie poszedłby w dół.

– Inwestorzy nie wiedzą, jak się zachować: kupować obligacje USA, które zawsze były synonimem bezpiecznego schronienia, czy też odwrotnie – wyzbywać się ich. Tendencje wzajemnie się neutralizują. Stąd notowania na rynku zbytnio się nie zmieniają – uważa Mohamed El-Erian, szef funduszu Pacific Investment Management.

Deborah Cunningham z Federated Investors z Pittsburga ostrzega jednak, że zmiany na rynku mogą być bardzo gwałtowne w razie obniżenia przez agencje ratingowe oceny amerykańskiego długu. Część inwestorów, jak fundusze emerytalne, może bowiem kupować jedynie te aktywa, które są oceniane na AAA. Reakcję łańcuchową może także spowodować to, że amerykańskie obligacje były do tej pory traktowane jak quasi-pieniądze ze względu na ich ogromną płynność i w oczach większości inwestorów 100-procentową pewność wypłaty. Dlatego bony skarbowe USA często wykorzystywano jako zastaw innych aktywów.

Waszyngtoński Investment Company Institute uważa, że brak porozumienia przed 2 sierpnia już powoduje rosnącą nieufność do inwestycji w USA w ogóle. Z tego powodu tylko od początku lipca obcy inwestorzy wycofali z tego kraju aktywa warte nieco ponad 20 mld dol. Ale biorąc pod uwagę skalę amerykańskiego rynku kapitałowego, to wciąż bardzo niewiele. – Podstawowe pytanie, jakie zadają sobie ludzie, to gdzie bezpiecznie ulokować pieniądze wycofywane z Ameryki. Nikt nie ma na razie dobrej odpowiedzi – mówi „New York Timesowi” Cunningham.

Dwa plany redukcji długu

Republikański spiker Izby Reprezentantów John Boehner zaproponował podniesienie limitu amerykańskiego długu w dwóch etapach: o bilion dolarów teraz (co umożliwi funkcjonowanie państwa do końca roku) i jeszcze raz, gdy dojdzie do ostatecznego porozumienia w sprawie redukcji zobowiązań USA. Tę koncepcję odrzucają jednak Demokraci, którzy chcą od razu podnieść limit o 2,4 biliona dolarów i zapewnić środki na funkcjonowanie państwa do końca 2012 r.

Obie partie mają też odmienny plan na uzdrowienie finansów państwa. Republikanie zgadzają się na zwiększenie dochodów fiskalnych w ciągu 10 lat tylko o 800 mld dol. (wobec 1,2 bln w propozycji Demokratów). Domagają się natomiast zdecydowanych cięć w wydatkach federalnych, w szczególności na programy Medicaid i Medicare. Łącznie dług państwa powinien ich zdaniem zostać zredukowany przynajmniej o 3,5 biliona dolarów do 2021 r. Demokraci uważają natomiast, że cięcia w wydatkach federalnych powinny być mniejsze i obejmować przede wszystkim wydatki nieobowiązkowe, np. na zbrojenia.