Od początku maja indeks małych spółek notowanych na GPW, czyli sWIG80, stracił już prawie 13 proc. Większość firm wchodzących w skład tego indeksu jest wyceniana najniżej od kilkunastu miesięcy.

Widać to szczególnie w branży budowlanej. Na przykład akcje Mostostalu Warszawa potaniały w ciągu roku z prawie 70 zł do mniej niż 30 zł, a Polnord spadł z 40 zł do 24 zł.

I choć nastroje na całym rynku nie są najlepsze, to jednak duże spółki radzą sobie zdecydowanie lepiej. Od początku maja indeks blue chipów WIG20 stracił „tylko” ok. 8 proc.

Dlaczego tak się dzieje? Michał Szymański z firmy inwestycyjnej Money Makers tłumaczy: – Moim zdaniem spadek kursów małych spółek ma związek z ich niską płynnością. Dodaje, że znaczącym udziałowcem mniejszych firm są polskie fundusze inwestycyjne. W sytuacji gdy nie ma napływu nowych środków, a wręcz przeciwnie – następuje odpływ pieniędzy z TFI – muszą one sprzedawać walory.

– W takiej sytuacji zarządzający nie ma wyboru i akcji musi się pozbyć, nie zważając na ich aktualną cenę. A przy małej płynności może w ten sposób zbić kurs akcji nawet o kilkanaście procent, co na największych spółkach praktycznie się nie zdarza – mówi Krzysztof Stępień, dyrektor inwestycyjny w Opera TFI.

Potwierdzeniem mogą być statystyki umorzeń i nabyć jednostek polskich funduszy inwestycyjnych. Firma Analizy Online raportuje, że w czerwcu Polacy wypłacili z funduszy akcyjnych o prawie 100 mln zł więcej, niż do nich wpłacili. Najwięcej klientów straciły fundusze małych i średnich spółek, bo aż 79 mln zł. Czerwiec był już trzecim miesiącem z rzędu, gdy wypłaty z funduszy małych i średnich spółek były wyższe od wpłat.

Mówiąc o przecenie małych firm, warto jednak zwrócić uwagę na ich cenę. Krzysztof Stępień podkreśla, że spółki z indeksu sWIG80 są relatywnie drogie. – Widać to po współczynniku cena/zysk, który dla spółek małych wynosi ok. 20, a dla dużych tylko 12 – 13 – mówi.

Zdaniem przedstawiciela Opera TFI tak ostra przecena małych firm na GPW, z jaką mamy teraz do czynienia, nie wróży nic dobrego. – Spółki małe jako pierwsze reagują na polepszającą się koniunkturę, dlatego gdy zbliża się ożywienie gospodarcze, szybko poprawiają swoje wyniki, a ich akcje drożeją szybciej niż firm dużych. Gdy koniunktura się pogarsza, jest dokładnie odwrotnie – mówi Krzysztof Stępień.

Ostatnie dane makroekonomiczne wskazują, że gospodarka zwalnia. Widać to na przykład po opublikowanych w tym tygodniu danych o produkcji przemysłowej, która wzrosła w czerwcu jedynie o 2 proc., czyli najwolniej od ponad 2 lat. Zmniejsza się także dynamika popytu wewnętrznego. Słabe dane makroekonomiczne napływają także z największej gospodarki świata, czyli z USA. – Wszystko wskazuje na to, że czeka nas poważne spowolnienie gospodarki – mówi Krzysztof Stępień. Tak daleko idących wniosków na razie nie wyciąga Michał Szymański. – Musimy poczekać na potwierdzenie pogarszających się wskaźników wyprzedzających w wynikach finansowych konkretnych firm, a tego na razie nie dostrzegam – mówi przedstawiciel Money Makers.

Warto jednak pamiętać, że podobne rozbieżności między kursami spółek małych i dużych występują co kilka lat i zwykle wróżą bessę na parkiecie. Ostatnio mieliśmy z tym do czynienia w 2008 roku, gdy zaczynała się poprzednia giełdowa dekoniunktura.