Inwestycje w energetykę nabierają rozpędu. Operatorzy sieci do 2015 r. chcą wydać 27 mld zł, a najbliższe kontrakty na rozbudowę polskich elektrowni mają w sumie wartość 47 mld zł. Ponad 10 mld zł z tej kwoty przypadnie na inwestycję realizowaną przez PGE, największą firmę energetyczną w Polsce. 1 sierpnia PGE planuje otworzyć oferty na budowę dwóch bloków o łącznej mocy 1800 MW w Elektrowni Opole.

– Od trzech lat szykujemy się do energetycznego boomu – mówi Konrad Jaskóła, prezes Polimeksu-Mostostal. Przetargi przyspieszają, bo banki coraz chętniej gotowe są wykładać środki na inwestycje w sektorze energetycznym.

Państwo pomoże

Polimex-Mostostal walczy też o budowę bloku o mocy 1000 MW w należącej do Enei Elektrowni Kozienice. Maciej Owczarek, prezes spółki, twierdzi, że zainteresowanie finansowaniem inwestycji ze strony banków jest duże.

– Konsorcja same się do nas zgłaszają. Mamy mocną pozycję, bezpieczną przyszłość, własną gotówkę i niskie zadłużenie – wylicza atuty Maciej Owczarek.

Przy nich bledną wąpliwości dotyczące unijnych regulacji emisji CO2 czy cen energii ustalanych w Polsce przez państwo. Enea chce wybrać wykonawcę nowego bloku do końca września. Na realizację inwestycji potrzebuje 5 – 6 mld zł, ale tylko część będzie pochodzić od banków.

– Energetyka to sektor strategiczny dla gospodarki. Nie przewiduje się, aby firmy miały problemy ze spłatą swoich zobowiązań wobec banków – mówi Ewa Czernecka-Jeżewska z Pekao.

Bankowcy twierdzą, że nawet gdyby poszczególne firmy miały problem ze spłatą swoich zobowiązań, pełnią tak ważną rolę, że wspierać je będzie państwo. Banki zachęca też to, że polska energetyka jest coraz bliżej uzyskania części darmowych pozwoleń na emisję CO2 w latach 2013 – 2020. Rząd przyjął w terminie ustawę o handlu uprawnieniami do emisji gazów cieplarnianych. Teraz musi walczyć z Komisją Europejską, która do końca września będzie rozdzielać limity. To kluczowy warunek decydujący o opłacalności inwestycji.

Banki liczą też na wysokie prowizje m.in. za przygotowanie analiz opłacalności, a także na premię za gotowość wypłaty dużych kwot na wezwanie inwestora. Bankowcy, z którymi rozmawialiśmy, nieoficjalnie przyznają, że za każdy 1 mld zł udzielonego finansowania zaraz po podpisaniu umów zainkasują co najmniej kilkanaście milionów złotych prowizji.

Zarobią najwięksi

Strumień gotówki popłynie przede wszystkim do największych instytucji finansowych, które od lat aktywnie działają na rynku korporacyjnym. Wśród nich są m.in. PKO BP, Pekao, ING czy BZ WBK.

Jednak zdaniem Edmunda Cumbera z PKO BP żaden bank w pojedynkę nie będzie w stanie podjąć się sfinansowania którejkolwiek inwestycji.

– Zwykle w takich przypadkach 3 – 5 banków zawiązuje konsorcjum finansujące projekt – mówi Edmund Cumber.

Zainteresowanie finansowaniem inwestycji energetycznych na rynku jest tak duże, że pieniądze na polskie elektrownie mogą wykładać nawet te banki, które zastanawiają się nad wyjściem z Polski. Z naszych informacji wynika, że jednym z nich jest HSBC. Nie wiedzie mu się w bankowości detalicznej, ale międzynarodowe doświadczenie daje mu mocną pozycję w rywalizacji o finansowanie dużych inwestycji.

Wsparcie z zagranicy

Spółki energetyczne najczęściej finansują wielkie projekty obligacjami, których objęcie gwarantuje im bank. Powód – skomplikowana ustawa o zamówieniach publicznych, która sprawia, że rozstrzygnięcie przetargu na duży kredyt to droga przez mękę. Procedury mogą zająć nawet 12 miesięcy. Emisja obligacji zabiera zaledwie 3 – 4 miesiące.

– Prawdopodobnie na krajowym rynku nie wystarczy kapitału, żeby sfinansować wszystkie potrzebne w energetyce inwestycje. Dlatego firmy ruszą na rynek europejski – mówi Czernecka-Jeżewska.

Szlak przetarła już PGE, która pod koniec ubiegłego roku zawarła dwie umowy, na mocy których został ustanowiony program emisji obligacji na maksimum 10 mld zł. Jedna z umów zobowiązuje do nabycia papierów także włoski Banca Infrastrutture Innovazione e Sviluppo, a jednym z gwarantów są centrale Nordei w Szwecji oraz ING w Holandii.

PRAWO

Energetyka zależy od CO2

Trzeci okres Europejskiego Systemu Handlu Emisjami (EU ETS) zacznie się w 2013 r. Wynegocjowana w grudniu 2008 r. derogacja pozwala polskim przedsiębiorstwom energetycznym na przydział bezpłatnych uprawnień do emisji CO2 w latach 2013 – 2020. Uzyskanie pozwoleń na udział w systemie handlu emisjami mogła umożliwić tylko nowa ustawa o handlu uprawnieniami do emisji gazów cieplarnianych. Tylko na jej podstawie urzędy marszałkowskie mogły wydawać zezwolenia na emisję gazów cieplarnianych dla nowych bloków. Te zaś będą podstawą dla wniosku polskiego rządu do Komisji Europejskiej, która do końca września będzie rozdzielać limity. Bez nich elektrowniom nie będzie się opłacało uruchamiać nowych bloków energetycznych, bo energia produkowana z nowych ekologicznych źródeł byłaby droższa.

masz