Do krajów Unii Europejskiej trafia 78 proc. naszego eksportu. Tymczasem konieczność pomocy Grecji, a niewykluczone, że wkrótce również Hiszpanii, może spowodować znaczne spowolnienie gospodarcze w Niemczech, we Francji i w Wielkiej Brytanii, czyli u naszych głównych partnerów handlowych. To może się negatywnie odbić na polskim handlu zagranicznym. Dlatego nasze firmy powinny natychmiast poszukać nowych rynków zbytu – uważają ekonomiści, z którymi rozmawiał „DGP”.

Od stycznia do końca kwietnia eksport Polski wyniósł 166 mld zł. Był wyższy o 13,4 proc. niż w tym samym okresie ubiegłego roku – wynika z najnowszych danych GUS. Coraz więcej sprzedajemy w krajach Europy Centralnej i Wschodniej – o ponad 30 proc. Wolniej, bo o 10 proc., rosła nasza sprzedaż do krajów strefy euro, a o 12,4 proc. do krajów rozwijających się.

Średnio dobrze

Głównym odbiorcą towarów z Polski pozostają Niemcy. Ich udział w naszym eksporcie wynosi 26 proc. W porównaniu z ubiegłym rokiem największy wzrost sprzedaży na ten rynek mieli producenci spalinowych silników tłokowych i ich części, miedzi oraz części i akcesoriów do pojazdów mechanicznych. Natomiast spadek popytu odnotowali producenci telewizorów.

Po Niemczech kolejnym naszym partnerem handlowym jest Francja – 6,8 proc. udziału, a trzecim Wielka Brytania – 6,6 proc. Jednak w porównaniu z ubiegłym rokiem udział zarówno Francji, jak i Wielkiej Brytanii zmniejszył się, odpowiednio o 0,5 pkt proc. i 0,1 pkt proc. Najbardziej natomiast pozycję umocniła Rosja – jej udział w polskim eksporcie wzrósł 0,7 pkt proc., do 4,3 proc., choć wśród naszych partnerów handlowych nadal zajmuje ona dalekie siódme miejsce. Jednak w porównaniu z czterema pierwszymi miesiącami 2010 r. nasz eksport do tego kraju zwiększył się aż o 34,3 proc. – Wysyłamy do tego kraju już nie tylko żywność, lecz także pojazdy i części do nich, a także maszyny i urządzenia elektroniczne. Podobnie rzecz wygląda z innymi krajami regionu – mówi Ignacy Morawski, ekonomista Polskiego Banku Przedsiębiorczości.

Przede wszystkim więcej niż przed rokiem wysłaliśmy do Rosji części i akcesoriów do pojazdów mechanicznych oraz sprzętu telekomunikacyjnego. Za to mniej perfum, kosmetyków i wyrobów toaletowych.

– To, co niepokoi, to osłabienie dynamiki wzrostu naszego eksportu. W kwietniu tego roku w porównaniu z marcem był on niższy o blisko 6 proc., gdy import w tym czasie wzrósł o 0,8 proc. – mówi Jacek Adamski, dyrektor departamentu ekonomicznego PKPP Lewiatan. Może to świadczyć o tym, że nasza gospodarka jest coraz mniej konkurencyjna, ale kwietniowy spadek dynamiki wzrostu eksportu związany jest przede wszystkim z wolniejszym rozwojem gospodarek Unii Europejskiej i słabszym popytem ze strony Azji związanym m.in. z wiosennymi problemami Japonii. – Ale kwiecień nie jest wyjątkiem. Główna przyczyna spadku eksportu jest taka, że nie mamy spójnej polityki proeksportowej – uważa Marek Kłoczko, sekretarz generalny Krajowej Izby Gospodarczej. – Na rzecz przedsiębiorców pragnących nawiązać kontakty z zagranicznymi partnerami działają Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Ministerstwo Gospodarki, Polska Agencja Inwestycji Zagranicznych i Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości. Ale te działania nie są spójne. W większości krajów starej Unii jest tak, że gdy szef rządu leci za granicę na ważne spotkanie, zaprasza na pokład przedstawicieli czołowych przedsiębiorstw, by przy okazji i oni mogli nawiązać kontakty handlowe – dodaje sekretarz KIG. W konsekwencji w Polsce działa 30 tys. eksporterów, a w dużo mniejszej od nas Austrii 40 tys. i jest to trzeci kraj w Europie pod względem wielkości eksportu na jednego mieszkańca.

Europa pełna problemów

Jednak bardziej niż spowolnienie dynamiki ekspertów niepokoi uzależnienie polskich eksporterów od Unii Europejskiej, gdzie wysyłamy 78 proc. towarów. Szczególnie że 40 proc. eksportu lokujemy na trzech rynkach – Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii. Tymczasem to te kraje są głównymi wierzycielami Grecji, Portugalii, Hiszpanii i Irlandii. Zaangażowanie niemieckich instytucji finansowych tylko w obligacje Grecji wynosi 40 mld dol. Francuzi ulokowali w nich 63 mld dol., a Brytyjczycy 15 mld dol. – Jednak grecki dług rośnie, a wraz z nim jego obsługa, która już w ubiegłym roku stanowiła 28,7 proc. PKB tego kraju. Niewykluczone, że bez restrukturyzacji zadłużenia Grecja sobie nie poradzi – mówi Ryszard Petru, przewodniczący Towarzystwa Ekonomistów Polskich.

Nie wiadomo, czy śladem Grecji nie pójdzie Hiszpania. Wielu ekonomistów, w tym Krzysztof Rybiński, twierdzi, że o problemach tego kraju usłyszymy jeszcze w tym roku. Tymczasem Hiszpanie są winni Niemcom ponad 200 mld dol., Francuzom ponad 180 mld dol., a Brytyjczykom prawie 116 mld dol. Dług publiczny Hiszpanii w stosunku do PKB wzrośnie z 60 proc. w ubiegłym roku do 74 proc. za pięć lat.

– Jednak Niemcy, Francja i Wielka Brytania najbardziej boją się problemów Włoch. One mogłyby wywrócić całą Europę – uważa Ryszard Petru. Tylko francuskim bankom Włochy są winne 453 mld dol., czyli równowartość mniej więcej 20 proc. PKB Francji.

To na razie tylko obawy, jednak nie muszą się ziścić, by sytuacja pozostała poważna – wystarczy konieczność pomocy Grecji, by u naszych głównych partnerów wyhamował wzrost gospodarczy. A to pociągnie w dół również nas.

Pora na niezależność

Dlatego zdaniem ekspertów najwyższy czas zacząć szukać nowych rynków zbytu, tak jak to robią nasi zachodni sąsiedzi, dla których piątym partnerem handlowym są Chiny. Tymczasem my w pierwszym kwartale tego roku sprzedaliśmy do tego kraju towary za prawie 1,2 mld zł, o 19 proc. mniej niż w tym samym okresie 2010 r. Udział Chin w polskim eksporcie ledwie przekracza 1 proc. – Wciąż nie doceniamy rynków Azji, Ameryki Południowej czy Afryki, gdzie np. śmiało zaczynają inwestować Chińczycy. Nasi eksporterzy powinni wyjść do krajów grupy BRIC, czyli Brazylii, Rosji, Indii i Chin, które utrzymują bardzo wysokie tempo wzrostu. Wciąż niezdobyty rynek to także Wietnam, państwo niezwykle nam przyjazne. Mało kto wie, że w Wietnamie dzieci w szkole podstawowej uczą się wierszyka przybliżającego im świat, w którym jedna z fraz brzmi „Polsko, nasza siostro” – przekonuje Marek Kłoczko. Dodaje, że w tym samym regionie na nasze nowoczesne technologie czekają Indonezja i Tajlandia. Mało sprzedajemy do krajów arabskich, nie handlujemy z Kazachstanem czy Mongolią, gdzie na inwestycje czekają pod ziemią pokłady surowców.

– Pora skończyć z mitem, że Polska to producent ziemniaków, węgla i podzespołów dla wyspecjalizowanych niemieckich maszyn. Mamy dziesiątki przykładów na wysoki poziom naszej myśli naukowej i technologii – apeluje sekretarz KIG.

Specjalizujemy się w produkcji silników odrzutowych i skomplikowanych części mechanicznych do samolotów, których odbiorcami są największe zakłady lotnicze na świecie – klaster Dolina Lotnicza, w którym działa 80 zakładów. Wysyłamy za granicę feromony, czyli wabiki na owady zapylające rośliny. Poszukują ich plantatorzy w wielu miejscach świata. Polacy przygotowują je specjalnie pod każdy typ upraw.

To, że w wielu dziedzinach możemy walczyć o rynki, świadczy przykład prezesa Ryszarda Florka, właściciela firmy Fakro, producenta okien dachowych. W niespełna 20 lat zdobył 14 proc. światowego rynku okien dachowych. Takim wynikiem nie może się poszczycić prawdopodobnie żadna Polska firma i mało która w Europie.

Może Azjaci polubią nasze soki tak jak Rumuni i Bułgarzy?

Joanna Banderowska | dyrektor ds. komunikacji w Agros-Nova Sp. z o.o.

Polscy ekonomiści są zdania, że zawirowania na rynkach europejskich wpływają na spadek popytu w Europie. Ludzie oszczędzają i mniej konsumują, a to ujemnie wpływa na stan polskiego eksportu.

Zasobność portfeli, skłonność do oszczędzania oraz poziom konsumpcji są ze sobą ściśle powiązane. Z tymi zjawiskami mamy już do czynienia w Europie od końca 2008 r., w Polsce, na znacznie mniejszą skalę, na przestrzeni ostatniego roku. Odczuwają to różne kategorie spożywcze. Wszyscy uczestnicy danego rynku na tym tracą, polscy eksporterzy również. Odczuli to najbardziej chyba w 2009 r. I choć Grecja i Portugalia to nie są kluczowe rynki dla polskich eksporterów, zwłaszcza w branży spożywczej, to rozwój sytuacji w tych krajach będzie wpływał na nastroje i koniunkturę konsumencką w całej Europie.

Czy w tej sytuacji Niemcy, Francja, Wielka Brytania powinny pozostać głównymi rynkami zbytu dla polskich eksporterów?

W interesie eksporterów jest rozszerzanie poziomu sprzedaży zagranicznej w krajach, gdzie już jesteśmy obecni, ale też zaistniene na nowych rynkach. Wydaje mi się jednak mało realne, by w najbliższych latach struktura geograficzna polskiego eksportu zasadniczo się zmieniła. Ze względów biznesowo-logistycznych, kulturowych i demograficznych wymienione kraje pozostaną głównymi odbiorcami polskich towarów. Jeśli chodzi branżę spożywczą, to bardzo korzystnie wpływa na nasz eksport emigracja zarobkowa Polaków do innych krajów europejskich. W ostatnich latach to była główna przyczyna rosnące eksportu na wsypy brytyjskie. Otwarcie niemieckiego rynku pracy być może też zaowocuje zwiększonym popytem na polskie produkty u naszych zachodnich sąsiadów.

Ekonomiści uważają, że podobnie jak Chiny powinniśmy zwrócić nasz eksport w kierunku Azji, krajów arabskich, Ameryki Południowej. Jakie są główne bariery zdobywania nowych rynków?

Kluczem jest zaproponowanie tamtejszym konsumentom oryginalnych produktów, które przypadną im do gustu. Trudno np. w Ameryce Południowej czy krajach arabskich sprzedawać przetwory z owoców cytrusowych, ale można napoje lub nektary marchewkowo-owocowe, tak jak na rynku rumuńskim, bułgarskim i na południu Stanów Zjednoczonych. Niestety wraz z odległością rosną koszty transportu, co wpływa na cenę produktu i jego konkurencyjność.