Ceny uprawnień do emisji CO2 (tzw. EUA) skoczyły do poziomu nienotowanego od listopada 2008 r. W czerwcu płacono za nie już nawet 18 euro. Jak tłumaczy dr Juliusz Preś, makler specjalizujący się w handlu emisjami, wzrost, który nastąpił pod koniec maja, to efekt zapowiedzi wycofania się Niemiec z programu energetyki jądrowej.

Czysty zysk

Podwyżka cen nie jest bez znaczenia dla firm, które emitują dwutlenek węgla. – Przedsiębiorstwa, które muszą się rozliczać z emisji, do 2013 roku dostają dużą liczbę uprawnień bezpłatnie. Te, których nie wykorzystają, mogą sprzedać – mówi Paweł Jankowski, analityk Grupy Consus. Oznacza to dla nich spore zyski.

Przykładem mogą być krajowi liderzy pod tym względem – PKN Orlen i Tauron, które w 2010 roku sprzedały i kupiły EUA za niemal 290 mln euro. Przez konta energetycznego koncernu przewinęło się ponad 10 mln uprawnień, wartość transakcji przekroczyła 144 mln euro. Transakcje Orlenu dotyczyły około 6,5 mln EUA o wartości 90 mln euro.

Drogie EUA nie jest korzystne dla spółek, które emitują więcej, niż wynosi ich przydział. Będą musiały ponieść większe koszty związane z zakupem uprawnień. Takich firm w Polsce jest jednak niewiele. – Rozliczenie 2010 roku zakończyło się plusem, to znaczy na rynku było więcej darmowych uprawnień niż emisji – podkreśla Paweł Jankowski. Jak dodaje, przy obecnych, wysokich notowaniach EUA, firmy będą mogły w ten sposób pozyskać krótkoterminowo kapitał obrotowy. Chodzi o kwoty rzędu 1,6 mln euro.

Na zwyżce cen zarobią np. zakłady chemiczne i huty, które z powodu spowolnienia gospodarczego nie wykorzystały części uprawnień z 2008 i 2009 r. Teraz mogą je sprzedać z zyskiem. Na wyższych kosztach CO2 zarobi m.in. ArcelorMittal. Po kieszeni dostaną za to firmy zużywające duże ilości energii, np. KGHM czy Zakłady Górniczo-Hutnicze „Bolesław”.

Coraz mniej za darmo

Polskie firmy na emisjach będą zarabiać tylko do końca 2012 roku. W 2013 roku przedsiębiorstwa dostaną już mniej darmowych uprawnień i będą musiały kupować EUA na aukcjach. Długookresowo wysokie ceny praw do emisji CO2 będą niekorzystne. Z drugiej strony wysokie notowania sprawiają jednak, że rośnie opłacalność inwestycji w ograniczanie emisji.

Analitycy przekonują, że taniej raczej już nie będzie. – W kolejnych miesiącach realny wydaje się wzrost cen spowodowany coraz większymi obostrzeniami oraz zwiększeniem udziału emisyjnych źródeł energii w ogólnym rozrachunku – tłumaczy Juliusz Preś.

W długookresowej perspektywie to źle. – Rosnące ceny uprawnień fatalnie wpływają na przemysł energochłonny – mówi „DGP” Henryk Kaliś, prezes Forum Odbiorców Energii, organizacji zrzeszającej największe polskie koncerny, m.in. KHGM i Orlen.

Ceny EUA w dużym stopniu uzależnione są od notowań surowców energetycznych, przede wszystkim ropy naftowej i gazu ziemnego. Pośrednio na poziom cen uprawnień mają też wpływ wahania kursów walut. Wartość polskiego rynku EUA to prawie 3 mld euro. W zeszłym roku wartość handlu prawami do emisji sięgnęła 400 mln euro.

PRAWO

Rygorystyczne limity

Zgodnie z przepisami UE każda instalacja emitująca gazy cieplarniane musi uzyskać do tego uprawnienia. Bruksela przydzieliła je każdemu z państw UE. Firmy dostają je bezpłatnie. Niektóre mają ich więcej, inne mniej, więc handel prawami kwitnie. Przedsiębiorstwa kupują je na aukcjach i giełdach. System handlu uprawnieniami ma zmobilizować ponad 11 tys. zakładów w 27 krajach UE oraz Norwegii, Islandii i Liechtensteinie do stopniowego zmniejszania emisji gazów cieplarnianych. Bruksela z roku na rok ustala bardziej rygorystyczne limity produkcji CO2. Od 2013 r. ograniczy liczbę bezpłatnych praw do emisji.