Szef PiS zarzucił, że w nowej ustawie: nie powołano państwowej służby geologicznej, wprowadzono możliwości handlu koncesjami na wydobycie gazu i niewydobywania go po zakupie koncesji. Jego zdaniem, przepisy te mogą doprowadzić do tego, że złoża znajdą się "w rękach osób, które mają zupełnie inne interesy niż Polska", dla których "odkrycie w Polsce dużych złóż gazu łupkowego będzie zmianą na niekorzyść".

Zarzuty szefa PiS odpiera główny geolog kraju, wiceminister środowiska Jacek Jezierski. Według niego, zarzuty Kaczyńskiego są chybione. Jezierski podkreślił na konferencji prasowej, że "państwową służbą geologiczną od 1918 roku jest Państwowy Instytut Geologiczny i nic w tej sprawie się nie zmieniło".

"Nie zmieniły się zasady przyznawania koncesji"

Stwierdził też, że "nie zmieniły się zasady przyznawania koncesji; tak jak dotychczas udzielane są koncesje na poszukiwanie złóż, a potem osobna koncesja wydobywcza". Zaznaczył, że "jeśli firmy znajdą gaz, który w naszym kraju jest własnością Skarbu Państwa, będą musiały z państwem podpisać umowę na jego wydobycie - koncesję wydobywczą".

Jezierski pokreślił ponadto, że nie zmieniły się również zasady obrotu koncesjami i "tak samo poprzedni rząd, jak i obecny udzielają koncesji na poszukiwania i koncesje na wydobycie złóż". Przypomniał też, że koncesje nie mogą być "zamrożone", nie dają prawa do nieprowadzenia poszukiwań, czy niewydobywania złóż.

Według amerykańskiej Agencji ds. Energii (EIA), Polska ma 5,3 bln m sześć. możliwego do eksploatacji gazu łupkowego.

Koncesje na poszukiwania gazu niekonwencjonalnego ma w Polsce ponad 20 firm. Obejmują ponad 50 tys. km kw., głównie w pasie od wybrzeża Bałtyku w kierunku południowo-wschodnim, do Lubelszczyzny. Drugi obszar potencjalnych poszukiwań to zachodnia część Polski, głównie woj. wielkopolskie i dolnośląskie. Pierwsze wiercenia wykonało PGNiG w Markowoli na Lubelszczyźnie - gazu tam nie było. W lutym 2011 r. ślady gazu znaleziono koło Ustki w odwiercie zrobionym przez firmę BNK.