Inflacja bazowa, czyli po wyłączeniu cen żywności i energii, wyniosła w marcu 2 proc. – podał wczoraj NBP. W ubiegłym miesiącu w stosunku do lutego inflacja ta była wyższa o 0,5 pkt proc. To najwyższy miesięczny wzrost od stycznia 2008 r. Przyspieszenie wzrostu tych cen widać od grudnia 2010 r. Jeszcze w listopadzie ubiegłego roku inflacja bazowa wynosiła 1,2 proc.

Tak dynamiczny jej wzrost zaskoczył ekonomistów. Spodziewali się oni, że w marcu nie przekroczy 1,8 proc. – Biorąc pod uwagę, że cel inflacyjny RPP wynosi 2,5 proc., inflacja bazowa jest na bardzo wysokim poziomie. Naszym zdaniem do końca roku sięgnie ona tego pułapu – mówi Marcin Mrowiec, główny ekonomista Pekao SA, który jako jeden z nielicznych przewidział marcową dynamikę inflacji bazowej. – Większość prognoz została zrobiona przed opublikowaniem przez GUS we wtorek danych o cenach produkcji sprzedanej przemysłu, czyli inflacji PPI. A z nich jasno wynika, że polskie przedsiębiorstwa mocno odczuwają już skutki wzrostu cen na rynkach światowych – tłumaczy Mrowiec.

Dynamika cen produkcji sprzedanej przemysłu wzrosła w marcu do 9,3 proc. rok do roku, podczas gdy miesiąc wcześniej wynosiła 7,5 proc. – W przetwórstwie przemysłowym ceny wzrosły o 9,3 proc. i była to najwyższa dynamika od marca 1997 r., czyli okresu poprzedzającego przyjęcie przez RPP strategii bezpośredniego celu inflacyjnego – wylicza Jakub Borowski, główny ekonomista Invest-Banku. Także Ministerstwo Finansów dostrzega problem rosnących cen. – Polska będzie mogła wypełnić kryterium inflacyjne z Maastricht dopiero po 2012 r. – mówił wczoraj Marek Rozkrut, dyrektor departamentu polityki finansowej, analiz i statystyki w MF. Jest to jeden z warunków przystąpienia do strefy euro.

To bardzo ważne sygnały dla RPP. – Widać, że nie cały wzrost cen jest zasysany z zewnątrz. Jeśli jastrzębie w radzie szukały argumentu za podwyżką stóp, to właśnie go dostały – podsumowuje Marcin Mrowiec.