Od 1 kwietnia tego roku Polska może starać się o darmowe certyfikaty na emisję dwutlenku węgla. Jeśli gabinet Donalda Tuska wystąpi o nie do Brukseli, to producenci energii i huty nie będą musieli wydawać miliardów złotych na ich zakup. Dostaną je od rządu. Jeżeli jednak rząd tego nie zrobi, firmy będą musiały certyfikaty od rządu kupić.

– Takie rozwiązanie przyniesie budżetowi ogromne zyski – mówi nam Piotr Ciszkowicz, główny ekonomista Ernst & Young. – W zależności od kursu walutowego i wartości certyfikatu na aukcji wpływy do budżetu mogą wynosić od 5 do nawet 12 mld zł rocznie – dodaje Ciszkowicz.

Na razie rząd nie zajął jasnego stanowiska, na którą wersję się zdecyduje. Choć Jacek Rostowski, minister finansów, zyski ze sprzedaży gazów cieplarnianych wpisał do wieloletniego planu finansowego. Nie określił jednak, na jakiej wysokości wpływy liczy.

Z kolei wicepremier i minister gospodarki Waldemar Pawlak w ubiegłym tygodniu stwierdził, że liczy na to, iż uda się uzyskać dla polskich elektrowni darmowe pozwolenia na emisję CO2. To oznacza, że w rządzie pojawiają się dwa przeciwstawne stanowiska. Z pewnością kluczowa w tej sprawie będzie opinia ministra finansów. Resort nie odpowiedział jednak na nasze pytania w tej sprawie.

Tymczasem każde z tych rozwiązań wiąże się z poważnymi skutkami makroekonomicznymi. Decyzja o sprzedaży uprawnień do emisji CO2 spowoduje, że polskie firmy energetyczne będą musiały wydać dodatkowe miliardy złotych. Koszty z pewnością przerzucą na odbiorców końcowych, więc skutki tego odczuje każde gospodarstwo domowe i każda firma. Cześć zakładów przemysłowych odczuje to podwójnie – te, które emitują duże ilości CO2, nie dość, że będą kupować droższą energię, to jeszcze same będą musiały wydawać miliony na uprawnienia.

Dla budżetu zysk jest podwójny. Nie tylko wpłyną do niego pieniądze ze sprzedaży certyfikatów, lecz także zanotuje jeszcze większe wpływy z VAT, bo będzie naliczany od wyższej ceny energii.

Żaden z pytanych przez „DGP” producentów energii elektrycznej nie jest dziś w stanie odpowiedzieć, o ile ceny energii mogą wzrosnąć po wprowadzeniu tego rozwiązania.

Zwłaszcza że cenę certyfikatów trudno dziś określić. Rząd wystawi je na aukcje i będą mogły je kupować nie tylko firmy z Polski, lecz także ze wszystkich krajów UE.

– Ujemnym jego skutkiem będzie też zmniejszenie konkurencyjności polskiej gospodarki – przyznaje Piotr Ciszkowicz.

Równie prawdopodobne jest jednak, że rząd zdecyduje się skorzystać z przywileju bezpłatnych uprawnień do emisji. Przysługuje on słabiej rozwiniętym państwom UE, których elektrownie i elektrociepłownie opierają się głównie na węglu. Uzyskanie ulgowych warunków na szczycie UE w 2008 r. rząd uznał za swój sukces, więc teraz trudno mu będzie z tego zrezygnować. Skorzystanie z niego spowoduje, że polskie firmy spowolnią lub zatrzymają procesy modernizacyjne. Co prawda klienci nie zapłacą więcej za energię, ale będzie ona pochodziła z coraz bardziej przestarzałych elektrowni. Dystans technologiczny między Polską i starymi krajami UE będzie się poszerzał.