Międzynarodowa interwencja wojskowa w Libii stwarza ryzyko długotrwałego zamknięcia najbardziej wydajnych pól naftowych w Afryce Północnej oraz odwetu Kaddafiego wobec zagranicznych instalacji paliwowych.

Po amerykańskich, brytyjskich i francuskich atakach rakietowych oraz nalotach na cele w Libii w celu powstrzymania szturmu sił Kaddafiego na bronione przez rebeliantów miasto Benghazi, kontrakty na ropę naftową w Nowym Jorku podrożały dzisiaj o 2,3 proc. Podczas trwającego od miesiąca konfliktu ceny ropy wzrosły do najwyższego poziomu od dwóch lat – relacjonuje agencja Bloomberg.

Wydobycie ropy w Libii spadło poniżej 400 tys. baryłek dziennie, zaledwie jednej czwartej produkcji sprzed konfliktu, i może stanąć całkowicie – zasugerował już w sobotę Shokri Ghanem, przewodniczący libijskiego koncernu National Oil Co. Po zaaprobowaniu przez ONZ akcji militarnej włoska spółka Eni, największy w Libii obcy koncern naftowy, wycofała z tego kraju wszystkich swoich zagranicznych pracowników.

„Największe ryzyko dla koncernów naftowych polega na możliwości uszkodzenia ich instalacji, co utrudni przywrócenie całej mocy produkcyjnej po zakończeniu konfliktu” – mówi Alessandro Marrone, analityk ds. obronnych w IAI Institute of International Affairs w Rzymie – „Część instalacji może być zniszczona wskutek ataków, cześć w wyniku akcji sabotażowych w ramach odwetu”.

Reklama

Kwietniowe dostawy ropy naftowej wzrosły o 2,3 proc. do 103,35 dolarów za baryłkę podczas transakcji elektronicznych na nowojorskiej giełdzie NYME. Kontrakty już dwa tygodnie temu osiągnęły stawkę 106,95 dolarów. W Londynie ropa Brent zyskała prawie 2 proc., dochodząc do 116,22 dolarów za baryłkę.

„Zachodnie koncerny naftowe mogą tylko mieć nadzieje, że Kadafi nie zniszczy ich urządzeń i instalacji” – powiedział Johannes Benigni, szef firmy konsultingowej JBC Energy w Wiedniu – Zagraniczna interwencja oznacza „przedłużanie się okresu niepewności oraz wynikającą stąd gwałtowność na rynku naftowym”.

Poza włoskim Eni w Libii działają jeszcze francuski Total, austriacki OMV i hiszpański Repsol. Brytyjskie koncerny Rodał Dutch Stell i BP do czasu wybuchu antyrządowego powstania prowadziły w Libii poszukiwania złóż ropy naftowej i gazu.