Zdaniem samych koncernów przekroczenie tej ceny znacznie ograniczy popyt na paliwa. Dlatego na razie wolą na tablicach z cenami umieszczać kwotę 4,99 zł. Choć z powodu wydarzeń w Japonii ropa naftowa potaniała w ciągu ostatnich kilku dni o kilka dolarów, to jednak już wczoraj widać było lekkie odbicie. Na początku notowań za baryłkę ropy Brent płacono w Nowym Jorku 111,6 dol., podczas gdy w ciągu dnia na chwilę przekroczyła nawet granicę 114 dol.

Co więcej, zdaniem analityków trzęsienie ziemi oraz tsunami, które uderzyły w Japonię, w rzeczywistości mogą doprowadzić do znacznych podwyżek cen surowca. – Pamiętajmy, że kataklizm dotknął dużej gospodarki. Za chwilę otrząśnie się ona po tragedii, a wtedy zacznie się wielkie sprzątanie. Wymagało to będzie dużych inwestycji, a zatem także energii. W tym tej pochodzącej z ropy – tłumaczy Jakub Bogucki, analityk firmy e-petrol. Jego zdaniem zdecydowanie większy wpływ na ceny surowca, a tym samym także na ceny paliw na samych stacjach, mają wydarzenia w Libii, a tam nadal jest niespokojnie. – Z tego powodu nie ma mowy o obniżkach – mówi analityk.

Już wczoraj na pojedynczych stacjach benzynowych, głównie tych położonych w centrach największych miast, ceny oleju napędowego przekroczyły 5 złotych. Jednak duże koncerny wolą utrzymywać je poniżej tego poziomu. – Już w styczniu doświadczyliśmy, że gdy na tablicach z cenami pojawia się cyfra „5”, automatycznie negatywnie odbija się to na popycie. Dlatego tak długo, jak to możliwe, będziemy starali się ograniczać marże i przynajmniej cenę diesla utrzymywać poniżej psychologicznej granicy – mówi „DGP” jeden z przedstawicieli PKN Orlen. Choć oficjalnego stanowiska w tej sprawie koncern nie wygłasza, to już wczoraj na niektórych należących do niego stacjach za litr oleju zapłacić trzeba było 4,99 zł.

Zdaniem ekonomistów tak wysokie ceny paliw mogą niekorzystnie odbić się na inflacji. Dziś GUS opublikuje dane za luty tego roku. Ze wstępnych prognoz wynika, że inflacja w tym miesiącu mogła osiągnąć poziom 3,8 proc. Jeżeli ceny paliw nagle nie wyhamują, to wynik marcowy może się okazać dla gospodarki jeszcze bardziej dotkliwy.