Analitycy tłumaczą to tym, że rynek się stabilizuje – znikają z niego karty nieaktywne, a z tych istniejących klienci korzystają coraz aktywniej.

Z najnowszych statystyk NBP wynika, że ze wszystkich kart płatniczych – debetowych, kredytowych oraz stanowiących margines obciążeniowych – najwięcej ubyło kart kredytowych. Na przestrzeni roku liczba ich spadła o ponad 20 proc. – z 10,9 mln kart pod koniec roku 2009 do 8,9 mln w końcówce ub.r.. W tym samym czasie liczba kart debetowych wzrosła o prawie 800 tys.

Łącznie mamy zatem o 1,2 mln kart mniej. Analityków to jednak nie dziwi i nie widzą powodów do obaw. Zjawisko nazywają korektą. – W okresie hossy banki wciskały karty kredytowe praktycznie każdemu i od ręki, bez konieczności spełnienia żadnych warunków. Ludzie chętnie je brali, choć niekoniecznie z nich korzystali. W ostatnim roku banki zaczęły zamykać nieaktywne karty – ocenia Piotr Kuczyński, główny ekonomista firmy Xelion.

Potwierdzają to przedstawiciele samych banków. – W okresie prosperity instytucje finansowe zbyt optymistycznie oceniały rynek. Dzisiaj podchodzą do niego bardziej realistycznie i czyszczą ze swych rejestrów m.in. karty, których nikt nigdy nie użył – mówi Piotr Utrata, główny ekonomista ING Banku. Zwraca przy tym uwagę, że wpływ na mniejszą liczbę kart miały także dwa inne czynniki: z jednej strony banki zaostrzyły w ostatnich dwóch latach warunki wydawania nowych „kredytówek”, a z drugiej oszczędzać zaczęli sami klienci. – Wystraszyli się tego, co działo się na świecie, i ograniczyli wydatki. Spłacili zadłużenie i zamknęli karty – mówi ekonomista.

Jednak ci, którzy nadal noszą w portfelach karty kredytowe, wcale nie myślą o oszczędzaniu. Ze statystyk NBP wynika, że samych transakcji przy użyciu „kredytówek” przybyło, i to aż o 10 mln – do prawie 196 mln. Wyraźnie wzrosła także wartość transakcji przypadających na jedną kartę. O ile w 2009 roku statystyczny właściciel takiej karty wydał przy jej użyciu niecałych 670 zł, to w ub.r. już ponad 850 zł.

Coraz mniej oporów mamy przy korzystaniu z kart debetowych. Jeszcze w 2003 roku 70 proc. klientów wolało najpierw wyciągać gotówkę z bankomatu, a dopiero później płacić nią za zakupy. Obecnie taką formę wybiera ok. 40 proc. klientów, a pozostali wolą płacić kartą bezpośrednio w kasie. Najwyraźniej, choć samych banków nie darzymy zbyt dużą sympatią i zaufaniem, to plastikowe pieniądze – jak najbardziej.