Ruch na warszawskim parkiecie odbywał się wczoraj pod dyktando danych makroekonomicznych spływających z obydwu stron Atlantyku. Do godz. 14.30 warszawski indeks falował w okolicy poniedziałkowego zamknięcia. Potem poleciał w dół. Ostatecznie zamknął się ze stratą 0,51 proc.

Przecena akcji największych spółek jest efektem rozpoczęcia na minusach sesji przez indeksy giełd amerykańskich. Tamtejsi inwestorzy otrzymali porcję mało optymistycznych informacji. Jeszcze przed sesją okazało się, że w styczniu sprzedaż detaliczna wzrosła zaledwie o 0,3 proc., czyli najmniej od czerwca 2010 r. oraz mniej, niż oczekiwali analitycy. Nastrojów nie poprawił opublikowany w USA jeszcze przed zamknięciem notowań warszawskiego parkietu Indeks National Association of Home Builders/ Wells Fargo. Miał on w lutym wartość 16 (poziom neutralny to 50), czyli tyle samo co przez poprzednie trzy miesiące. Oznacza to, że sprzedaż nowych domów i prognozy są fatalne.

Rozczarowujące wyniki gospodarcze podał również Euroland. PKB w 2010 roku zwiększył się co prawda o 1,7 proc., ale oczekiwania były większe. W opinii ekspertów to głównie skutek lekkiego spowolnienia w jego największych gospodarkach – niemieckiej i francuskiej. Najbardziej rozczarowały dane z Francji, gdzie PKB w końcówce roku wzrósł zaledwie o 0,3 proc., choć spodziewano się 0,6 proc.