Niewielka inwestycja

Samo otwarcie kwiaciarni nie jest drogie. Można zacząć z 40 tys. zł na wyposażenie lokalu i 20 tys. zł na zakup towaru. Uruchomienie sprzedaży w sieci to też nie majątek. Stronę internetową można stworzyć samodzielnie lub kupić już gotową domenę za 700 – 800 zł.

Potrzebne będą jeszcze zdjęcia kwiatów i gotowych kompozycji, które oferuje kwiaciarnia. Bez nich trudno będzie o klientów, bo ci składają zamówienie tylko wówczas, gdy dokładnie widzą, co mogą kupić.

– Na początku zlecałem zrobienie zdjęć fotografowi. To jednak było kosztowne – 50 zł od każdego zdjęcia. Uznałem więc, że bardziej opłaca się robić je samemu – mówi Leszek Michałkiewicz z warszawskiej kwiaciarni Flora, która w sieci funkcjonuje już od 10 lat.

Z dostawą

Koszty rosną oczywiście wraz ze skalą działalności. Samo zainwestowanie w reklamę na przeglądarce Google to wydatek rzędu nawet kilku tysięcy zł miesięcznie.

– Potrzebny jest też dodatkowy pracownik, który zajmie się obsługą strony. Najtaniej jest zatrudnić specjalistę z Ukrainy – podpowiada Leszek Michałkiewicz.

Oczywiście dobrze mieć samochód, którym będą przywożone kwiaty z hurtowni. Działają już wprawdzie na rynku dostawcy, którzy oferują dowóz towaru, co więcej w cenie zamówienia, ale takich jest niewielu. – Poza tym lepiej odebrać kwiaty z hurtowni osobiście, bo można dokładnie obejrzeć, w jakim są stanie – mówi Bożena Zwierzchoń, właścicielka warszawskiej kwiaciarni „Kwiaty u Bożeny”.

Przyda się też jeszcze jeden samochód służący do rozwożenia kwiatów do klientów.

– Jest to o wiele bardziej opłacalne rozwiązanie niż powierzenie transportu firmie kurierskiej – twierdzi Bożena Zwierzchoń. Średni koszt dowozu przez kuriera to 17 zł, a na własną rękę – około 10 zł.

Do współpracy można też namówić korporacje taksówkowe. Nie jest to jednak tani sposób na dostarczenie kwiatów. – Płaci się jak za normalny kurs. Oprócz tego taksówkarz pobiera 10 zł za doręczenie. Z korporacji warto więc korzystać tylko w wyjątkowych sytuacjach – wylicza Bożena Zwierzchoń.

Koszty dostawy są o tyle ważne, że ogromna konkurencja wymusza na kwiaciarniach branie ich na siebie. Jest to opłacalne przy zamówieniach przekraczających 50 zł.

Można jednak znaleźć w sieci już i takie sklepy, które nie doliczają opłaty za dostarczenie nawet pojedynczej róży.

Właściciele e-kwiaciarni przestrzegają jednak, by nie oferować bardzo niskich cen w sieci, bo liczba reklamacji jest dużo większa niż w tradycyjnym kanale dystrybucji. Trzeba więc mieć pieniądze na ich pokrycie.

– U mnie ceny internetowe są identyczne jak w kwiaciarni i doliczamy koszt przesyłki – mówi Leszek Michałkiewicz.