Ryszard Krauze, niegdyś król informatyki kierujący Prokom Software, największą firmą IT w Polsce, kilka lat temu postawił na inne konie: biotechnologię (Bioton) oraz na poszukiwanie i wydobycie ropy. Nieco w cieniu pozostaje inna firma z jego stajni – deweloper Polnord.

Petrolinvest zadebiutował na warszawskim rynku w połowie lipca 2007 r. Początki były doskonałe. Pierwszego dnia notowań akcje były droższe nawet ponad 150 proc. od ceny z oferty publicznej. – Ryszard Krauze kierował się wówczas wyczuciem inwestycyjnym. Notowania ropy naftowej rosły. W szczytowym momencie baryłka kosztowała nawet ponad 160 dol. Sukces i zysk na GPW gwarantowało wówczas zaangażowanie w projekt Ryszarda Krauzego. Niestety kryzys mocno uderzył w jego akcje. Dla Petrolinvestu zaczęła się droga przez mękę – mówi jeden ze współpracowników Ryszarda Krauzego.

Oprócz kryzysu finansowego właściciel Petrolinvestu miał problemy z przeciekiem dotyczącym rzekomego wręczenia łapówki ówczesnemu ministrowi rolnictwa i wicepremierowi Andrzejowi Lepperowi. Ryszard Krauze miał poinformować o prowokacji szykowanej przez CBA posła Samoobrony Lecha Woszczerowicza. Śledztwo w tej sprawie zostało umorzone, jednak sensacyjne medialne doniesienia na pewno nie pomogły notowaniom spółek kontrolowanych przez Krauzego. W pewnym momencie stopa zwrotu akcji Petrolinvestu od ceny maksimum do minimum wynosiła nawet minus 99,9 proc.

Wzloty i upadki

W tym czasie Petrolinvest emitował kolejne akcje na finansowanie działalności. Z akcjonariatu spółki stopniowo wycofywali się Kazachowie, od których Ryszard Krauze odkupił pola naftowe. Spółka zaprzestała też prac poszukiwawczych i wiertniczych w Rosji i skupiła się wyłącznie na działalności w Kazachstanie.

Niecały rok temu wydawało się, że Ryszard Krauze i Petrolinvest otwierają nowy rozdział swojej historii. Spółka poinformowała o możliwym kredycie zamiennym na akcje, jaki miała dostać od Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju. Bank miał objąć akcje naftowej spółki po cenie dużo wyższej od rynkowej. Ponadto firma zakomunikowała o możliwej współpracy z francuskim Totalem przy wydobyciu na jednym ze złóż. Rynek wiosną ubiegłego roku oszalał. Kurs w ciągu kilku dni skoczył z kilkunastu złotych do nawet 42 zł. Z czasem wróciło stare, a wartość akcji spadała. Do dziś Petrolinvest nie dostał pożyczki z EBOiR, nie informuje też o postępach prac z Totalem.

Kolejne przebudzenie

Inwestorzy trzy dni temu jeszcze raz zaufali Petrolinvestowi, po tym jak prezes spółki Bertrand Le Guern poinformował, że podczas wierceń 100 metrów od potencjalnego złoża na koncesji Shyrak pojawiły się przesłanki geologiczne wskazujące, że jest niemała szansa na trafienie dużego (100 mln baryłek) złoża ropy naftowej. Jak to widzą geolodzy? – To, że odwiert znajduje się 100 metrów od potencjalnego złoża, nie oznacza, że spółce za chwile tryśnie ropa. Do tego jeszcze daleka droga. Trzeba przeprowadzić odwiert i test wydobywczy, sprawdzić, czy jest odpowiednie ciśnienie. To może potrwać nawet trzy miesiące. To, że zgazowanie płuczki wynosi kilkadziesiąt procent, to dobry znak, ale spółka mogła wpaść w tzw. pułapkę gazową, czyli gaz uwięziony w szczelinach. O tym, czy opłaca się wydobywać tam ropę, dowiemy się pewnie wiosną – mówi pragnący zachować anonimowość geolog zajmujący się prowadzeniem prac poszukiwawczych.

Inwestorzy wczoraj znowu zaczęli sprzedawać papiery Petrolinvestu. Sam Ryszard Krauze wczoraj nie odniósł się do możliwości zyskownego wydobycia ropy ze złoża Shyrak.