Rok bankructw?

Zdaniem ekspertów upadłości w branży turystycznej będzie więcej. Po dwóch trudnych latach, kiedy sprzedaż zagranicznych wycieczek malała średnio o 10 proc. rocznie, w tym roku może paść kolejny rekord liczby bankructw. Ostatni miał miejsce w 2003 r., gdy upadło sześć biur. W dodatku rok 2010 zaskoczył wszystkich chmurą pyłu, katastrofą smoleńską, powodzią w kraju – te wydarzenia miały istotny wpływ na plany wakacyjne Polaków.

Biura działają w ten sposób, że teraz płacą hotelarzom i przewoźnikom pieniędzmi, które wpłacają im osoby wyjeżdżające w październiku. A te są obecnie 10 – 15 proc. tańsze. Nadchodzi też czas płacenia ubezpieczeń turystycznych na kolejny rok. A jak wynika z danych Dun & Bradstreet Poland, 39 proc. biur podróży jest w bardzo złej kondycji finansowej, a kolejne 28 proc. w złej. Z Krajowego Rejestru Długów wynika poza tym, że rośnie liczba podmiotów w branży, które zalegają z zobowiązaniami.

– W czerwcu problem ze spłatą długów miały 94 biura i agencje pośredniczące w sprzedaży wycieczek. W lipcu ich liczba wzrosła do 119, a teraz wynosi 134 – mówi Andrzej Kulik, rzecznik prasowy KRD.

Wśród dłużników są m.in. biuro Almatur czy znany na Śląsku Opolanin. Jak wynika z zapowiedzi branży, większość touroperatorów zamknie ten rok stratą. W Polsce działa ich ok. 3 tys., danymi finansowymi chwali się natomiast może z 10 proc. Klienci nie mają więc zbyt dużych szans, by zweryfikować, komu powierzają swoje pieniądze.

Sama marka nie wystarczy

Dwie ostatnie upadłości pokazują, że w branży turystycznej nie wystarczy długoletnie doświadczenie (Selectours – 18 lat) czy też znana marka (Orbis). W tej branży liczy się przede wszystkim dobrze dopasowany program, który jest realizowany bez zmniejszania i tak wyjątkowo niskich marż.