Dobrze jest czasem spojrzeć na kraj z lotu ptaka. Słabiej wtedy widać niedociągnięcia, za to zachwycają kolory i krajobrazy. Podobnie jest z polską gospodarką, im głębiej ją analizujemy, tym więcej dostrzegamy wad. Z lotu ptaka polska gospodarka wygląda znacznie lepiej niż z bliska.
Na tle innych krajów regionu Polska wciąż wypada dobrze. Szczególnie jeśli porównujemy się z krajami w głębokim kryzysie, jak Węgry, Ukraina czy republiki bałtyckie. Tam mieli do czynienia z wielkimi nierównowagami makroekonomicznymi, wysokim zadłużeniem zarówno prywatnym, jak i publicznym, z wysokim udziałem kredytów walutowych i przegrzaną niekonkurencyjną gospodarką. Do tego doszły problemy fiskalne w okresie kryzysu, gdy recesja spowodowała spadek dochodów budżetowych i wzrost wydatków.
Polska na szczęście w takiej sytuacji nie była. Ale jeśli już porównamy naszą sytuację z czeską lub słowacką, wypadamy gorzej niż w zeszłym roku. W obu tych krajach dług do PKB jest prawie o połowę mniejszy niż w Polsce, relacja kredytów do depozytów poniżej 100 proc., a udział kredytów walutowych (w Czechach) około 10 proc. I co najważniejsze, zarówno Czesi, jak i Słowacy przeprowadzają reformy fiskalne polegające na jednoczesnym podwyższaniu podatków i obniżaniu wydatków. Nie są to łatwe reformy, co widać po protestach na ulicach Pragi, największych od czasów aksamitnej rewolucji. W dodatku Czesi przeprowadzają reformy przy poziomie długu do PKB w wysokości 30 proc.! Mają efekty – wyższy rating, kilkukrotnie wyższy napływ inwestycji zagranicznych i płacą mniej niż my za obsługę długu publicznego.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.