Marginalny problem

W takim wypadku wybór miejsca odprawy jest dla wielu przedsiębiorców oczywisty, bo za rozładunek towaru do kontroli płaci importer. Z własnej kieszeni musi też wyjąć 300 – 400 euro dla przewoźnika za każdy dzień przestoju ciężarówki z towarem do kontroli sanitarnej.

Jednak resort finansów uważa, że ucieczka importerów do zagranicznych urzędów celnych to problem marginalny. – Z naszych danych wynika, że od trzech lat wpływy pobrane przez Służbę Celną kształtują się na zbliżonym poziomie, a dochody z ceł w latach 2007 – 2009 są wyższe niż w latach 2005 – 2006 – mówi Sylwia Stelmachowska.

Celnicy na to patrzą inaczej. – W statystykach nie uwzględnia się gotówki, która mogłaby trafić do budżetu państwa, a nie trafia, bo ludzie wolą odprawić się za granicą – ripostuje Sławomir Siwy.

Do państwowej kasy trafia bowiem 25 proc. wpływów z cła od towarów odprawionych na terenie danego państwa (resztę zabiera Unia Europejska) oraz w całości VAT od importowanych produktów. W ubiegłym roku wpływy z tytułu tych dwóch opłat wyniosły łącznie prawie 22 mld zł.

Najwięcej towarów sprowadzamy z Czech i Holandii

Wstępne dane Narodowego Banku Polskiego o bilansie płatniczym Polski w lipcu 2010 r. opublikowane we wrześniu wskazują, że import do Polski zwiększył się w ciągu roku o 20 proc. i przekroczył 10,6 mld euro.

Ujemne salda handlowe odnotowano z krajami rozwijającymi się – minus 5 mld zł (minus 1,2 mld euro), z krajami Europy Środkowo-Wschodniej – minus 2,3 mld zł (minus 0,6 mld euro), a dodatnie saldo osiągnięto z krajami rozwiniętymi 4,3 mld zł (1,5 mld dol., 1 mld euro), w tym z krajami UE saldo osiągnęło poziom 5,2 mld zł (1,8 mld dol., 1,2 mld euro). Udział krajów rozwiniętych w eksporcie ogółem wynosił 85,4 proc. (w tym UE 79,5 proc.), a w imporcie 65,2 proc. (w tym UE 57,3 proc.).

Wg danych GUS najwięcej importujemy z Czech, Holandii, Chin i Indii oraz Rosji. Z ostatniego kraju głównie surowce.