Najnowszy model elektrycznego pociągu pasażerskiego nazwanego Elf Pesa zaprezentuje na branżowych targach kolejowych Innotrans w Berlinie w przyszłym tygodniu.

Skład przeznaczony jest do ruchu aglomeracyjnego, ale w jednej z wersji może pędzić z prędkością nawet 190 km/h. Tyle wystarczy do sprawnego wożenia pasażerów nawet między dwoma dużymi miastami.

Przetarty szlak

– Chcemy zaoferować nasz pociąg na europejskim rynku. Z tym produktem chcemy wygrywać znaczące przetargi – mówi „DGP” Tomasz Zaboklicki, prezes Pesy Bydgoszcz.

Pierwszy krok Pesa już zrobiła. Jak się dowiedzieliśmy, jesienią zakończą się żmudne procedury certyfikowania Elfa we Włoszech. Kiedy polski producent otrzyma ostateczne potwierdzenie o dopuszczeniu do ruchu swojego najnowszego produktu, będzie mógł wystartować w przetargach.

Podbój zagranicznych rynków z nowym produktem Pesa zaczyna na Półwyspie Apenińskim, bo tam jest obecna już od kilku lat. W 2006 r. podpisała rekordowy wówczas kontrakt na dostawę pociągów spalinowych dla Bari o wartości 170 mln zł.

Zamówienia z Zachodu już teraz przynoszą spółce połowę przychodów. W 2009 r. do kasy Pesy wpłynęło w sumie ponad 650 mln zł. W tym roku może być nawet o 350 mln zł więcej. – W 2010 r. nasz przychód może przekroczyć nawet 1 mld zł – prognozuje Tomasz Zaboklicki.

Producent taboru kolejowego realizuje obecnie zamówienia na elektryczne zespoły trakcyjne dla urzędów marszałkowskich województw śląskiego i małopolskiego, Szybkiej Kolei Miejskiej w Warszawie oraz Warszawskiej Kolei Dojazdowej. Największym kontraktem w portfelu Pesy jest jednak 186 niskopodłogowych tramwajów dla Warszawy za 1,5 mld zł. Do końca roku do stolicy trafi w sumie blisko 40 pojazdów.

Atrakcyjne Niemcy

Miejsce zaprezentowania Elfa, czyli Berlin, nie jest przypadkowe. Pesa dobrze wie, że niemiecki rynek jest bardzo atrakcyjny. Polska firma marzy o powtórzeniu sukcesu Solarisa, którego autobusy jeżdżą po ulicach m.in. Berlina.

Firma z Bydgoszczy będzie walczyć o zamówienia od przedsiębiorstw założonych przez miasta lub gminy, które zazwyczaj są spółkami joint venture z przewoźnikami z Wielkiej Brytanii, Francji lub innych państw. Jak dotąd przetargi zostały zorganizowane i rozstrzygnięte dla prawie 30 – 40 proc. rynku przewozów regionalnych, kolejne 40 proc. zostanie zakontraktowane w ciągu następnych pięciu lat. Połowę z rozstrzygniętych do tej pory przetargów wygrali konkurenci Deutsche Bahn. Samorządowe spółki często nie dysponują własnym taborem i będą go kupować na rynku.

Pesie nie wszystko się jednak udaje. Na dwa tygodnie przed upływem terminu składania ofert na pociągi dla warszawskiego metra spółka zapowiadała połączenie sił z jednym z dużych graczy. Partnerem Pesy miał być kanadyjski Bombardier, ale ostatecznie firmy nie złożyły wspólnej oferty. Powód – w branży kolejowej mówi się, że we wspólnym interesie zagranicznych koncernów jest wzmocnienie rywalizującego z Pesą nowosądeckiego Newagu. Właśnie z tą firmą, należącą do Zbigniewa Jakubasa, przy okazji przetargu na metro dogadał się niemiecki Siemens. Jeszcze kilkadziesiąt godzin przed upływem terminu składania ofert Pesa negocjowała z Bombardierem dostawę podzespołów do samodzielnego montażu wagonów w Bydgoszczy, ale ostatecznie Kanadyjczycy powiedzieli „nie”.